Hej wszystkim. Dzisiaj miał pojawić się rozdział, a za tydzień kolejny, jednak wystąpił błąd pliku, przez co oba rozdziały się nie pojawią. Bardzo mnie to zdenerwowało więc postanowiłem założyć nowego bloga o tematyce Hermiony Riddle.
Oto link do bloga: http://losy-hermiony-riddle.blogspot.com
Mam nadzieję że nowy blog się spodoba.
Hermiona Riddle: Czarna Pani
wtorek, 16 sierpnia 2016
czwartek, 11 sierpnia 2016
Rozdział 6
Hej! :) W końcu napisałem kolejny rozdział :) Trochę akcji, trochę wybuchów - tak jak zawsze :3 Miłego czytania ;)
***
Był wczesny
ranek, Hermiona obudziła się w swoim łóżku w Riddle Manor. Rozejrzała się wokół
siebie. Była sama w pokoju. Draco musiał już pewnie wstać. Poleżała jeszcze z
pół godziny, po czym weszła do swojej łazienki wziąć gorącą kąpiel. Na zewnątrz
było zimno, więc to był dobry pomysł. Podczas kąpieli rozpamiętywała wczorajszy
atak. Było tak blisko do śmierci Dumbledore’a. Nie pomyśleli o tym, żeby
otoczyć wioskę, gdyby ktoś miał uciec, na przykład dyrektor, lub ministrowie.
Na następne ataki niedaleko Hogwartu trzeba będzie ruszać większą armią, bo
znając Dumbledore’a i ministerstwo, to Hogwart będzie obstawiony magicznymi
żołnierzami i aurorami. Kiedy wyszła z łazienki, podeszła do wielkiej szafy.
Wybór ubrań miała ogromny, więc nie wiedziała w co się ubrać. Po paru minutach
zdecydowała się na czarne jeansy, ciepły, czarny sweter i wysokie, czarne
kozaki. Chciała wyjść z pokoju, jednak poczuła pieczenie mrocznego znaku.
Pobiegła więc do gabinetu Czarnego Pana, w którym zastała swoich przyjaciół.
Czarny Pan przemówił.
-Mam dla was wszystkich misję – odrzekł chłodno – Każdy z was
musi wywołać panikę w innych krajach. Hermiono, ty lecisz do Polski, Draco, ty
do Francji, Aya do Niemiec, a Sarah do Szwecji – dodał, dając im do
zrozumienia, że misja jest poważna.
Wszyscy pokiwali głowami na znak, że zrozumieli, po czym
deportowali się w wyznaczone miejsca. Tylko Hermiona musiała skorzystać z
czyjejś pomocy.
Hermiona
była podekscytowana, że w końcu coś się dzieję. Uwielbiała siać panikę i
zabijać. Pragnęła tylko, by śmierciożercy w końcu objęli władzę. Drugą rzeczą,
którą chciała, była śmierć Dumbledore’a, Pottera i Weasley’a. Jednak irytowało
ją, że lot jest tak długi, ale co się dziwić, skoro Polska jest tak daleko on
Anglii. Zanim chciała znowu na coś ponarzekać, poczuła twardy grunt pod sobą.
Rozejrzała się wokół siebie i spostrzegła rozmawiającą ze sobą parę. Podeszła
do nich i wycelowała w nich różdżką. Spojrzeli na nią ze zdziwieniem, jakby
nigdy nie widzieli czarodzieja. Może to mugole?
-Zabieraj mi ten patyk z przed nosa albo oberwiesz! –
krzyknął rudy mężczyzna.
Czarnowłosa tylko się zaśmiała, a następnie wyraźnie
wypowiedziała „Avada Kedavra”. Z jej różdżki wystrzelił zielony promień, który
ugodził mężczyznę w głowę. Spadł z ławki i już leżał martwy na podniszczonym
chodniku. Kobieta krzyknęła z przerażenia, po czym podzieliła los chłopaka.
Po kilku
minutach chodzenia po Warszawie zauważyła ogromnie wysoki budynek, a pod nim
masę ludzi. To idealny moment. Zginą wszyscy, to na pewno zasieje panikę.
-Confringo – szepnęła pod nosem, celując różdżką w szczyt
budynku.
Po chwili rozległ się dźwięk wybuchu, a budynek zaczął się
sypać. Tyle gruzu zleciało na niewinnych mugoli, a być może wśród nich byli
jacyś czarodzieje. Odwróciła się i zobaczyła kilku mężczyzn w niebieskim stroju
biegnących w jej stronę. Na jednym użyła Imperiusa, a mężczyzna natychmiast
zaczął atakować kolegów, dając Hermionie czas na ucieczkę.
Było już
południe. Wiele dzielnic już płonęło. Nikt nie wiedział co się dzieję. Obok
niej deportowało się kilkunastu czarodziei w czarnych strojach.
-Poddaj się, jesteś otoczona! – krzyknęli równocześnie.
Nie miała co zrobić, sama przeciwko jakiejś ogromnej grupie
czarodziei? To był już koniec. Myślała tak, dopóki coś nie wybuchło. Zaczęły
lecieć zielone promienie, czarodzieje ginęli. Zdezorientowana Hermiona nie
wiedziała co robić, więc zaczęła miotać w polskich aurorów klątwami. Wkrótce
potem podszedł do niej osiemnastoletni mężczyzna. Miał brązowe oczy i włosy.
Nosił okulary, a w ręku miał różdżkę. Czarnowłosa wycelowała w niego różdżką.
-Kim jesteś? – zapytała groźnie.
-Mów mi Keshie – odpowiedział spokojnie – Co tu robisz? –
zapytał.
Dziewczyna nadal nie opuszczała różdżki. Zastanawiała się,
czy powiedzieć mu prawdę, czy skłamać. Może to być szpieg polskiego
ministerstwa.
-Jestem tu na polecenie Czarnego Pana – odpowiedziała jeszcze
groźniej, marszcząc brwi.
-No to nie będę wchodził ci w drogę. Powodzenia – odrzekł, po
czym skierował się w stronę centrum.
To było dziwne. Nie wiedziała kim jest ten chłopak, ani
dlaczego jej pomógł. Czy w Polsce także jest jakiś czarnoksiężnik, który
atakuje ministerstwo i jakąś szkołę magii? Naprawdę dziwne. No ale cóż…
Wszczęła panikę w całym mieście, więc chyba może wracać do domu. Tylko jak?
Wcześniej pomógł jej jeden ze śmierciożerców, gdzie ona znajdzie śmierciożercę?
No tak! Mroczny Znak! Podwinęła lewy rękaw, po czym przycisnęła do niego
różdżkę. Sygnał został wysłany do Czarnego Pana, który wkrótce potem pojawił
się obok Hermiony. Zaczął obserwować otoczenie. Był pod wrażeniem działań
córki.
-Widzę że wszczęłaś panikę. A nawet zniszczyłaś część miasta
– powiedział dumnie.
-Tak, tylko muszę wrócić do domu, jeszcze nie umiem się
teleportować, więc wiesz… - odrzekła, krzywiąc się trochę.
Po kilku
minutach wraz z ojcem wrócili do Riddle Manor. Jeszcze nikt inny nie wrócił z
misji, oprócz niej. Postanowiła pomóc Malfoyowi we Francji. Poprosiła ojca żeby
deportował się z nią do Paryża. Zgodził się, a po piętnastu minutach stała już
w centrum Paryża. To co tam zobaczyła zmroziło ją. Draco był właśnie
aresztowany przez dwóch mężczyzn.
-Avada Kedavra! – krzyknęła bez zastanowienia, a promień
ugodził jednego z nich w plecy.
Blondyn przyłożył pięścią w twarz drugiego i odwrócił się, by
spojrzeć kto go uratował. Gdy już wiedział kto to, podbiegł do niej i pocałował
ją namiętnie.
-Hermi, co tu robisz? Miałaś być w Polsce – powiedział,
uśmiechając się szeroko.
-Ja już skończyłam misję, więc postanowiłam ci pomóc –
odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.
Obydwoje ruszyli w stronę Wieży Eiffla. Mieli świetny plan,
który wymyśliła Hermiona. Pogubili się w mieście, ale w końcu udało im się
dotrzeć na miejsce. Weszli do jakiegoś budynku i weszli na dach. Wycelowali różdżkami
w zabytek i na znak Hermiony wypowiedzieli formułę „Crepitusforti”. Po uderzeniu promienia, rozległ się ogromny wybuch,
po czym Wieża Eiffla runęła. Wszyscy turyści i mieszkańcy byli przerażeni i
zaczęli uciekać na wszystkie strony. Hermiona i Draco zaczęli miotać klątwami w
uciekających ludzi. W końcu Hermiona użyła „Gasauirgae”,
a z jej różdżki wystrzelił wielki strumień benzyny, który oblał większość
ludzi, którzy nie mieli jak uciec. Draco wypowiedział formułę „Ignisdevirga”. Z jego różdżki wyleciał
płomień, który trafił jednego z oblanych benzyną ludzi. Wybuch był niesamowity.
Wszędzie zaczęło się palić, a mugolski rząd zaczął próbę ratowania ludzi. Draco
chwycił Hermionę za rękę, po czym deportowali się z powrotem do Riddle Manor.
Przywykła już do teleportacji, więc nie wymiotowała, ani nie miała żadnych
mdłości. Do pokoju wszedł Czarny Pan.
-Udało się wam? – zapytał z wyraźną ciekawością.
-Tak. Wieża Eiffla zniszczona, centrum wybuchło, miasto
płonie – odpowiedział dumnie Draco.
Cieszył się ze swojego czynu, oraz z tego że Hermiona
uratowała go przed aresztowaniem. Co by wtedy zrobił? A co Hermiona by zrobiła
gdyby jego ukochany nigdy nie wrócił? Załamała by się. Chwilę potem Pojawiła
się Aya i Sarah, widocznie zadowolone z siebie. Czyli wszystko poszło
prawidłowo.
Godzinę
później przyjaciele walczyli ze sobą na śnieżki w zaśnieżonym ogrodzie. Mimo że
pod śniegiem, dalej wyglądał pięknie. Nastał w końcu zmierzch. Wszyscy byli
zmarznięci, więc wrócili do środka. Wzięli od skrzata gorącą czekoladę i
usiedli przy kominku. Rozmawiali o wszystkim o czym mogli. W końcu byli tak
zmęczeni, że musieli pójść spać. To były ekscytujące ataki. Hermiona była
szczęśliwa. Nareszcie mogła wyrwać się z domu, pozabijać mugoli, podpalić coś…
Z nadmiaru wrażeń w końcu usnęła.
Hermiona
była pogrążona w głębokim śnie. Nagle coś mocno wybuchło, zrzucając ją z łóżka.
Nie wiedziała co się dzieję. Wstała, wzięła różdżkę i spojrzała na zewnątrz
przez dziurę w ścianie. Jacyś ludzie w szarych strojach szli w stronę
posiadłości. Cała płonęła. W ich stronę leciały klątwy, jednak udawało im się
je odbijać. Jakim cudem przełamali zaklęcia obronne.
-Poddajcie się! Nie macie żadnych szans przeciwko MSC! –
krzyknął jeden z nich.
Co to do jasnej cholery jest MSC? Zaczęła strzelać w nich
Avadami i innymi znanymi jej klątwami. Mruknęła w końcu „Confringo”. Z jej
różdżki poleciał fioletowy promień, który spowodował ogromny wybuch. Kilkunastu
czarodziejów zostało wysadzonych przez Hermionę. Nie wiedziała co się dzieję.
Wokół posiadłości zaczęło deportować się wiele śmierciożerców. Z posiadłości
wybiegł Draco. Zaczął miotać Avadami w żołnierzy. Obserwowała co robi. Nagle
nastąpiło coś, co doprowadziło ją do załamania. Draco oberwał zielonym
promieniem od jednego z czarodziei. Czarnowłosa upadła na podłogę i zaczęła
krzyczeć.
Po kilku
minutach w końcu wstała, lecz za nią stało trzech mężczyzn, celujących w nią
różdżkami. Usłyszała kogoś z tyłu. Mężczyźni obrócili się i padli martwi na
podłogę. Do pokoju wszedł Czarny Pan.
