wtorek, 16 sierpnia 2016

Ważne Ogłoszenie

Hej wszystkim. Dzisiaj miał pojawić się rozdział, a za tydzień kolejny, jednak wystąpił błąd pliku, przez co oba rozdziały się nie pojawią. Bardzo mnie to zdenerwowało więc postanowiłem założyć nowego bloga o tematyce Hermiony Riddle.
Oto link do bloga: http://losy-hermiony-riddle.blogspot.com
Mam nadzieję że nowy blog się spodoba.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Rozdział 6

Hej! :) W końcu napisałem kolejny rozdział :) Trochę akcji, trochę wybuchów - tak jak zawsze :3 Miłego czytania ;)
***
            Był wczesny ranek, Hermiona obudziła się w swoim łóżku w Riddle Manor. Rozejrzała się wokół siebie. Była sama w pokoju. Draco musiał już pewnie wstać. Poleżała jeszcze z pół godziny, po czym weszła do swojej łazienki wziąć gorącą kąpiel. Na zewnątrz było zimno, więc to był dobry pomysł. Podczas kąpieli rozpamiętywała wczorajszy atak. Było tak blisko do śmierci Dumbledore’a. Nie pomyśleli o tym, żeby otoczyć wioskę, gdyby ktoś miał uciec, na przykład dyrektor, lub ministrowie. Na następne ataki niedaleko Hogwartu trzeba będzie ruszać większą armią, bo znając Dumbledore’a i ministerstwo, to Hogwart będzie obstawiony magicznymi żołnierzami i aurorami. Kiedy wyszła z łazienki, podeszła do wielkiej szafy. Wybór ubrań miała ogromny, więc nie wiedziała w co się ubrać. Po paru minutach zdecydowała się na czarne jeansy, ciepły, czarny sweter i wysokie, czarne kozaki. Chciała wyjść z pokoju, jednak poczuła pieczenie mrocznego znaku. Pobiegła więc do gabinetu Czarnego Pana, w którym zastała swoich przyjaciół. Czarny Pan przemówił.
-Mam dla was wszystkich misję – odrzekł chłodno – Każdy z was musi wywołać panikę w innych krajach. Hermiono, ty lecisz do Polski, Draco, ty do Francji, Aya do Niemiec, a Sarah do Szwecji – dodał, dając im do zrozumienia, że misja jest poważna.
Wszyscy pokiwali głowami na znak, że zrozumieli, po czym deportowali się w wyznaczone miejsca. Tylko Hermiona musiała skorzystać z czyjejś pomocy.
            Hermiona była podekscytowana, że w końcu coś się dzieję. Uwielbiała siać panikę i zabijać. Pragnęła tylko, by śmierciożercy w końcu objęli władzę. Drugą rzeczą, którą chciała, była śmierć Dumbledore’a, Pottera i Weasley’a. Jednak irytowało ją, że lot jest tak długi, ale co się dziwić, skoro Polska jest tak daleko on Anglii. Zanim chciała znowu na coś ponarzekać, poczuła twardy grunt pod sobą. Rozejrzała się wokół siebie i spostrzegła rozmawiającą ze sobą parę. Podeszła do nich i wycelowała w nich różdżką. Spojrzeli na nią ze zdziwieniem, jakby nigdy nie widzieli czarodzieja. Może to mugole?
-Zabieraj mi ten patyk z przed nosa albo oberwiesz! – krzyknął rudy mężczyzna.
Czarnowłosa tylko się zaśmiała, a następnie wyraźnie wypowiedziała „Avada Kedavra”. Z jej różdżki wystrzelił zielony promień, który ugodził mężczyznę w głowę. Spadł z ławki i już leżał martwy na podniszczonym chodniku. Kobieta krzyknęła z przerażenia, po czym podzieliła los chłopaka.
            Po kilku minutach chodzenia po Warszawie zauważyła ogromnie wysoki budynek, a pod nim masę ludzi. To idealny moment. Zginą wszyscy, to na pewno zasieje panikę.
-Confringo – szepnęła pod nosem, celując różdżką w szczyt budynku.
Po chwili rozległ się dźwięk wybuchu, a budynek zaczął się sypać. Tyle gruzu zleciało na niewinnych mugoli, a być może wśród nich byli jacyś czarodzieje. Odwróciła się i zobaczyła kilku mężczyzn w niebieskim stroju biegnących w jej stronę. Na jednym użyła Imperiusa, a mężczyzna natychmiast zaczął atakować kolegów, dając Hermionie czas na ucieczkę.
            Było już południe. Wiele dzielnic już płonęło. Nikt nie wiedział co się dzieję. Obok niej deportowało się kilkunastu czarodziei w czarnych strojach.