-Nikt nie ma prawa cię skrzywdzić – krzyknął wściekle Tom.
Po chwili przez dziurę w ścianie przeleciał zielony promień,
który ugodził czarnowłosą w tył głowy. Upadła martwa na podłogę. Czarny Pan
zaczął krzyczeć i miotać klątwami w czarodziei. Chciał się zemścić, chciał
zabić wszystkich.
Hermiona
spadła z łóżka. Wstała szybko, przebrała się w normalne ubranie i wzięła
różdżkę. Chciała podbiec do dziury w ścianie by bronić Riddle Manor, jedna
zorientowała się że nie ma żadnej dziury w ścianie. Znowu koszmar! Nikogo nie
było w całym domu. Chciała wyjść do ogrodu przez salę balową i właśnie tam
wszyscy byli. Ozdabiali ją wedle instrukcji Toma. Odwrócił się i uśmiechnął się
do córki.
-Witaj Hermiono. Przygotowujemy salę do sylwestra – odrzekł z
radością Tom.
-A no tak! Przecież niedługo sylwester! – krzyknęła z
radością, podbiegając żeby pomóc – Kompletnie o tym zapomniałam – dodała
szybko.
-Nic się nie stało. Możesz pomóc w ozdabianiu sali i przy
muzyce – odrzekł spokojnie.
Czarnowłosa przytaknęła głową i podeszła do Blaise’a, który
majstrował coś przy wieży stereo. Śmieszyło ją, że nie mógł sobie poradzić z
ustawieniem muzyki.
-Może pomóc? – spytała pozytywnie czarnowłosa.
Blaise odskoczył nagle do tyłu. Hermiona nieźle go
wystraszyła. Była szczęśliwa, że wreszcie może spotkać śmierciożerców których
jeszcze nie zna.
-Byłoby świetnie! – odpowiedział Blaise, posyłając jej
uśmiech – Spokojnie Draco, nie podrywam ci dziewczyny – dodał, śmiejąc się na
widok miny przyjaciela.
Zielonooka wykonała kilka machnięć różdżką, a po chwili z
głośników zaczęła grać muzyka. Zaskoczony Blaise podziękował Hermionie za pomoc
i zaczął tańczyć w rytm muzyki, a czarnowłosa zaczęła się śmiać. Postanowiła
teraz pomóc przy dekoracjach. Sarah i Aya już się tym zajmowały, lecz nie
radziły sobie dobrze.
-Pomóc wam? – spytała miło, uśmiechając się.
-Przydałoby się, same nie damy rady – odpowiedziała Aya.
Czarnowłosa podeszła i nadmuchała balony używając zaklęcia „Inflahelium”. Balony same podfrunęły do
sufitu. Przyjaciółki nie wiedziały, skąd Hermiona zna takie zaklęcia.
Przynajmniej wykonają pracę znacznie szybciej. Kiedy one przypinały zasłony,
drzwi do sali otworzyły się nagle. Spojrzały na nie, a tam zobaczyły jak Draco
męczy się z wstawieniem stołów.
-Draco, użyj zaklęcia Transferquod
– krzyknęła Hermiona – Tylko pomyśl o miejscu w które chcesz przenieść –
dodała, ostrzegającym tonem.
Blondyn wycelował w stół i wypowiedział formułę, podaną przez
Hermionę. Stół nagle pojawił się na środku sali balowej, a dziewczyny wróciły
do przypinania zasłon.
Następnego
dnia miała być impreza sylwestrowa. Mieli przyjść Malfoyowie, Bellatrix i
Rudolf Lestrange, McKeenowie i wiele innych śmierciożerców. Hermiona obudziła
się w okolicach dwunastej. To chyba pierwszy raz, kiedy wstała tak późno.
Zwykle z łóżka wychodziła najpóźniej o dziewiątej. Pośpiesznie pobiegła do
łazienki, by wziąć długą, odprężającą kąpiel, nałożyć jakiś lekki makijaż i
zrobić świetną fryzurę. Miała nadzieję że wszystko przebiegnie po myśli ojca.
Nie chciała żeby jacyś nieproszeni goście przerwali imprezę. Byłoby to okropne…
Po dwóch
godzinach wróciła do pokoju, w celu wybrania stroju. Na razie chciała ubrać się
luźno, a dopiero wieczorem planowała się przebrać na jakąś sukienkę czy coś w
tym stylu. Wybrała jasne jeansy, czarną koszulkę, a na nią zarzuciła szary
sweter. Zabrała różdżkę i zeszła do jadalni. Spotkała tam już wszystkich
mieszkańców Riddle Manor. Zjadła kotleta schabowego z tłuczonymi ziemniakami i
surówką, po chwili Tom wskazał jej krótkim ruchem ręki, że chce o czymś
porozmawiać. Poszła więc z nim do salonu. Usiadła z nim na kanapie i spojrzała
na niego z ciekawością.
-Co się stało? – spytała w końcu.
-Jak pewnie wiesz, dzisiaj jest impreza sylwestrowa –
powiedział spokojnie, a czarnowłosa przytaknęła głową – Severus powiedział że
jesteś świetna z eliksirów, więc zwracam się do ciebie – dodał krótko.
-O co dokładniej chodzi? – zapytała z jeszcze większą
ciekawością.
-Otóż wśród nas jest szpieg. Rudolf Lestrange znalazł martwe
ciało Gordona Mesht. A kilka godzin temu Lucjusz Malfoy spotkał go w ministerstwie.
Ktoś używa eliksiru wielosokowego – mówił z opanowaniem – Musisz sporządzić
truciznę i dolać ją do napoju Meshta. Lucjusz wręczył mu zaproszenie na
imprezę, kiedy zobaczył że martwy śmierciożerca chodzi sobie spokojnie w
ministerstwie – dodał.
-Mam trochę inny pomysł – odrzekła, po chwili zastanowienia –
Sporządzę eliksir, przez który straci przytomność, a potem zamknę go w lochach
i wyciągnę wszelkie informację – dodała, uśmiechając się szyderczo.
Czarny Pan zgodził się z córką, po czym zaprowadził ją do
gabinetu Snape’a. Mistrz Eliksirów wypełniał jakieś dokumenty, ale w chwili,
gdy drzwi zaskrzypiały, podniósł wzrok.
-Hermiono, Tom, cos się stało? – zapytał, zdziwiony widokiem
Toma i Hermiony w jego gabinecie.
Voldemort podszedł do Severusa i szepnął mu coś do ucha. Ten
wycelował różdżką w półkę z książkami, która po chwili przesunęła się w prawo.
Za nią była ukryta część pokoju, w której znajdowały się szafki ze składnikami
i stolik z kociołkiem, oraz przyrządy do warzenia eliksirów. Czarny Pan
wyszedł, a panna Riddle podeszła do stolika i spojrzała na kociołek.
-A więc chcesz przygotować eliksir, który spowoduje
zemdlenie? – zapytał retorycznie Snape – Osobiście polecam Eliksir Słodkiego
Snu, albo Wywar Żywej Śmierci. Jeśli zdecydujesz się na to drugie, to tylko
dwie krople – dodał, patrząc na siostrzenicę.
Czarnowłosa wzięła z szafki składniki, potrzebne do
przygotowania Wywaru Żywej Śmierci. Dla niej wywar nie był trudny do wykonania,
ponieważ warzyła go w szkole. Wlała piołun, dodała sproszkowany korzeń
asfodelusa, zamieszała dwa razy w prawo, zmiażdżyła srebrnym sztyletem fasolę
waleriany, dolała trzynaście kropel soku z tego korzenia i na koniec zamieszała
w lewo i w prawo siedem razy. Wszystkie te czynności wykonała w ciągu godziny.
Wlała eliksir do fiolki, którą schowała do kieszeni, po czym poszła wybrać
strój na wieczorną imprezę. Założyła czarną sukienkę, czarne rajstopy i czarne
buty. Zeszła do Sali balowej, gdzie Draco nalewał już napoje. Podeszła do
miejsca oznaczonego imieniem Gordon Mesht i dolała do szklanki dwie krople
Wywaru Żywej Śmierci. Teraz pozostało tylko czekać, aż Mesht postanowi napić
się soku.
Po godzinie
sala balowa była już zapełniona. Muzyka grała, ludzie rozmawiali, a Czarny Pan
wstał z krzesła przy środkowym stole.
-Witajcie moi drodzy. Cieszę się że zechcieliście przybyć na
imprezę sylwestrową. Wznieśmy toast za nowy rok! – krzyknął, po czym wszyscy
wznieśli szklanki i pociągnęli kilka łyków.
Tom i Hermiona obserwowali bacznie Gordona, który łapczywie
wypił całą szklankę. Po krótkim momencie zrobił dziwny ruch głową i ześlizgnął
się z krzesła. Osoby siedzące obok mężczyzny odskoczyły, a czarnowłosa wstała i
podeszła do niego. Rzuciła na niego zaklęcie i ruszyła w stronę lochów. Kiedy
była już na korytarzu usłyszała krzyk Czarnego Pana.
-Szpieg został unicestwiony!
Panna Riddle uśmiechnęła się i przyspieszyła krok. Po dwóch
minutach zamknęła drzwi do jednego z pokoi lochów. Przywiązała szpiega do
krzesła i podała mu Eliksir Wiggenowy. Mężczyzna po kilku minutach otworzył
oczy i rozejrzał się wokół siebie. Przestraszył się.
-Kim jesteś i dlaczego użyłeś eliksiru wielosokowego? –
zapytała, jak na razie spokojnie.
-Nazywam się Gordon Mesht! Naprawdę! – krzyczał z
przerażeniem.
Czarnowłosa zaczęła chodzić w tę i z powrotem żeby potrzymać
go trochę w napięciu. W końcu stanęła przed nim, przeszywając go morderczym
spojrzeniem.
-Kłamiesz. Dam ci jeszcze jedną szansę. Kim jesteś? – spytała,
tracąc powoli cierpliwość.
-Już ci powiedziałem! – nie dawał za wygraną.
Zielonooka wyciągnęła różdżkę i wycelowała w szpiega.
Szepnęła „Crucio”, a mężczyzna zaczął krzyczeć w niebogłosy.
-To jak? Powiesz mi w końcu kim jesteś? – spytała, nie
przerywając zaklęcia.
-Powie… Powiedziałem ci! – krzyczał najgłośniej jak potrafił.
Czarnowłosa przerwała klątwę, po czym wyciągnęła z kieszeni
fiolkę z eliksirem czyszczącym skutki eliksirów. Chwyciła czarnowłosego za
szyję i wlała mu eliksir do ust. Szpieg zaczął się trząść, a jego skóra trzęsła
się i zmieniała powoli kolor. Po chwili przed nią stał całkiem inny mężczyzna.
-No proszę… Artur Weasley – powiedziała, uśmiechając się
szyderczo – Ciekawe co zrobią zdrajcy krwi kiedy zobaczą swojego ojca martwego
przed ich domem? Dobre pytanie, prawda? – pytała, celując w jego różdżką.
Nie czekając na odpowiedź wyszła w stronę sali balowej. Kiedy
drzwi otworzyły się, wszyscy spojrzeli w jej stronę.
-Szpiegiem był Artur Weasley – powiedziała głośno.
Goście zaniemówili, a Czarny Pan udał się z córką do lochów.
Otworzył drzwi z hukiem i spojrzał na zdrajcę krwi.
-Weasley! Czego tu szukałeś? GADAJ! – krzyczał wściekle.
Rudowłosy przeraził się, a Riddle wycelował w niego różdżką.
Czarnowłosa chwyciła ojca, a on spojrzał na nią zdziwiony.
-Tato, może po prostu zostawimy go martwego przed ich ruderą?
To byłby mocny cios – zaproponowała z szyderczym uśmiechem.
Czarny Pan uśmiechnął się i zaczął ciskać w rudowłosego
zaklęciami. Klątwy leciały cały czas – Crucio, Sectumsempra, Fractureossis, Shussziehenstark i wiele innych. Mężczyzna ledwo się ruszał. W
końcu Hermiona szepnęła „Avada Kedavra”, a z jej różdżki wystrzelił zielony
promień. Czarnowłosa wraz z Tomem deportowała się nieopodal domu Weasley’ów.
Zaklęciem przeniosła ciało Artura Weasley’a przed drzwi, po czym strzeliła
zaklęciem wybucowym w garaż. Po kilku minutach drzwi od domu otworzyły się a
stanęła w nich Molly Weasley, która nagle głośno krzyknęła, po czym upadła na
ziemię. Płakała. Kilka chwil potem na zewnątrz wybiegła cała rodzina wraz z
Potterem. To był piękny widok dla Toma i Riddle’ówny. W końcu kiedy się
napatrzyli, deportowali się z powrotem na imprezę.
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Rozdział 5
Hej! :) Obiecałem że rozdział będzie 14 sierpnia, jednak skończyłem go wcześniej, więc postanowiłem go wrzucić dzisiaj :3 Pojawi się wyczekiwana przez wiele osób chwila, a nawet dwie o dziwo :) W trakcie tworzenia jest już rozdział 6, więc mam nadzieję że pojawi się jeszcze w tym miesiącu. Miłego czytania :3
**
Do pokoju
wspólnego weszli już wszyscy ślizgoni, a impreza właśnie się zaczęła. Draco
razem z Blaisem pili ognistą whisky, a Hermiona, Aya i Sarah tańczyły do muzyki
granej z radia, które Hermiona zaczarowała by odtwarzało mugolską muzykę.
Po kilku
godzinach do Hermiony podszedł Draco. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć,
jednak szybko chwycił się za lewe przedramienie.
-Cholera – rzucił krótko.
-Chodźmy do Snape’a – zarządziła Hermiona, po czym wraz z
przyjaciółmi skierowała się do gabinetu Mistrza Eliksirów.
Jak zwykle weszli do kominka i teleportowali się do
posiadłości Riddle’ów. W salonie stał Czarny Pan, a przed nim grupa
śmierciożerców. Odwrócił się w ich kierunku i uśmiechnął się tajemniczo.
-Nareszcie. Dołączcie do grupy – powiedział chłodno.
Natychmiast posłuchali rozkazu Voldemorta i stanęli obok
innych.
-Zapewne jesteście ciekawi, dlaczego was tutaj zebrałem o tej
porze – odrzekł, chodząc w kółko – Otóż zlokalizowałem liczny oddział aurorów w
pewnej mugolskiej wiosce. To doskonała okazja by ich zabić. To na pewno zmieni
plany ministerstwa – dodał, uśmiechając się podle.
Po godzinie
armia śmierciożerców czekała w ukryciu w lesie za wioską. Byli gotowi do ataku.
Na znak Czarnego Pana wszyscy ruszyli. Domy płonęły, promienie zaklęć leciały
na niebie, a piątka przyjaciół właśnie weszli do jednego z domów.
Zdezorientowany mugol chciał uciekać, jednak oberwał zaklęciem niewybaczalnym
od Malfoya.
Gdy cała
rodzina była martwa, wyszli do centrum wioski. Tam spostrzegli mnóstwo aurorów
walczących z pięć razy większą armią śmierciożerców. Dołączyli się do walki.
Hermiona spostrzegła znajomą twarz. To Alastor Moody, otoczony przez pięciorga
śmierciożerców. Jednak daję radę, więc czarnowłosa nie oparła się pokusie i
strzeliła Crusiatusem w Moody’ego, a śmierciożercy użyli Avady.
Był już
wczesny ranek, a walka nadal trwała. Ostatni członkowie Zakonu Feniksa byli już
martwi, z wyjątkiem Dumbledore’a, który siedział teraz w swoim gabinecie w
Hogwarcie. Tymczasem Bellatrix Lestrange wykończyła ostatniego aurora obecnego
w wiosce. Taki mały oddział, a taki silny. Śmierciożercy wrócili do lasu, a
Hermiona spojrzała na ruiny wioski. Nic z tego nie zostało. Tylko same trupy.
Nadszedł jednak czas, żeby deportować się do Riddle Manor. Poczuła zawirowanie,
po czym znalazła się w salonie. Skierowała się do swojego pokoju, ignorując po
drodze wszystko. Zrzuciła szatę śmierciożercy, założyła piżamę i położyła się
spać. Była wykończona, ale szczęśliwa, że nareszcie miała jakąś rozrywkę. Przestała
myśleć i zapadła w głęboki sen.
Siedziała w
ogromnej sali, a przed sobą widziała wiele ludzi ubranych na czarno. Nie
wiedziała gdzie jest, ani co się tutaj dzieje. Po chwili usłyszała donośny
głos.
-Otwieram proces Hermiony Riddle, uczennicy Hogwartu
oskarżonej o pomaganie Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, oraz o
morderstwo Ministra Magii.
Zmroziło ją. Czy podczas snu ktoś ją ogłuszył? I kiedy zabiła
ministra? Chociaż to niemożliwe, żeby ktoś wdarł się do Riddle Manor bez
zwrócenia jakiejkolwiek uwagi.
-Oskarżyciel, podsekretarz Korneliusz Knot. Czy przyznajesz
się do popełnionego czynu? – zapytał wpatrując się w nią podle.
-Nie ma takiej opcji! – krzyknęła wściekle.
Po chwili usłyszała piskliwy, kobiecy głos. Od razu wiedziała
do kogo on należy.
-Są na to dowody, choćby ostatnie zaklęcie rzucone z pani
różdżki i ciało Rufusa Scrimgeoura – odrzekła Dolores Umbridge.
To nie było możliwe. Nawet nie zabiła tego mężczyzny, a nawet
go na oczy nie widziała. Co ta różowa landryna sobie ubzdurała?
-Masz rację, Dolores – odrzekł po chwili Knot – Kto uważa że
podejrzana jest winna? – spytał, odwracając się w stronę członków Wizengamotu.
Wszyscy podnieśli ręce w górę. Nikt nie chciał jej uniewinnić.
To koniec. Wiedziała że skończy w Azkabanie.
-Hermiono Riddle, skazuje cię na dożywocie w Azkabanie –
powiedział, uderzając młotkiem o biurko.
Uderzyła o
coś twardego. Rozejrzała się wokół siebie. Zorientowała się, że leży na
podłodze własnego pokoju. No tak… Kolejny koszmar. Wstała, wzięła prysznic i
ubrała się, po czym skierowała się do jadalni. Spotkała tam rodziców, jedzących
śniadanie.
-Hej mamo, cześć tato – powiedziała rozespanym głosem.
-Jak się spało? – spytała Nicole.
-Gdyby nie te koszmary, to byłoby w porządku – odpowiedziała,
biorąc gofry od skrzata domowego.
Kobieta się zaniepokoiła. Nigdy nie słyszała o koszmarach
córki. Chciała z nią o tym porozmawiać, lub chociaż doradzić.
-Jakie koszmary? – zapytała z troską.
-Są coraz gorsze, zamordowanie ministra, aresztowanie, proces
w ministerstwie, aż w końcu jestem w Azkabanie – odrzekła, a z jej oka
poleciała samotna łza.
-Nigdy do tego nie dojdzie, będziemy cię chronić za wszelką
cenę – powiedział Tom, patrząc na córkę.
Po śniadaniu
musiała już wracać do Hogwartu. Weszła do kominka, powiedziała „Gabinet
Snape’a” i poczuła mocne zawirowanie, po czym poczuła lekki chłód. Znalazła się
tam, gdzie chciała. Snape’a nie było. Pewnie są już lekcje. Ruszyła szybkim
krokiem do pokoju wspólnego Slytherinu. Wypowiedziała hasło „Czarny Pan” i
weszła do środka. Nagle ktoś się na nią rzucił. To była Aya.
-Nareszcie jesteś, myśleliśmy że coś ci się stało –
powiedziała, nie puszczając przyjaciółki.
-Przecież mnie znacie – rzuciła krótko, śmiejąc się pod
nosem.
-No tak, ale długo cię nie było – odpowiedziała Aya, w końcu
wypuszczając przyjaciółkę z objęcia.
-Bo nocowałam w domu. Byłam zbyt zmęczona – odrzekła krótko –
A tak z innej beczki, ale była jatka, co nie? – dodała, uśmiechając się
szeroko.
Czarnowłosa nie dostrzegła, że przygląda jej się pewien
blondyn, który cały czas o niej myśli. Nie wiedziała, o jego planach na sobotni
pobyt w Hogsmeade. Ale cóż, to miała być niespodzianka.
-Ministerstwo już na pewno wie – rzuciła krótko.
-Tak, oni wiedzą wszystko, nie wiem jak – powiedziała,
siadając na kanapie.
Po kilku
godzinach do pokoju wspólnego wszedł opiekun domu – Severus Snape. Wypytywał ją
o atak. Ciekawe było, że sam tego nie wiedział, skoro był śmierciożercą i
szpiegiem.
-Udało się. Oddział aurorów został unicestwiony –
odpowiedziała dumnie.
Była szczęśliwa, że nic nie stało się jej przyjaciołom, ani
rodzinie. Mimo tego nie mogła się doczekać świątecznego ataku na Hogsmeade. Jak
powiedział Snape, wtedy w pubie pod Trzema Miotłami będzie jakieś spotkanie. Ma
być angielski minister magii, polski, niemiecki i amerykański. A nawet sam
Dumbledore. Do tego ministrowie będą mieli mocne obstawy. To doskonała okazja
żeby zamordować ministra magii i Dumbledore’a. Oby wszystko poszło dobrze.
Hermionie poprawiał humor jutrzejszy mecz quidditcha Slytherin vs Gryffindor.
To dość nietypowe, że mecz odbywa się w tygodniu. Ale cóż…
Następnego
dnia Hermionę obudziło głośne pukanie do drzwi. Zerwała się z łózka zła jak osa
i otworzyła drzwi z hukiem. Przed nimi stał ogromnie zdziwiony Draco Malfoy.
-JAK ŚMIESZ… A, to ty Draco. Przepraszam.
-Zaraz mecz. Musimy iść na boisko – powiedział cicho, nadal w
szoku.
Ruszyli więc
na boisko. Po drodze spotkali Weasley’a, który im ubliżał. Niestety nie mogła
nic zrobić, bo był obrońcą w tym zbiegowisku, bo drużyną ich nazwać nie można. A
przez to byliby zdyskwalifikowani. Weszli do szatni i przebrali się w zbroje do
quidditcha. Wylecieli na boisko i przygotowali się do gry. Pani Hooch
zagwizdała, kafel poszedł w górę, znicz i tłuczki wypuszczone, a gra się
zaczęła. Hermiona nie słuchała komentatora tylko skupiała się na grze.
-Przy kaflu Riddle, Newell, Riddle, Sky – mówił komentator –
I STRZAŁ! Riddle trafia gola dla Slytherinu! – dodał.
Po kilku
godzinach mecz zakończył się wynikiem 270:90 dla Slytherinu, znicz złapany
przez Draco. Gryfoni byli wściekli. Przyjaciele wracali już do pokoju wspólnego
Slytherinu. Hermiona zacięcie dyskutowała z Draco. To był piękny mecz.
Nastała
sobota, dzień wypadu do Hogsmeade. Hermiona wstała wcześnie rano, chcąc
wyglądać jak człowiek, a nie jak nastroszony kot. Wyszła z dormitorium w stronę
łazienki prefektów na piątym piętrze (znała hasło, gdyż kiedyś była prefektem
Gryffindoru). Wzięła długą, odprężającą kąpiel, nałożyła makijaż i wróciła
szybko do dormitorium. Nie chciała by ktokolwiek widział ją biegającą po
korytarzach Hogwartu w piżamie. Jednak gorsze było to, że wybieranie stroju
zajęło jej godzinę. W końcu zdecydowała się na buntowniczy styl – czarna bluzka
z krótkim rękawem i podarte jeansy, a na nogach glany. Zeszła do pokoju
wspólnego i zastała tam Blaise’a i Draco, którzy rozmawiali o czymś. Kiedy
usłyszeli kroki, umilkli i odwrócili się do tyłu. Malfoy uśmiechnął się do
Hermiony unosząc brwi.