-Poddaj się, jesteś otoczona! – krzyknęli równocześnie.
Nie miała co zrobić, sama przeciwko jakiejś ogromnej grupie czarodziei? To był już koniec. Myślała tak, dopóki coś nie wybuchło. Zaczęły lecieć zielone promienie, czarodzieje ginęli. Zdezorientowana Hermiona nie wiedziała co robić, więc zaczęła miotać w polskich aurorów klątwami. Wkrótce potem podszedł do niej osiemnastoletni mężczyzna. Miał brązowe oczy i włosy. Nosił okulary, a w ręku miał różdżkę. Czarnowłosa wycelowała w niego różdżką.
-Kim jesteś? – zapytała groźnie.
-Mów mi Keshie – odpowiedział spokojnie – Co tu robisz? – zapytał.
Dziewczyna nadal nie opuszczała różdżki. Zastanawiała się, czy powiedzieć mu prawdę, czy skłamać. Może to być szpieg polskiego ministerstwa.
-Jestem tu na polecenie Czarnego Pana – odpowiedziała jeszcze groźniej, marszcząc brwi.
-No to nie będę wchodził ci w drogę. Powodzenia – odrzekł, po czym skierował się w stronę centrum.
To było dziwne. Nie wiedziała kim jest ten chłopak, ani dlaczego jej pomógł. Czy w Polsce także jest jakiś czarnoksiężnik, który atakuje ministerstwo i jakąś szkołę magii? Naprawdę dziwne. No ale cóż… Wszczęła panikę w całym mieście, więc chyba może wracać do domu. Tylko jak? Wcześniej pomógł jej jeden ze śmierciożerców, gdzie ona znajdzie śmierciożercę? No tak! Mroczny Znak! Podwinęła lewy rękaw, po czym przycisnęła do niego różdżkę. Sygnał został wysłany do Czarnego Pana, który wkrótce potem pojawił się obok Hermiony. Zaczął obserwować otoczenie. Był pod wrażeniem działań córki.
-Widzę że wszczęłaś panikę. A nawet zniszczyłaś część miasta – powiedział dumnie.
-Tak, tylko muszę wrócić do domu, jeszcze nie umiem się teleportować, więc wiesz… - odrzekła, krzywiąc się trochę.
            Po kilku minutach wraz z ojcem wrócili do Riddle Manor. Jeszcze nikt inny nie wrócił z misji, oprócz niej. Postanowiła pomóc Malfoyowi we Francji. Poprosiła ojca żeby deportował się z nią do Paryża. Zgodził się, a po piętnastu minutach stała już w centrum Paryża. To co tam zobaczyła zmroziło ją. Draco był właśnie aresztowany przez dwóch mężczyzn.
-Avada Kedavra! – krzyknęła bez zastanowienia, a promień ugodził jednego z nich w plecy.
Blondyn przyłożył pięścią w twarz drugiego i odwrócił się, by spojrzeć kto go uratował. Gdy już wiedział kto to, podbiegł do niej i pocałował ją namiętnie.
-Hermi, co tu robisz? Miałaś być w Polsce – powiedział, uśmiechając się szeroko.
-Ja już skończyłam misję, więc postanowiłam ci pomóc – odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.
Obydwoje ruszyli w stronę Wieży Eiffla. Mieli świetny plan, który wymyśliła Hermiona. Pogubili się w mieście, ale w końcu udało im się dotrzeć na miejsce. Weszli do jakiegoś budynku i weszli na dach. Wycelowali różdżkami w zabytek i na znak Hermiony wypowiedzieli formułę „Crepitusforti”. Po uderzeniu promienia, rozległ się ogromny wybuch, po czym Wieża Eiffla runęła. Wszyscy turyści i mieszkańcy byli przerażeni i zaczęli uciekać na wszystkie strony. Hermiona i Draco zaczęli miotać klątwami w uciekających ludzi. W końcu Hermiona użyła „Gasauirgae”, a z jej różdżki wystrzelił wielki strumień benzyny, który oblał większość ludzi, którzy nie mieli jak uciec. Draco wypowiedział formułę „Ignisdevirga”. Z jego różdżki wyleciał płomień, który trafił jednego z oblanych benzyną ludzi. Wybuch był niesamowity. Wszędzie zaczęło się palić, a mugolski rząd zaczął próbę ratowania ludzi. Draco chwycił Hermionę za rękę, po czym deportowali się z powrotem do Riddle Manor. Przywykła już do teleportacji, więc nie wymiotowała, ani nie miała żadnych mdłości. Do pokoju wszedł Czarny Pan.