-No proszę, niezłe ciuszki – rzucił penetrując ją wzrokiem od
stóp do głów. Podobał mu się jej wygląd. Włosy na bok, lekki makijaż i ten
styl. To było coś, co go urzekło.
-Dzięki, która godzina? – spytała siadając obok przyjaciół.
Była szczęśliwa że jej wygląd spodobał się blondynowi. Na tym
jej najbardziej zależało. Po chwili drzwi do pokoju wspólnego otworzyły się, a
widok osoby która tam stała zarówno ich zdenerwował jak i zdziwił.
-Pożałujesz tego Malfoy. I ty Riddle też! – krzyknęła
histerycznie postać.
-Zamknij się Parkinson. Wystarczy jedno słowo ode mnie do
ojca a już będziesz martwa – odrzekła czarnowłosa wpatrując się w mopsicę.
Nie spodziewała się że ta suka tak szybko wyjdzie ze świętego
Munga. Powinni ją trzymać przynajmniej rok. Może w końcu by się opanowała.
Mopsica kopnęła krzesło stojące przy stoliku i rzuciła się w
stronę dormitorium. Przyjaciele zignorowali jej zachowanie i wrócili do
rozmowy.
Hogsmeade
wyglądało pięknie. Szkoda jej było niszczyć wioskę w święta, no ale cóż… Pogoda
także dopisywała, co cieszyło pannę Riddle i Malfoya, który jeszcze nie ujawnił
jej niczego, co planuję w Hogsmeade. Była zainspirowana tą tajemniczością
blondyna. Jednak obydwoje wiedzieli o misji od Czarnego Pana – mieli dowiedzieć
się, w jakim pomieszczeniu może być spotkanie ministrów.
-Hermiono, może pójdziemy do nowej kawiarni? – zaproponował,
wpatrując się w jej zielone jak Avada tęczówki.
Dziewczyna zgodziła się, po czym skierowali się w głąb
wioski. Znaleźli się w części w której Hermiona nigdy nie była. Weszli do
jakiegoś budynku w którym mieściła się kawiarnia. Usiedli przy stoliku w rogu,
a po chwili podszedł kelner. Zanim zdążył otworzyć usta, Draco złożył
zamówienie.
-Poproszę czarną kawę bez cukru i jedną z mlekiem i dwoma
łyżeczkami.
-To będzie jeden galeon – odrzekł, wyciągając rękę.
Draco zapłacił i razem czekali na zamówienie. Po dwóch
godzinach wyszli z kawiarni i skierowali się w stronę lasu. Hermiona była
zaniepokojona, gdzie prowadzi ją Draco, jednak wiedziała że nigdy by jej nie
skrzywdził.
Stanęli na
środku pięknej polany w środku lasu. Był tutaj staw, wysoka trawa, piękny dąb i
oni sami. Blondyn chwycił ją za rękę i pociągnął pod drzewo. Po chwili zwrócił
się do niej.
-Hermiono, nie mogę już tego ukrywać – powiedział tajemniczym
tonem uśmiechając się lekko – Kocham Cię – dodał, po czym wpił się w usta
czarnowłosej.
Dziewczyna uniosła brwi, jednak oddała pocałunek. Była bardzo
szczęśliwa. Pragnęła tego już od wakacji, a teraz jej marzenie się spełniło.
Blondyn odsunął swoje usta od jej warg i spojrzał w jej oczy.
-Draco, ja także cię kocham – odpowiedziała w końcu,
uśmiechając się szeroko.
Po chwili w krzakach za nimi coś się ruszyło. Zanim zdążyli
zareagować w ich stronę leciał zielony promień. Draco rzucił się na Hermionę i
obydwoje upadli na mokrą ziemię. Pierwsza wstała Hermiona i wyciągnęła przed
siebie różdżkę.
-Jest nas dwójka więc lepiej wyjdź – powiedziała stanowczo.
Z krzaków wyskoczyła zakapturzona postać i cisnęła w
czarnowłosą Cruciatusem. Draco natychmiast zareagował. Wyciągnął różdżkę i
wycelował w postać.
-Avada Kedavra! – krzyknął, a z jego różdżki wystrzelił
zielony promień.
Mroczna Postać padła martwa na ziemię. Blondyn podbiegł do
Hermiony i pomógł jej wstać. Potem oboje skierowali się w stronę trupa. Malfoy
zdjął kaptur z jej głowy i odskoczył szybko.
-To Parkinson! To ONA próbowała nas zabić! – krzyknął
wściekle, po czym kopnął jej ciało tak mocno, że poleciało dwa metry do przodu.
-Draco musimy coś zrobić. Przecież jak ją znajdą… - mówiła
załamanym głosem.
-Zajmę się tym – odrzekł, po czym wycelował w ciało ślizgonki
i mruknął formułę „Invisibicorpo”. Od
razu ciało wyparowało.
Wrócili do
Hogsmeade, zajęli się misją od Czarnego Pana, aż w końcu nastała siedemnasta,
więc musieli wrócić do zamku. Dowiedzieli się o której i gdzie będzie spotkanie
ministrów z dyrektorem. Hermiona przekazała informację Snape’owi i poszła spać.
Było zimno.
Strasznie zimno. Była tak zmęczona że nie mogła otworzyć oczu, jednak w końcu
się do tego zmusiła. Leżała na twardej posadzce i czuła jakby nigdy nie miała
czuć się szczęśliwa. Dopiero teraz zorientowała się że jest w Azkabanie. Nagle
drzwi do celi otworzyły się, a stanęła w nich Pansy.
-Dostałaś na co zasłużyłaś Riddle – powiedziała, uśmiechając
się szyderczo – To ja cię wydałam ministerstwu. W św. Mungu – dodała po chwili.
-Przecież ty nie żyjesz, Parkinson! – krzyknęła w jej stronę.
Mopsica zaczęła się psychicznie śmiać, po czym upadła na
posadzkę.
-Taak? A jakoś jestem tutaj! – odpowiedziała, nie móc
opanować śmiechu.
Po kilku minutach udało jej się to i podniosła się z kamiennej
podłogi. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała nią w pannę Riddle.
-Wiesz co Riddle? Nastał twój koniec – powiedziała przykrym
tonem.
Hermiona nie wiedziała co się dzieję. Jakim cudem tutaj
trafiła, przecież Parkinson nie żyje, Draco ją zabił.
-Avada Kedavra – powiedziała krótko Parkinson, a z jej
różdżki wyleciał zielony promień, który ugodził czarnowłosą w pierś.
Hermiona
zerwała się z łóżka i upadła na podłogę. Rozejrzała się nieprzytomnie i
zorientowała się, że jest w dormitorium dziewczyn. Odetchnęła z ulgą i poszła
do łazienki wziąć prysznic. Nie wiedziała dlaczego cały czas ma te koszmary. Bała
się ich, chociaż wiedziała, że to nie dzieje się naprawdę. A nawet ojciec ją
zapewnił, że nie pozwoli jej skrzywdzić. Tak samo pewnie zrobi Draco. Nareszcie
z nim była. Nie była pewna jego uczuć co do niej, ale teraz jest. Nadal
rozmyślała o ostatnim koszmarze. Te koszmary nie mogą się spełnić, skoro
Parkinson wczoraj zginęła na jej oczach. A ponoć ona doniosła ministrowi
wszystko. Zresztą to tylko złe sny. Zaczęła myśleć o świątecznym ataku. To
będzie świetny prezent na Boże Narodzenie dla Dumbledore’a. Jeśli to się uda,
Czarny Pan może ustawić swoich ludzi na ministrów tych krajów, wtedy będzie
miał nad nimi władzę. To będą drzwi do potęgi. Kto wie, może wtedy będzie mogła
zarządzać jednym krajem, to by było super. Rozległo się pukanie do drzwi.
-Dłużej nie wytrzymam, wychodzisz już, czy mam użyć twojego
łóżka zamiast toalety? – zapytała, nie móc już przytrzymać moczu.
-Jak śmiesz się do mnie tak zwracać? – krzyknęła wściekle.
Jak ktokolwiek mógł do niej tak mówić, przecież ona jest córką Czarnego Pana.
-Hermiona, to ty? Przepraszam… - odrzekła nagle dziewczyna.
Czarnowłosa wytarła się, ubrała na sportowo i wyszła z
łazienki. Pod drzwiami skurczona była Sarah, która od razu wbiegła do łazienki.
Panna Riddle skierowała się do pokoju wspólnego, w którym zastała Severusa
rozmawiającego z Draco, Blaisem i Ayą. Po chwili przeniósł wzrok na ślizgonkę.
-Ah, Hermiona. Czarny Pan pragnął, żebym ci coś przekazał –
powiedział chłodno w jej stronę.
-Co takiego? – spytała, nie ukrywając zaciekawienia.
-Wiesz gdzie jest wejście do Komnaty Tajemnic, prawda? Czarny
Pan potrzebuje jadu bazyliszka – odrzekł, dając do zrozumienia czarnowłosej, że
musi udać się do tej całej komnaty.
Ślizgonka pokiwała twierdząco głową i udała się do łazienki
Jęczącej Marty. Doskonale wiedziała gdzie to jest, bo była wtedy z tymi
zdrajcami krwi. Otworzyła drzwi i podeszła do umywalki. Wysyczała coś w języku
węży, a komnata została otwarta. Wskoczyła do rury i ześlizgnęła się w niej.
Upadła na jakieś kości. Zignorowała to i ruszyła przed siebie. Otwarcie
kolejnych drzwi było tak proste jak rzucenie klątwy Cruciatus. W końcu dotarła
do serca komnaty, na której końcu była wyrzeźbiona ogromna twarz Salazara
Slytherina, a przed nią leżał ogromny szkielet. Podbiegła tam bez żadnych
przeszkód i zaczęła myśleć, skąd zdobyć ten jad. Zwykle jest w jakiś kłach i…
No tak! Kieł bazyliszka! Wyrwała go ostrożnie, by nie przekuć sobie skóry.
Schowała go do kieszeni i wróciła do łazienki Marty. Zamknęła komnatę i
pobiegła do gabinetu Snape’a. Usłyszała chłodne „wejść”, więc otworzyła drzwi i podeszła do Mistrza Eliksirów.
Wręczyła mu kieł, pytając po co Czarnemu Panu ten jad. Dowiedziała się, że
Snape tworzy eliksir, który sprawia, że horkruksy są niezniszczalne. No tak,
kolejny krok do nieśmiertelności.
Był już
środek grudnia, za tydzień miał odbyć się atak na Hogsmeade. Nawet profesor
Schmitt nauczył ich wiele nowych klątw. McGonagall spisywała nazwiska osób,
które zostają na święta w Hogwarcie. Oczywiście nie było na niej nazwisk
Hermiony i jej przyjaciół. Eliksir dla Czarnego Pana był prawie gotowy.
Ślizgoni udali się na stację Hogwart-Londyn i wsiedli do pociągu. Po kilku godzinach
byli już na peronie 9 i ¾ . Podszedł do nich Lucjusz Malfoy i razem z nim
pojechali do Riddle Manor. Tam Czarny Pan przywitał ich, a najmilej córkę.
Poprosiła go o rozmowę. Zgodził się i poszli do jej pokoju.
-Tato… Ja i Draco… My zabiliśmy Parkinson – wyrzuciła z
siebie, patrząc na ojca ze łzami w oczach.
Nienawidziła jej, ale nie chciała jej zabić. Nie naprawdę.
Tom spojrzał na nią. Doskonale ją rozumiał. Przytulił ją.
-Hermiono, nie musiałaś tego robić, zwłaszcza pod okiem
Dumbledore’a, gdyby to widział to by cię tu nie było – powiedział cicho – A zrobiłaś
to z jakiegoś konkretnego powodu? – spytał, patrząc na córkę.
-Chciała nas zabić, na szczęście nie trafiła – odpowiedziała szczerze.
Nastał dzień
ataku. Przygotowania szły pełną parą, a śmierciożercy byli już gotowi do ataku.
Byli pewni, że wkrótce unicestwią Dumbledore’a. W końcu nastał ten czas. Na
sygnał Czarnego Pana wszyscy deportowali się nieopodal Hogsmeade. Na początku
został zaatakowany pub „Pod Trzema Miotłami”. Wszystko płonęło, a z pubu
wybiegło wiele aurorów. Kilku eskortowało ministrów do bezpiecznego miejsca, z
którego można się teleportować. Śmierciożercy miotali klątwami w stronę
ministrów. Trafili tylko jednego, jednak zdołał on uciec. Wioska płonęła.
Hermiona zauważyła profesora Schmitta walczącego z McGonagall.
-Ty zdrajco! Albus ci zaufał, a ty jak się odpłacasz? –
wrzeszczała wściekle na nauczyciela obrony przed czarną magią.
Czarnowłosa użyła klątwy, której nauczył ją Schmitt, czyli Shussziehenstark. Profesorka wyleciała w
powietrze i dwa razy szybciej została przyciągnięta do ziemi. Nauczyciel
odwrócił się, chcąc zobaczyć kto mu pomógł. Na jego nieszczęście postać ta
miała maskę. Hermiona ruszyła dalej. Spostrzegła długie blond włosy wystająca
spod maski. Od razu wiedziała że to Lucjusz Malfoy. Przegrywał z jednym z polskich
aurorów. Wypowiedziała formułę Confringo,
a ściana za aurorem wybuchła i zawaliła się na niego, ratując Malfoya Seniora.
Jednak to był błąd, gdyż budynek zawalił się prawie na dziewczynę. W ostatniej
chwili odskoczyła. Wioska coraz bardziej płonęła. Nigdzie nie mogła znaleźć
Pottera. Najwyraźniej dyrektor boi się, że ktoś go złapie i przetransportuje do
Czarnego Pana. Hermiona z chęcią by to zrobiła gdyby miała okazję.
Wszyscy walczyliby dalej, jednak zaczęło pojawiać się coraz
więcej aurorów, a nawet magiczne wojsko angielskie. Śmierciożercy zaczęli biec
w stronę lasu, żeby móc się deportować. Hermiona jeszcze nie opanowała
teleportacji, więc biegła i biegła przed siebie. Po chwili poczuła ucisk na
ręce i mocne zawirowanie. Upadła na trawę i zdjęła maskę. Nagle ktoś poderwał
ją do góry i poczuła jak ktoś ją namiętnie całuję.
-Cieszę się że nic ci nie jest – powiedział Draco,
uśmiechając się do dziewczyny.
-Ja także. Ale musieli mieć zdziwienie, co? – zapytała, śmiejąc
się lekko.
Była szczęśliwa na widok blondyna. Kochała go, a on kochał
ją. Ucieszył ją też udany atak, jednak nie udało się zabić żadnego z ministrów,
ani Dumbledore’a.
Po długiej rozmowie
z Malfoyem, poszli do jej sypialni, zamknęli drzwi na klucz i spędzili razem
cudowną noc. To był jej pierwszy raz, który był niesamowity. Usnęli razem w
swoich objęciach.
sobota, 30 lipca 2016
Informacja 1
Hej! Rozdział 5 jest w trakcie tworzenia. W sierpniu pojawi się na spokojnie :) Trochę akcji, trochę walki i koszmary - czyli jak zawsze :) Informuję jeszcze, że nie porzuciłem bloga, tylko miałem brak inspiracji. Rozdział pojawi się około 14 sierpnia :)
Miłego dnia :3
Miłego dnia :3
poniedziałek, 11 lipca 2016
Rozdział 4
Hej! Rozdział pojawił się tak szybko jak tylko mógł. Wiele akcji :) Miłego czytania ;3
***
Była siódma rano. Za godzinę rozpoczynało się śniadanie, więc
Hermiona wstała niechętnie, gdyż pragnęła jeszcze pospać i skierowała się do
łazienki. Co prawda, nie była taka duża jak w domu, ale nie narzekała. Wzięła
prysznic, założyła szkolne szaty i zeszła do pokoju wspólnego. Na czarnej
kanapie przez marmurowym kominkiem siedziała Sarah i Aya. Rozmawiały o czymś
zawzięcie. Hermiona przywitała się i usiadła obok nich.
-Dobrze tak tej wywłoce. Nieźle jej dołożyłaś Hermi –
powiedziała Aya uśmiechając się do przyjaciółki.
-Dzięki. Zasłużyła sobie na to – odpowiedziała odsyłając
uśmiech.
Po kilku minutach zeszli także Draco, Blaise i Will, a już
wszyscy w komplecie ruszyli do wielkiej sali na śniadanie. Gryfoni nadal
rzucali Hermionie pogardliwe spojrzenia, a Weasley miał ochotę zabić dziewczynę
w każdej możliwej chwili. Był na nią wściekły za to co zrobiła. Kiedy mijała
Weasley’a podczas drogi do stołu ślizgonów usłyszała jakąś obelgę, lecz nic
sobie z tego nie robiła. Zjadła śniadanie i wraz z przyjaciółmi ruszyła na
pierwsze w tym roku zajęcia. Była to Obrona Przed Czarną Magią. Kiedy weszli do
sali, spojrzeli na siebie ze zdziwieniem, gdy zobaczyli nowego nauczyciela. Był
to Mark Schmitt, który miał doskonałe kontakty z niemieckim ministerstwem
magii, więc Voldemort go zwerbował. Nie spodziewali się, że obrony przed czarną
magią będzie uczyć ich śmierciożerca. Uczył tylko teorii, nie pozwalał używać
zaklęć, a ślizgonom dawał dodatkowe lekcje, na których uczyli się czarnej
magii. To jest dopiero nauczyciel. Po obronie mieli dwie godziny eliksirów z
profesorem Snapem. Kazał im sporządzić wywar żywej śmierci. Hermiona nie miała
z tym problemu, gdyż w domu czytała mnóstwo książek. Dostała najwyższą ocenę,
tak samo jak jej przyjaciele. Gryffindor stracił pięćdziesiąt punktów – dwie
osoby przepaliły kociołek. Co za nieudacznicy. Udali się na zaklęcia z
Flitwickiem, lecz niestety mieli je z gryfonami, a wśród nich był Potter i
Weasley. Ostatnią ich lekcją była transmutacja, nudna jak flaki z olejem.
Nareszcie byli wolni. Razem poszli na błonia i usiedli pod wielkim dębem.
Rozmawiali o wielu sprawach, a między innymi o misji którą dostał Draco od
Voldemorta. Miał naprawić szafkę zniknięć, którą śmierciożercy mieli dostać się
do szkoły. Dalszej części planu Tom jeszcze nie ujawnił. Po chwili zobaczyli
Pottera i Weasley’a, którzy szli w stronę jeziora. Hermiona wstała i zakradła
się do nich. W jej głowie zrodził się pewien nikczemny plan. Wyciągnęła różdżkę
i wycelowała w włosy rudowłosego. Rzuciła kilka zaklęć, dzięki którym jego
włosy były teraz różowe i przystrzyżone „na jeża” i podpaliła je prostym
zaklęciem. Szybko uciekła żeby „różowowłosy” się nie zorientował. Siedziała już
niedaleko pod dębem z przyjaciółmi, a po chwili rozległ się krzyk. To był
Weasley, który zaczął biegać po błoniach, krzycząc jak szaleniec, a za nim
biegł Potter, który próbował go ugasić. Przyjaciele wpadli w śmiech i zaczęli
tarzać się po trawie. A to dopiero początek… Gryfon wpadł na jakąś dziewczynę,
którą przez przypadek podpalił. Bliznowaty szybko ją ugasił, a ona zamiast
podziękować uderzyła go w twarz i poszła do zamku. A Wieprzlej cały czas biegał
po błoniach, aż w końcu go olśniło i wskoczył do jeziora. Akcja była naprawdę
komiczna. A najlepsze było to, że Hermiona rzuciła na włosy rudego zaklęcie,
które chroni przed ogniem, więc jego różowe włosy były dalej całe. Nagle po
błoniach rozniósł się śmiech uczniów, którzy zauważyli jego „cudowne” włosy. On
sam dotknął je ręką, po czym pobiegł w stronę zamku. Był wściekły na Hermionę,
która śmiała się z tego, a zarazem była dumna ze swojego czynu.
Nastał już
czas na dodatkowe lekcje obrony przed czarną magią. Kiedy wszyscy ślizgoni
znaleźli się już w sali, Schmitt zaczął swój wykład o starych niemieckich
klątwach, z którymi ich ministerstwo nie mogło sobie poradzić. Jeśli Niemcy nie
dali rady niemieckim klątwom, to co dopiero angielskie ministerstwo.
-Na początek opowiem wam klątwie Verstemagie, która ukrywa
różdżkę przed ministerstwem, więc nie mogą was namierzyć kiedy używacie magii
poza szkołą. Jest to bardzo przydatne, a zarazem proste. Wystarczy przyłożyć
koniec różdżki do czyjejś i wypowiedzieć formułę, po czym na końcu waszej
różdżki znajdzie się biała poświata, która po krótkim czasie zniknie i gotowe.
Spróbujcie! – zalecił pod koniec.
Wszystkim poszło świetnie. Mieli już ukryte różdżki, więc
kiedy będą uczestniczyć w atakach lub po prostu użyją magii w wakacje to nic
takiego się nie stanie.
-Wybitnie! Teraz klątwa Shussziehenstark. Gdy jej na kimś
użyjecie, po prostu wystrzelicie tą osobę w powietrze, a po chwili zostanie
silnie przyciągnięta do podłoża. Lepiej tego na sobie nie próbujcie, tylko na
przedmiotach lub na wrogach – mówił uśmiechając się miło.
Lekcja
skończyła się po trzech godzinach. Była już dziewiętnasta, więc wszyscy poszli
na kolację. Zjedli szybko i wrócili do pokoju wspólnego. Hermiona weszła
pierwsza i na jej nieszczęście oberwała Cruciatusem od Pansy. Zaczęła wić się
po podłodze, a Draco od razu zareagował.
-Shussziehenstark!
Mopsica została wystrzelona i uderzyła głową w szczyt kominka
i upuściła różdżkę. Od razu została z powrotem przyciągnięta i uderzyła mocno o
podłogę. Blondyn podbiegł do Hermiony.
-Nic ci nie jest? – spytał, po czym podniósł ją i przeniósł
na kanapę. Nikt nie interesował się Pansy, która leżała na podłodze jęcząc z
bólu.
-Drugi raz mi pomogłeś. Dziękuję – powiedziała, po czym
chwyciła go lekko za rękę.
Patrzyli tak na siebie, a Draco zdał sobie sprawę, że
czarnowłosa jest naprawdę piękna i atrakcyjna. Obydwoje się uśmiechnęli, jednak
Sarah kazała przenieść ją do dormitorium, żeby mogła w spokoju odpocząć. Kiedy
już leżała na łóżku, podeszła do niej Aya.
-Jak się czujesz? – spytała troskliwie.
-Nawet dobrze. Draco drugi raz mi pomógł – uśmiechnęła się na
samą myśl o blondynie. Chyba się w nim zakochała, ale nie chciała mu tego
bezpośrednio mówić – Nigdy się tak nie zachowywał – dodała krótko.
-Uwierz mi, mój brat chyba raz na ruski rok się tak zachowuje
– odrzekła śmiejąc się cicho – Zmęczona jestem, dobranoc – dodała posyłając
uśmiech przyjaciółce.
Nie mogła przestać o nim myśleć. Odkąd się z nim
zaprzyjaźniła, zachowywał się jakoś dziwnie jak na Malfoya. Pomógł jej dwa
razy, raz nawet użył silnej klątwy. Nie mogła zaprzeczyć, że zależało jej na
nim. Jednak była zbyt zmęczona, żeby nadal o nim myśleć. Zamknęła powoli oczy,
a po chwil wpadła już w objęcia Morfeusza.
Następnego
ranka obudziła się około dziesiątej. Ucieszyła się, ponieważ obok niej siedział
Draco. A skoro była już tak późna godzina, to była pewna, że obydwoje nie
poszli na lekcje. Kiedy próbowała wstać z łóżka, zobaczyła, że Draco otworzył
oczy. Wstał z krzesła i podszedł do niej.