-Udało się wam? – zapytał z wyraźną ciekawością.
-Tak. Wieża Eiffla zniszczona, centrum wybuchło, miasto płonie – odpowiedział dumnie Draco.
Cieszył się ze swojego czynu, oraz z tego że Hermiona uratowała go przed aresztowaniem. Co by wtedy zrobił? A co Hermiona by zrobiła gdyby jego ukochany nigdy nie wrócił? Załamała by się. Chwilę potem Pojawiła się Aya i Sarah, widocznie zadowolone z siebie. Czyli wszystko poszło prawidłowo.
            Godzinę później przyjaciele walczyli ze sobą na śnieżki w zaśnieżonym ogrodzie. Mimo że pod śniegiem, dalej wyglądał pięknie. Nastał w końcu zmierzch. Wszyscy byli zmarznięci, więc wrócili do środka. Wzięli od skrzata gorącą czekoladę i usiedli przy kominku. Rozmawiali o wszystkim o czym mogli. W końcu byli tak zmęczeni, że musieli pójść spać. To były ekscytujące ataki. Hermiona była szczęśliwa. Nareszcie mogła wyrwać się z domu, pozabijać mugoli, podpalić coś… Z nadmiaru wrażeń w końcu usnęła.
            Hermiona była pogrążona w głębokim śnie. Nagle coś mocno wybuchło, zrzucając ją z łóżka. Nie wiedziała co się dzieję. Wstała, wzięła różdżkę i spojrzała na zewnątrz przez dziurę w ścianie. Jacyś ludzie w szarych strojach szli w stronę posiadłości. Cała płonęła. W ich stronę leciały klątwy, jednak udawało im się je odbijać. Jakim cudem przełamali zaklęcia obronne.
-Poddajcie się! Nie macie żadnych szans przeciwko MSC! – krzyknął jeden z nich.
Co to do jasnej cholery jest MSC? Zaczęła strzelać w nich Avadami i innymi znanymi jej klątwami. Mruknęła w końcu „Confringo”. Z jej różdżki poleciał fioletowy promień, który spowodował ogromny wybuch. Kilkunastu czarodziejów zostało wysadzonych przez Hermionę. Nie wiedziała co się dzieję. Wokół posiadłości zaczęło deportować się wiele śmierciożerców. Z posiadłości wybiegł Draco. Zaczął miotać Avadami w żołnierzy. Obserwowała co robi. Nagle nastąpiło coś, co doprowadziło ją do załamania. Draco oberwał zielonym promieniem od jednego z czarodziei. Czarnowłosa upadła na podłogę i zaczęła krzyczeć.
            Po kilku minutach w końcu wstała, lecz za nią stało trzech mężczyzn, celujących w nią różdżkami. Usłyszała kogoś z tyłu. Mężczyźni obrócili się i padli martwi na podłogę. Do pokoju wszedł Czarny Pan.
-Nikt nie ma prawa cię skrzywdzić – krzyknął wściekle Tom.
Po chwili przez dziurę w ścianie przeleciał zielony promień, który ugodził czarnowłosą w tył głowy. Upadła martwa na podłogę. Czarny Pan zaczął krzyczeć i miotać klątwami w czarodziei. Chciał się zemścić, chciał zabić wszystkich.
            Hermiona spadła z łóżka. Wstała szybko, przebrała się w normalne ubranie i wzięła różdżkę. Chciała podbiec do dziury w ścianie by bronić Riddle Manor, jedna zorientowała się że nie ma żadnej dziury w ścianie. Znowu koszmar! Nikogo nie było w całym domu. Chciała wyjść do ogrodu przez salę balową i właśnie tam wszyscy byli. Ozdabiali ją wedle instrukcji Toma. Odwrócił się i uśmiechnął się do córki.
-Witaj Hermiono. Przygotowujemy salę do sylwestra – odrzekł z radością Tom.
-A no tak! Przecież niedługo sylwester! – krzyknęła z radością, podbiegając żeby pomóc – Kompletnie o tym zapomniałam – dodała szybko.
-Nic się nie stało. Możesz pomóc w ozdabianiu sali i przy muzyce – odrzekł spokojnie.
Czarnowłosa przytaknęła głową i podeszła do Blaise’a, który majstrował coś przy wieży stereo. Śmieszyło ją, że nie mógł sobie poradzić z ustawieniem muzyki.
-Może pomóc? – spytała pozytywnie czarnowłosa.
Blaise odskoczył nagle do tyłu. Hermiona nieźle go wystraszyła. Była szczęśliwa, że wreszcie może spotkać śmierciożerców których jeszcze nie zna.
-Byłoby świetnie! – odpowiedział Blaise, posyłając jej uśmiech – Spokojnie Draco, nie podrywam ci dziewczyny – dodał, śmiejąc się na widok miny przyjaciela.
Zielonooka wykonała kilka machnięć różdżką, a po chwili z głośników zaczęła grać muzyka. Zaskoczony Blaise podziękował Hermionie za pomoc i zaczął tańczyć w rytm muzyki, a czarnowłosa zaczęła się śmiać. Postanowiła teraz pomóc przy dekoracjach. Sarah i Aya już się tym zajmowały, lecz nie radziły sobie dobrze.
-Pomóc wam? – spytała miło, uśmiechając się.
-Przydałoby się, same nie damy rady – odpowiedziała Aya.
Czarnowłosa podeszła i nadmuchała balony używając zaklęcia „Inflahelium”. Balony same podfrunęły do sufitu. Przyjaciółki nie wiedziały, skąd Hermiona zna takie zaklęcia. Przynajmniej wykonają pracę znacznie szybciej. Kiedy one przypinały zasłony, drzwi do sali otworzyły się nagle. Spojrzały na nie, a tam zobaczyły jak Draco męczy się z wstawieniem stołów.
-Draco, użyj zaklęcia Transferquod – krzyknęła Hermiona – Tylko pomyśl o miejscu w które chcesz przenieść – dodała, ostrzegającym tonem.
Blondyn wycelował w stół i wypowiedział formułę, podaną przez Hermionę. Stół nagle pojawił się na środku sali balowej, a dziewczyny wróciły do przypinania zasłon.
            Następnego dnia miała być impreza sylwestrowa. Mieli przyjść Malfoyowie, Bellatrix i Rudolf Lestrange, McKeenowie i wiele innych śmierciożerców. Hermiona obudziła się w okolicach dwunastej. To chyba pierwszy raz, kiedy wstała tak późno. Zwykle z łóżka wychodziła najpóźniej o dziewiątej. Pośpiesznie pobiegła do łazienki, by wziąć długą, odprężającą kąpiel, nałożyć jakiś lekki makijaż i zrobić świetną fryzurę. Miała nadzieję że wszystko przebiegnie po myśli ojca. Nie chciała żeby jacyś nieproszeni goście przerwali imprezę. Byłoby to okropne…
            Po dwóch godzinach wróciła do pokoju, w celu wybrania stroju. Na razie chciała ubrać się luźno, a dopiero wieczorem planowała się przebrać na jakąś sukienkę czy coś w tym stylu. Wybrała jasne jeansy, czarną koszulkę, a na nią zarzuciła szary sweter. Zabrała różdżkę i zeszła do jadalni. Spotkała tam już wszystkich mieszkańców Riddle Manor. Zjadła kotleta schabowego z tłuczonymi ziemniakami i surówką, po chwili Tom wskazał jej krótkim ruchem ręki, że chce o czymś porozmawiać. Poszła więc z nim do salonu. Usiadła z nim na kanapie i spojrzała na niego z ciekawością.
-Co się stało? – spytała w końcu.
-Jak pewnie wiesz, dzisiaj jest impreza sylwestrowa – powiedział spokojnie, a czarnowłosa przytaknęła głową – Severus powiedział że jesteś świetna z eliksirów, więc zwracam się do ciebie – dodał krótko.
-O co dokładniej chodzi? – zapytała z jeszcze większą ciekawością.
-Otóż wśród nas jest szpieg. Rudolf Lestrange znalazł martwe ciało Gordona Mesht. A kilka godzin temu Lucjusz Malfoy spotkał go w ministerstwie. Ktoś używa eliksiru wielosokowego – mówił z opanowaniem – Musisz sporządzić truciznę i dolać ją do napoju Meshta. Lucjusz wręczył mu zaproszenie na imprezę, kiedy zobaczył że martwy śmierciożerca chodzi sobie spokojnie w ministerstwie – dodał.
-Mam trochę inny pomysł – odrzekła, po chwili zastanowienia – Sporządzę eliksir, przez który straci przytomność, a potem zamknę go w lochach i wyciągnę wszelkie informację – dodała, uśmiechając się szyderczo.
Czarny Pan zgodził się z córką, po czym zaprowadził ją do gabinetu Snape’a. Mistrz Eliksirów wypełniał jakieś dokumenty, ale w chwili, gdy drzwi zaskrzypiały, podniósł wzrok.
-Hermiono, Tom, cos się stało? – zapytał, zdziwiony widokiem Toma i Hermiony w jego gabinecie.