-Leż, jesteś w ciężkim stanie – powiedział, gładząc ją po
włosach. Była szczęśliwa, że blondyn się o nią martwi. Po chwili przyniósł jej
wodę, na jej prośbę, którą łapczywie wypiła.
-Draco, mam pytanie – powiedziała, odkładając szklankę – Czy
zabiłbyś kogoś, żeby mi pomóc? – spytała patrząc w jego niebieskie jak niebo
oczy.
-Hermiono… Oczywiście że bym to zrobił. Powiedz tylko słowo,
a ta osoba będzie martwa – odpowiedział zdziwiony, że czarnowłosa zadała takie
pytanie.
Zielonooka rzuciła mu się w ramiona. Tuliła go tak już od
kilku minut. Nie chciała go puszczać. Teraz już wiedziała, że go kocha Chciała
mu to powiedzieć, jednak bała się jego reakcji. W końcu odkleiła się od niego i
z powrotem się położyła. Była pewna, że Draco oddałby za nią życie. A nawet by
komuś to życie odebrał. Nie zawahał się zaatakować Pansy. Dla niego liczyło się
tylko bezpieczeństwo Hermiony.
-Zaraz wracam, przyniosę ci coś do jedzenia – powiedział
posyłając jej uśmiech.
Myślała o nim cały czas. Nie mogła przestać. Od szczęścia
dzielił ich tylko jeden człowiek – Dumbledore. Ten szaleniec jest zdolny do
wszystkiego. Nienawidziła go i pragnęła jego śmierci. Drzwi do dormitorium
otworzyły się, a czarnowłosa była pewna, że to Draco wrócił z jedzeniem. Myliła
się, gdyż były to jej przyjaciółki – Aya i Sarah.
-Cześć! Widziałyśmy Draco jak wychodził. Mówił że poszedł po
coś do jedzenia dla ciebie – powiedziała Sarah siadając na krześle przy łóżku
Hermiony.
-Chyba wpadłaś mu w oko – zaśmiała się Aya, jednak dla niej,
nie było to śmieszne – Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła, co jest? – spytała, spoglądając
na nią z troską.
-Co z Parkinson, ona w ogóle żyje? – zapytała marszcząc brwi.
Mimo że jej nienawidziła, to nie chciała, żeby Draco miał
problemy. Ale jednak mopsica zasługiwała na to. W końcu użyła Cruciatusa
przeciwko córce Czarnego Pana.
-Jest w świętym Mungu – odpowiedziała uśmiechając się
złośliwie – Ale Draco nic nie będzie, zmodyfikował jej pamięć – dodała,
uspokajając przyjaciółkę.
Po krótkiej chwili drzwi do dormitorium otworzyły się, a w
nich stał Draco z dzisiejszym obiadem. Zarządził, że Hermiona potrzebuje
spokoju, więc jej przyjaciółki wyszły, a ona została sama.
Tygodnie
mijały spokojnie i miło. Rozpoczął się już sezon quidditcha, co oznacza, że w
najbliższym czasie rozpoczną się sprawdziany do drużyny Slytherinu. Jedynym
problemem z którym dalej musiała się użerać, był rudowłosy gryfon z szóstego
roku. A jej relacje z Malfoy’em układały się coraz lepiej. Siedziała teraz w
pokoju wspólnym i odrabiała lekcje z transmutacji. Mimo tego, że jest teraz
ślizgonką, to jej podejście do nauki nie uległo zmianie. Cały czas chciała być
najlepsza, a zwłaszcza w eliksirach. Po krótkiej chwili usłyszała chłodny głos
za sobą.
-Hermiono, Czarny Pan chcę cię widzieć – odrzekł Snape bez
jakichkolwiek emocji.
Dziwnie było słyszeć swoje imię z ust mistrza eliksirów,
który prawie w ogóle nie mówił do uczniów po imieniu.
-Kiedy? – spytała krótko, wstając z krzesła.
-A choćby zaraz. Chodź – odpowiedział wskazując Hermionie
wyjście.
Ruszyli do jego gabinetu, z którego bezpiecznie mogli użyć
sieci fiuu, by teleportować się do dworu Riddle’ów. Czarnowłosa nie mogła się
doczekać spotkania z ojcem, gdyż od wakacji nie miała z nim kontaktu, gdyż
byłoby to bardzo niebezpieczne, ze względu na zabezpieczenia aurorów. Gdy
weszła do kominka, rzuciła proszek pod siebie, wymawiając Riddle Manor, poczuła
ogromne zawirowanie, po czym znalazła się w salonie w jej domu. Przed nią
spostrzegła ojca, który siedział na czarnej kanapie. Gdy usłyszał świst,
podniósł głowę i uśmiechnął się w jej stronę. Była naprawdę szczęśliwa, że znowu
mogła się z nim spotkać.
-Coś się stało? – spytała z nieukrywaną ciekawością.
Zainteresował ją powód, dla którego ojciec ją wezwał.
-Nic poważnego się nie stało. Chciałem porozmawiać z tobą o tym
parszywcu, jak mu tam? Ron Weasley – odpowiedział, uspokajając córkę – Jeśli
nadal będzie cię prześladować, jego rodzina poniesie konsekwencje – dodał
krótko.
-Poradzę sobie tato. Nie musisz nic robić – odrzekła
spokojnie.
-Poza tym, w święta przeprowadzimy atak na Hogsmeade –
poinformował córkę, uśmiechając się szyderczo.
Po długiej
rozmowie z ojcem, Hermiona wróciła do Hogwartu i poinformowała przyjaciół o
ataku, o którym wspominał Tom. Byli tak samo podekscytowani jak czarnowłosa.
Ale niestety musiała wrócić do lekcji, które zostawiła na stoliku w pokoju wspólnym.
Nigdy nie lubiła transmutacji.
Nadeszła
sobota – dzień w którym miały odbyć się sprawdziany do drużyny Slytherinu. Nie
były one zbytnio interesujące. Szukającym i kapitanem drużyny był Draco,
ścigającymi były Hermiona, Sarah i Isabel, pałkarzami byli jacyś
czwartoklasiści, a obrońcą został Andrew Smith z siódmego roku. Za dwa tygodnie
Slytherin miał grać z Gryffindorem. Byli pewni, że zmiażdżą ich na kwaśne
jabłko. Był już wieczór, a po błoniach spacerowała Hermiona Riddle, która
rozmyślała o pewnym blondynie. Jednak jej podświadomość kazała jej obrócić się
i rzucić zaklęcie tarczy. Dobrze zrobiła, gdyż w jej stronę leciał czerwony
promień wystrzelony przez rudowłosego gryfona.
-Czego chcesz Weasley? – spytała, celując w niego różdżką –
Nie chcesz chyba, żeby wymsknął mi się jakiś Cruciatus, co? – zapytała
ironicznie.
Rudowłosy miał już strzelić jakimś zaklęciem, lecz
czarnowłosa wypowiedziała „Silencio”, a następnie rzuciła na niego klątwę
Cruciatus, wcześniej upewniając się, że w pobliżu nie ma nikogo. Chłopak nie
mógł krzyczeć, gdyż dziewczyna użyła zaklęcia wyciszającego. Nigdy nie znał
tego uczucia, lecz teraz już wiedział, że nie chcę nigdy go już znać. Po
piętnastu minutach przerwała zaklęcie. Wyglądał marnie, nie mógł się ruszyć.
Hermiona strzeliła mu w twarz zaklęciem ogłuszającym, po czym mruknęła
„Obliviate”. Następnie poszła do pokoju wspólnego Slytherinu. Wiedziała, że
Weasley nie odważy się już jej podpaść. Była szczęśliwa, że w końcu zemściła
się na rudym gryfonie.
Kiedy weszła
do środka, spostrzegła swoich przyjaciół, którzy siedzieli na kanapie i
rozmawiali o czymś. Podeszła do nich i usiadła na kanapie. Okazało się, że
dyskutowali o planie Voldemorta na święta. Hermiona bała się jednak, że zostanie
schwytana przez Zakon, co nie byłoby dobre. Ale z jednego była zadowolona – za tydzień
odbyć się miał wypad do Hogsmeade. Będzie mogła spędzić cały dzień z Draco,
jeśli tylko się zgodzi.
-Draco, mam pytanie – rzuciła krótko – Czy poszedłbyś za
tydzień ze mną do Hogsmeade? – spytała, patrząc w jego niebieskie tęczówki.
-Właśnie miałem pytać o to samo – odrzekł, śmiejąc się lekko –
Ale tak. Pójdę z tobą – dodał, posyłając jej uśmiech.
Ta odpowiedź bardzo ucieszyła dziewczynę. Kochała Malfoy’a,
ale nie była pewna, czy on ją także kocha. Chciała się przekonać w Hogsmeade.
Gdy słyszała jego głos, odczuwała ciepło. W jego towarzystwie była bardzo szczęśliwa.
Jednak nadeszła już północ, więc Draco wpadł na cudowny pomysł, żeby zrobić
jutro imprezę. Było pewne, że większość ślizgonów nie przyjdzie na
poniedziałkowe lekcje. Ale czarnowłosa pomyślała, że to może być świetna
zabawa. Ale już była pora, żeby iść spać. Jeśli jutro chciała bawić się do rana,
to musiała być wypoczęta. Razem z Ayą i Sarą skierowały się do dormitorium,
przebrały się i poszły spać.
Obudziła się
wcześnie rano. Rozejrzała się po pokoju. Okazało się, że nikogo nie ma. Ubrała
się w szkolne szaty i zeszła do pokoju wspólnego. On także był pusty. Chciała pójść
do wielkiej sali, jednak wyjście było zablokowane. Nie wiedziała co się dzieje.
Po chwili usłyszała wybuch ognia, więc odwróciła się w stronę kominka,
wyciągając różdżkę. To co tam zobaczyła, przeraziło ją. Przed kominkiem stał minister
magii w towarzystwie czterech aurorów. Dziewczyna wyciągnęła różdżkę, lecz
ukrywała ją za plecami.
-Witam. Panno Riddle – przywitał się chłodno minister – Wiemy
już o wszystkim. Z przykrością stwierdzam, że musimy panią aresztować i zesłać do
Azkabanu – dodał.
-Nigdy! Avada Kedavra! – krzyknęła z przerażeniem, a z jej
różdżki wystrzelił zielony płomień, który ugodził ministra w klatkę piersiową.
Upadł martwy na podłogę.
Nie spodziewała się, że odkryją o niej prawdę. Tylko kiedy? Kiedy
mogli czegoś podejrzewać? Wiedziała tylko jedno – nigdy się nie podda bez
walki. Ale gdzie są wszyscy? Gdzie Draco? Pragnęła go teraz zobaczyć. Chciała
żeby jej pomógł. Jednak zanim zdążyła rzucić się w stronę wyjścia, dostała w
twarz zaklęciem unieruchamiającym. Auror podszedł i podwinął jej lewy rękaw.
Spojrzał na mroczny znak, a następnie na swoich towarzyszy.
-Mamy ją – rzucił krótko.
Podnieśli ją i weszli do kominka. Jeden z nich powiedział głośno
i wyraźnie „Azkaban”. Buchnął zielony płomień. To koniec. Ministerstwo właśnie
ją schwytało i zesłało do magicznego więzienia.
Poderwała
się z łóżka ze łzami w oczach. Wszystko w porządku, to był tylko kolejny z
koszmarów. Drzwi do dormitorium otworzyły się, a w nich stanęła Aya. Gdy
zobaczyła w jakim stanie jest jej przyjaciółka, natychmiast podbiegła do niej.
-Co się stało? – spytała zaniepokojona.
Czarnowłosa cała się trzęsła. Była nadal przerażona tym
koszmarem. Po chwili spojrzała na blondynkę.
-Kolejny koszmar. Śniło mi się, że ministerstwo odkryło o
mnie prawdę i mnie zesłali do Azkabanu – odrzekła, nie móc się uspokoić.
-To tylko zły sen. Nie myśl o tym. Dzisiaj impreza, wszystko
będzie dobrze, uwierz mi – uspokajała, troskliwym tonem.
Dziewczyna potrząsnęła głową i poszła do łazienki wziąć
prysznic. Trochę się uspokoiła, jednak nadal dręczył ją ten koszmar. Ubrała się
luźno, zrobiła sobie makijaż i zeszła do pokoju wspólnego. Na kanapie siedzieli
Draco, Blaise, Will, Sarah i Aya. Rozmawiali o dzisiejszej imprezie. Hermiona
usiadła obok nich i włączyła się do rozmowy. W końcu postanowili udać się na śniadanie,
na którym znowu musieli znosić widok tego łajdaka Weasley’a.
Pod wieczór
wszystko było już prawie gotowe. Ognista Whisky, muzyka, jedzenie, które
Hermiona wzięła od skrzatów domowych z kuchni, oraz bar, który obsługiwał
Blaise. Impreza miała się wkrótce zacząć, jednak czekali jeszcze na kilku
ślizgonów, którzy byli już w drodze do pokoju wspólnego. Jedno było pewne – to będzie
mocna i długa impreza.
sobota, 9 lipca 2016
Rozdział 3
Hej! Na początku chcę przeprosić Was, za to, że tak długo nie było rozdziału, ale nie miałem weny żeby go napisać. Dlatego też jest krótki, bo skończył mi się pomysł co może być dalej. W tym miesiącu powinien pojawić się kolejny rozdział.
Miłego czytania ^^
Miłego czytania ^^
***
Wakacje
mijały bardzo szybko. Jutro Hermiona wraz z przyjaciółmi mieli pojechać do
Hogwartu. Ona sama leżała na łóżku i rozmyślała nad żartem ojca. Może by tak
naprawdę rzucić na tiarę Imperiusa? No cóż… Na pewno by to wykryli, więc
odpada. Tylko, że chciała być w Slytherinie z przyjaciółmi. Po chwili do jej
pokoju wszedł Tom.
-Hermiono, załatwione. Tiara przydzieli cię ponownie –
powiedział, siadając obok niej.
-Co? Jak to zrobiłeś? – spytała, po czym przytuliła ojca.
Była bardzo szczęśliwa. Nareszcie nie będzie musiała użerać
się z tymi zdrajcami krwi. Będzie mogła spędzać więcej czasu z prawdziwymi
przyjaciółmi. Jej szczęście było nie do opisania.
-No wiesz, znam wiele różnych zaklęć – odpowiedział
uśmiechając się – No ale cóż. Pora spać, jutro jedziesz do Hogwartu – dodał,
wstając z kanapy, po czym wyszedł z pokoju.
Czarnowłosa przebrała się w piżamę i ułożyła się wygodnie w
ciepłym, miękkim łóżku. Zapadła w głęboki sen. Jednak ta noc była kolejną,
podczas której Hermiona miała koszmary.
Była późna
noc. Na mroczną, leśną polanę wybiegła czarnowłosa dziewczyna, która przed
czymś uciekała. Potknęła się o korzeń drzewa. Nie mogła wstać, czuła ogromny
ból w nodze. Coś pociągnęło ją, po czym rzuciło w jakieś drzewo. Była to
zakrwawiona brązowowłosa kobieta.
-Jak mogłaś mi to zrobić? To JA dałam ci dom! Mogłam cię po
prostu zostawić przed domem! A ty jak się mi odpłacasz? Zabiłaś mnie!
Jej głos był jakiś dziwny. Jakby słyszała jakiegoś ducha.
Wiedziała że to jej matka. Zobaczyła, że jej oczy są zupełnie czarne. Po raz
kolejny spróbowała wstać, lecz usłyszała jakiś syk, po czym poczuła silny ból
na dolnej części brzucha. Spojrzała w dół. Właśnie ta wariatka przebiła ją
nożem. Nie miała siły krzyczeć. Usłyszała tylko chłodne „śpij”, po czym upadła
na wilgotną ziemię i mimowolnie zamknęła oczy.
Nagle
obudziła się w swojej dawnej sypialni. Jedyne co jej się nie zgadzało, to
wywrócone meble, dym, przez który mocno kaszlała, oraz pożar. Cały dom stał w
ogniu! Musiała uciekać, ale nie wiedziała którędy. Do głowy wpadł jej pomysł.
Sięgnęła po różdżkę, wycelowała w stronę okna, po czym z jej różdżki wystrzelił
fioletowy promień. Ściana eksplodowała, tworząc jej drogę ucieczki. W dziurze
stanął blondwłosy mężczyzna.
-Nie uciekniesz stąd. Pora się pożegnać. Odpokutujesz za to,
co mi zrobiłaś.
Jego głos był dokładnie taki sam jak jej przybranej matki. Obrała
go za cel wypowiedziała formułę klątwy uśmiercającej. Jednak on zaczął się
tylko śmiać. Po chwili na dziewczynę spadł sufit. Krzyknęła z bólu, po czym obudziła
się we własnej sypialni w jej prawdziwym domu.
Zerwała się
z łóżka, a z jej oczu wypływały łzy. Spojrzała na zegar. Okazało się, że była już
dziewiąta. Musiała się pospieszyć. Spakowała się wczoraj, więc szybko wzięła
prysznic i pojechała z Malfoy’ami na King’s Cross.
Hermiona
usiadła w pociągu razem z Draco, Blaisem i Ayą, a po kilku minutach dosiedli
się Will Snape i Sarah Prince, którzy szybko zaprzyjaźnili się z czarnowłosą. Po
chwili do przedziału wpadł Weasley, który wytrzeszczył oczy, kiedy zobaczył
dziewczynę siedzącą ze Ślizgonami.
-Hermiona, co ty robisz z tymi śmierciożercami?! – spytał marszcząc
brwi.
-Odwal się Weasley. To są moi przyjaciele – odpowiedziała ściskając
rękę na różdżce.
-Oni? To ja i Harry jesteśmy twoimi przyjaciółmi, pamiętaj…
-Mówię do ciebie ostatni raz. Wyjdź – przerwała mu, po czym
wycelowała w niego różdżką.
Rudowłosy chwycił Hermionę za rękę, lecz ona rzuciła na niego
pierwszą klątwę, która przyszła jej na myśl. Weasley leżał teraz na podłodze
bez nosa. Wszyscy obecni w przedziale dostali niekontrolowanego śmiechu. Gryfon
wstał, pomacał się po twarzy, po czym wpadł w wściekłość.
-COŚ TY MI ZROBIŁA? ZABIJĘ CIĘ GRANGER! – krzyknął, po czym
wybiegł z przedziału, zasłaniając rękami twarz.
Pociąg stał
już na stacji ponad pół godziny. Jednak Hermiona chciała poczekać aż wszyscy
już pójdą. W końcu wyszła z pociągu i skierowała się w stronę zamku. Usłyszała
coś za sobą.
-Avada…
Zanim zdążyła się odwrócić, usłyszała huk. Zobaczyła Malfoy’a,
a kilka metrów przed nim Weasley’a. Chyba ten plugawy mieszaniec próbował ją
zabić.
-Draco? – spytała nie ukrywając zdziwienia.
-Ten zdrajca krwi próbował rzucić na ciebie Avadę –
powiedział patrząc z odrazą na rudego.
Niespodziewanie Hermiona rzuciła się na blondyna i przytuliła
go mocno. Była naprawdę szczęśliwa, że Draco tam był. Gdyby nie on, to pewnie
byłaby już martwa. Chociaż Weasley jest tak głupi, że nie potrafi nawet trafić do
dormitorium. Mimo co, to Draco ją ocalił. A rudy niech nie myśli, że nie ominie
go zemsta.
-Dziękuję – rzuciła krótko w stronę przyjaciela.
-Nie ma za co, przecież wiesz, że nie pozwoliłbym cię
skrzywdzić – powiedział uśmiechając się do niej. Kiedy był sam na sam z nią,
nie zachowywał się jak ten Malfoy, którego znała przez ostatnie pięć lat.
Właśnie
zakończyła się ceremonia przydziału. Dumbledore chciał już zaczynać ucztę,
jednak tiara powiedziała, że chce przydzielić kogoś ponownie, co dla wszystkich
było dziwne i zaskakujące, gdyż nigdy coś takiego się nie stało. Kiedy dyrektor
wyraził zgodę, tiara wywołała osobę.
-Hermiona Riddle.
Czarnowłosa wstała od stołu gryfonów i usiadła na stołku,
zakładając tiarę na głowę.
Nie ma już
w tobie tej jedenastolatki którą przydzielałam pięć lat temu. Jesteś taka sama
jak twoi rodzice – ambitna, żądna władzy i potęgi. Nie pozostaje mi nic innego
do wyboru.
-SLYTHERIN! – krzyknęła tiara, a Hermiona skierowała się do
stołu ślizgonów.
Wszyscy gryfoni byli zdziwieni, a Ron i Harry byli wściekli. Weasley
wyglądał już normalnie. Pewnie poszedł do pani Pomfrey w pociągu.
Po dwóch
godzinach uczta zakończyła się, a uczniowie poszli do swoich dormitorium.
Hermiona była szczęśliwa, że może być wśród swoich przyjaciół. Wszyscy polubili
nową ślizgonkę, oprócz jednej szestnastolatki, której twarz przypominała mopsa.
Pansy Parkinson była wściekła widząc jak Draco na nią patrzy, a kiedy ją
przytulał wpadała w szał. W pokoju wspólnym nadeszła konfrontacja między dziewczynami.
-Kim ty w ogóle jesteś? Jakim cudem jesteś w Slytherinie
szlamo? – zapytała krzycząc na nią.
-Licz się ze słowami Parkinson! – krzyknęła ostrzegawczo.
Mopsica niemal nie spadła na podłogę kiedy usłyszała te słowa
skierowane do niej. Nikt nie miał prawa jej grozić, a zwłaszcza jakaś szlama.
-Grozisz mi? Ty mi grozisz? – zapytała śmiejąc się z tego co
powiedziała czarnowłosa.
-Tego już za wiele Parkinson – powiedziała wstając z czarnej
kanapy. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała nią w Pansy.
-Chcesz mi coś zrobić? Prędzej to ja zrobię coś tobie! – krzyknęła
wściekle.
Hermiona była rozśmieszona całą sytuacją. W ogóle nie bała
się dziewczyny, zwłaszcza że jest córką Czarnego Pana. Mopsica upadła na podłogę
krzycząc w niebogłosy. Czuła jakby ból przeszywał ją od stóp do głów, czuła
jakby płonęła. Po dziesięciu minutach Hermiona przerwała zaklęcie, kucnęła przy
niej i podwinęła lewy rękaw, pod którym widniał mroczny znak.
-Widzisz to? Ja jestem JEGO córką. Jeśli mi się sprzeciwisz,
gorzko tego pożałujesz. Zrozumiano?
Czarnowłosa nie była w stanie się nawet ruszyć. Hermiona
wstała i splunęła jej w twarz, po czym weszła do dormitorium i położyła się spać.
Nareszcie wróciła do Hogwartu. Już jutro pierwsze zajęcia w tym roku.
wtorek, 28 czerwca 2016
Rozdział 2
Hej! Przed chwilą skończyłem pisać kolejny rozdział, więc od razu wrzucam go na bloga. Jak widzicie, trochę wspomnień :) Miłego czytania :3
***
Voldemort
spojrzał na Severusa i podszedł do niego spokojnie, po czym spojrzał w jego
pełne zdziwienia oczy.
-Severusie, Hermiona jest moją córką – odpowiedział na jego
pytanie za czarnowłosą.
-Niemożliwe, jej rodzicami byli mugole, ona jest przecież w
Gryffindorze, a nie w Slytherinie – powiedział z opanowaniem.
-To nie byli jej rodzice. Tym ludziom Alice powierzyła opiekę
nad Hermioną, lecz oni ją bili i poniżali na każdym kroku. Ona ich nienawidzi –
odrzekł patrząc na córkę.
Mistrz Eliksirów już połączył fakty i zgodził się z Tomem.
Wyjawił mu także wiele cennych informacji o Zakonie. Czyli jednak szpiegował
Dumbledore’a, a nie Voldemorta. Po chwili Tom zaprowadził córkę do jej własnego
pokoju. Był on cudowny! Dużo większy niż mały pokoik w domu Grangerów. Był on w
kolorach Slytherinu i czerni. Przed drzwiami stało ogromne łóżko z baldachimem,
a po lewej stronie od drzwi była czarna kanapa i wbudowana w ścianę półka z
książkami. Obok stała wielka czarna szafa z lustrem, a w środku niej mnóstwo
ubrań, które przypadły Hermionie do gustu. Wiedziała, że zaczyna całkiem nowe
życie z jej prawdziwą rodziną.
-I jak się podoba? – spytał Tom, uśmiechając się.
-Jest świetnie! – krzyknęła, po czym położyła się na miękkim,
ciepłym łóżku, prawdopodobnie ogrzewanym – A z ciekawości zapytam, gdzie
jesteśmy? To nasz dom? – spytała z ogromnym uśmiechem.
-Tak, to nasz dom. Jesteśmy za Londynem – odpowiedział,
ciesząc się ze szczęścia córki.
-Żałuję, że jestem wśród tych zdrajców krwi w Gryffindorze –
powiedziała krótko
-Zawsze możesz rzucić Imperio na tiarę – odrzekł Tom, po czym
obydwoje zaczęli się śmiać.
Rozmawiali
tak kilka godzin, a wydawało im się, jakby rozmawiali tylko piętnaście minut.
Czas szybko mija w gronie rodziny. Nastał już pierwsza w nocy, więc Hermiona
postanowiła iść spać, gdyż następnego dnia chciała zwiedzić cały swój nowy dom.
Był letni
wieczór. Dwunastoletnia dziewczynka o czarnych włosach zeszła na dół, pragnąc
coś zjeść. Była strasznie chuda, a to przez jej rodziców, którzy ją głodzili i
bili. Nie cierpiała ich. Nie mogła się pogodzić, że te potwory, bo ludźmi ich
nie można nazwać, są jej rodzicami. No ale cóż… Znalazła się już w kuchni, więc
skierowała się w stronę lodówki. Otworzyła ją, a w środku zobaczyła dzisiejszy
obiad, którego nie dostała. Wzięła się do jedzenia. Zabrała sztućce, talerz, po
czym usiadła przy stole. Do kuchni weszła jej przybrana matka.
-Co ty tu robisz!? Kto ci pozwolił to wziąć?! – krzyczała z
wściekłą miną.
-Mamo, ja byłam
głodna… - tłumaczyła się dziewczynka.
Kobieta podeszła do niej, a jej ręka poszła w ruch.
Czarnowłosa leżała na podłodze płacząc i trzymając się za policzek. Jednak to
nie był koniec. Czterdziestolatka chwyciła ją za kark i rzuciła w stronę
schodów. Na głowie dziewczynki widniało teraz przecięcie, z którego lała się
krew. Matka ponownie chwyciła adoptowaną córkę i zaciągnęła ją do jej pokoju,
po czym zamknęła go na klucz.
-I masz nie wychodzić! Jutro nie ma śniadania za karę! –
krzyknęła wściekłym tonem.
Hermiona nie mogła spać już tej nocy. Cierpiała. Pragnęła się
stąd wyrwać. Nie chciała już mieszkać ze swoimi rodzicami tyranami.
Szesnastolatka
poderwała się z łóżka ze łzami w oczach. Niechętnie wstała, po czym skierowała
się do swojej łazienki, w celu wzięcia prysznica. Nie mogła uwierzyć, że
wspomnienie sprzed kilku lat powróciło w formie koszmaru. To było jej najgorsze
przeżycie, kiedy mieszkała ze swoimi przybranymi rodzicami. Wyszła spod
strumienia wody w prysznicu, wytarła się w ręcznik, nałożyła makijaż, ubrała
się i zeszła do jadalni na śniadanie. Zobaczyła tam swoją mamę, która jadła
naleśniki z dżemem truskawkowym, polane miodem. Gdy usiadła, trzydziestoletnia
kobieta machnęła różdżką, a przed dziewczyną pojawiła się porcja naleśników.
Po
śniadaniu, postanowiła wyjść do ogrodów. Były one ogromne! Pod wielkim dębem na
świeżo skoszonej trawie siedzieli, oparci o drzewo Draco Malfoy, Blaise Zabini
i jakaś blondynka. Podeszła do nich i przyjaźnie się przywitała.
-Granger? Co ty tu robisz? – spytał Draco z miną, jakby
zobaczył Weasley’a z różowymi włosami.
-Nie Granger, tylko Riddle – odpowiedziała, dając nacisk na
jej obecne nazwisko.
Ten spojrzał na nią z jeszcze większym zdziwieniem, po czym
przeniósł wzrok na blondynkę, która siedziała obok niego.
-Draco, to córka Czarnego Pana – powiedziała, uśmiechając się
do dziewczyny, która wpatrywała się w nastolatków – Aya Malfoy – przedstawiła
się, podając rękę czarnowłosej.
-Hermiona Riddle. Milo poznać – odrzekła, posyłając jej
promienny uśmiech, również podając rękę.
Nie spodziewała się, że Malfoy ma siostrę. Ale jednak ma. To
dlaczego nie widziała jej nigdy w Hogwarcie? Mimo co, blondynka wydawała się na
miłą, przyjazną dziewczynę.
-Aya, dlaczego nigdy cię nie widziałam w Hogwarcie? – spytała
nie móc już powstrzymać ciekawości.
-Miałam nauczanie domowe – odpowiedziała szybko – Ale w tym
roku idę już do Hogwartu – dodała.
Hermiona była szczęśliwa z powodu poznania nowych przyjaciół.
Byli oni lepsi niż ci zdrajcy krwi. Weasley’a nienawidziła za to, co zrobił jej
pod koniec roku. Nadal to pamięta…
Był ostatni
dzień piątego roku nauki w Hogwarcie. Kilka dni temu czarnowłosa miała
szesnaste urodziny. Cieszyła się z tego powodu, lecz zasmucał ją koniec roku
szkolnego, gdyż musiała wracać do tych potworów, którzy podają się za jej rodziców.
Spacerowała po błoniach, ale jej głównym celem był odpoczynek przy jeziorze.
Chciała poczytać w spokoju książkę, lecz nie zdążyła tam dotrzeć, gdyż trafił w
nią pomarańczowy promień jakiegoś zaklęcia. Upadła na ziemię, a kiedy próbowała
się podnieść, zobaczyła Rona Weasley’a z wyciągniętą przed siebie różdżką.
-Czy ty jesteś głupi?! Mogłeś mnie zabić! – krzyknęła,
wściekła z powodu jego głupoty.
-Celowałem w kogoś innego! – odpowiedział głośno.
Czarnowłosa jeszcze bardziej się wściekła. Nikogo nie było na
błoniach oprócz niej i rudowłosego. Chciała użyć na nim pewnej klątwy, o której
istnieniu dowiedziała się wczoraj czytając jakąś starą książkę.
-Czy ty myślisz że jestem głupia? Nikogo innego tu nie ma! –
krzyknęła, po czym wstała i podeszła do rudowłosego, wyciągając różdżkę.
-Intersectio – wypowiedziała
formułę i machnęła różdżką.
Na brzuchu gryfona pojawiło się rozcięcie, z którego po
chwili wypłynął mocny krwotok, który po chwili sprawił, że zielona trawa stała
się czerwona pod chłopakiem, który upadł na ziemię i zemdlał.
-Obliviate – wypowiedziała kolejne zaklęcie w stronę rudego,
po czym skierowała się w stronę zamku, trzymając się za głęboką ranę, stworzoną
przez promień zaklęcia, którego użył nastolatek.
Z jej myśli
wyrwał ją głos jej nowej przyjaciółki – Ayi, która coś do niej mówiła, lecz w
ogóle tego nie zrozumiała.
-Co? Możesz powtórzyć? – spytała rozkojarzona.
-Eh… Pytałam, co sądzisz o Dumbledorze… – powtórzyła z lekkim
uśmiechem.
Czarnowłosa musiała się zastanowić. Nienawidziła starego
dyrektora. Nie wiedziała dlaczego, ale nienawidziła go. Gdy ktokolwiek o nim
wspomniał, w jej głowie rodziła się chęć mordu.
-Nie cierpię go – powiedziała bez emocji – Naprawdę, dziękowałabym
tego, kto zabił by tego starca – dodała śmiejąc się głośno.
Zorientowali się, że jest już dwudziesta druga, czyli za dwie
godziny miała mieć naznaczenie. Chciała się więc do tego przygotować, więc
poszła do swojej sypialni, by wziąć szybki prysznic, a następnie poprawić
makijaż. Miała już wychodzić z pokoju, więc otworzyła je, a za nimi zastała
Snape’a.
-Hermiona. Czarny Pan czeka – rzucił krótko.
-A od kiedy pan do mnie po imieniu mówi? – zaśmiała się pod
nosem.
-Pomyślmy… Może odtąd, od kiedy jesteś moją siostrzenicą –
odpowiedział z urażoną miną – A zresztą… Pogadamy później, nie pozwólmy czekać
twojemu ojcu zbyt długo – dodał, kończąc rozmowę.
Była północ.
Czarnowłosa dziewczyna stała w ciemnym pomieszczeniu, pełnym śmierciożerców. Na
środku stał Czarny Pan, który już na nią czekał. Bała się, lecz nie mogła dać
po sobie tego poznać. Wiedziała jedynie od Severusa, że będzie musiała przejść
jakiś test. Więcej nie mógł powiedzieć. Obawiała się tego testu, gdyż nie wie,
czy będzie w stanie go wykonać. Ale przecież jest jego córką, co pewnie da jej
jakieś przywileje, czy coś w tym stylu.
-Witajcie! Dzisiaj naznaczona zostanie moja córka Hermiona.
Oczekuję od was, że będziecie traktować ją tak samo jak mnie – powiedział, po
czym podszedł do córki.
-Zanim jednak otrzymasz znak, musisz zabić tych dwoje mugoli –
dodał, kiedy do środka wszedł Yaxley z dwójką ludzi.
Byli to jej rodzice. Uśmiechnęła się szyderczo, po czym
podeszła do nich. W głowie miała tylko jedno słowo – zemsta. Pragnęła jej,
odkąd zaczęli ją bić, wygładzać i poniżać. Jednak wiedziała, że będzie miała
wyrzuty sumienia. Ale to nie zmieniało, że oni sprawili by cierpiała.
-No i co? Dumni jesteście z siebie? To przez was cierpiałam.
To wasza wina, że tutaj teraz jesteście! – krzyknęła, chcąc sprawić by mieli
wyrzuty sumienia przed śmiercią.
Milczeli. Nie wiedzieli co powiedzieć. Pewnie się bali tego,
co za chwilę nastąpi.
-Crucio! – krzyknęła formułę zaklęcia torturującego.
Kobieta zaczęła krzyczeć. Czuła, jakby płonęła. Ból
przeszywał ją od stóp do głów, wyginała się we wszystkie strony. Nie myślała o
niczym. Po chwili jej przybrana córka przerwała zaklęcie, po czym rzuciła je na
Jonatana Grangera. Czuł to samo co żona. Po wielkich męczarniach dziewczyna
przestała miotać w nich klątwami.
-Jean, pożegnaj się z życiem. Avada Kedavra! – wykrzyknęła głośno.
Czarna magia zawładnęła nią, a brązowowłosa leżała martwa. To już dla niej
koniec.
-Twoja kolej, Jonatanie – powiedziała celując w mężczyznę, po
czym z jej różdżki wystrzelił zielony promień.
Voldemort podszedł do niej, nakazując jej wyciągnąć lewą rękę
przed siebie. Przyłożył różdżkę do jej przedramienia mrucząc jakąś formułę. Po
chwili poczuła ogromne pieczenie, lecz nie krzyczała. Na jej lewym
przedramieniu widniał podobny znak do zwykłego. Był taki sam, jak u innych
śmierciożerców, tylko że na czaszce widniała korona. Czyżby to był symbol,
który wyróżnia ją wśród śmierciożerców? No ale cóż. Teraz była prawowitą
śmierciożerczynią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)