Voldemort podszedł do Severusa i szepnął mu coś do ucha. Ten wycelował różdżką w półkę z książkami, która po chwili przesunęła się w prawo. Za nią była ukryta część pokoju, w której znajdowały się szafki ze składnikami i stolik z kociołkiem, oraz przyrządy do warzenia eliksirów. Czarny Pan wyszedł, a panna Riddle podeszła do stolika i spojrzała na kociołek.
-A więc chcesz przygotować eliksir, który spowoduje zemdlenie? – zapytał retorycznie Snape – Osobiście polecam Eliksir Słodkiego Snu, albo Wywar Żywej Śmierci. Jeśli zdecydujesz się na to drugie, to tylko dwie krople – dodał, patrząc na siostrzenicę.
Czarnowłosa wzięła z szafki składniki, potrzebne do przygotowania Wywaru Żywej Śmierci. Dla niej wywar nie był trudny do wykonania, ponieważ warzyła go w szkole. Wlała piołun, dodała sproszkowany korzeń asfodelusa, zamieszała dwa razy w prawo, zmiażdżyła srebrnym sztyletem fasolę waleriany, dolała trzynaście kropel soku z tego korzenia i na koniec zamieszała w lewo i w prawo siedem razy. Wszystkie te czynności wykonała w ciągu godziny. Wlała eliksir do fiolki, którą schowała do kieszeni, po czym poszła wybrać strój na wieczorną imprezę. Założyła czarną sukienkę, czarne rajstopy i czarne buty. Zeszła do Sali balowej, gdzie Draco nalewał już napoje. Podeszła do miejsca oznaczonego imieniem Gordon Mesht i dolała do szklanki dwie krople Wywaru Żywej Śmierci. Teraz pozostało tylko czekać, aż Mesht postanowi napić się soku.
            Po godzinie sala balowa była już zapełniona. Muzyka grała, ludzie rozmawiali, a Czarny Pan wstał z krzesła przy środkowym stole.
-Witajcie moi drodzy. Cieszę się że zechcieliście przybyć na imprezę sylwestrową. Wznieśmy toast za nowy rok! – krzyknął, po czym wszyscy wznieśli szklanki i pociągnęli kilka łyków.
Tom i Hermiona obserwowali bacznie Gordona, który łapczywie wypił całą szklankę. Po krótkim momencie zrobił dziwny ruch głową i ześlizgnął się z krzesła. Osoby siedzące obok mężczyzny odskoczyły, a czarnowłosa wstała i podeszła do niego. Rzuciła na niego zaklęcie i ruszyła w stronę lochów. Kiedy była już na korytarzu usłyszała krzyk Czarnego Pana.
-Szpieg został unicestwiony!
Panna Riddle uśmiechnęła się i przyspieszyła krok. Po dwóch minutach zamknęła drzwi do jednego z pokoi lochów. Przywiązała szpiega do krzesła i podała mu Eliksir Wiggenowy. Mężczyzna po kilku minutach otworzył oczy i rozejrzał się wokół siebie. Przestraszył się.
-Kim jesteś i dlaczego użyłeś eliksiru wielosokowego? – zapytała, jak na razie spokojnie.
-Nazywam się Gordon Mesht! Naprawdę! – krzyczał z przerażeniem.
Czarnowłosa zaczęła chodzić w tę i z powrotem żeby potrzymać go trochę w napięciu. W końcu stanęła przed nim, przeszywając go morderczym spojrzeniem.
-Kłamiesz. Dam ci jeszcze jedną szansę. Kim jesteś? – spytała, tracąc powoli cierpliwość.
-Już ci powiedziałem! – nie dawał za wygraną.
Zielonooka wyciągnęła różdżkę i wycelowała w szpiega. Szepnęła „Crucio”, a mężczyzna zaczął krzyczeć w niebogłosy.
-To jak? Powiesz mi w końcu kim jesteś? – spytała, nie przerywając zaklęcia.
-Powie… Powiedziałem ci! – krzyczał najgłośniej jak potrafił.
Czarnowłosa przerwała klątwę, po czym wyciągnęła z kieszeni fiolkę z eliksirem czyszczącym skutki eliksirów. Chwyciła czarnowłosego za szyję i wlała mu eliksir do ust. Szpieg zaczął się trząść, a jego skóra trzęsła się i zmieniała powoli kolor. Po chwili przed nią stał całkiem inny mężczyzna.
-No proszę… Artur Weasley – powiedziała, uśmiechając się szyderczo – Ciekawe co zrobią zdrajcy krwi kiedy zobaczą swojego ojca martwego przed ich domem? Dobre pytanie, prawda? – pytała, celując w jego różdżką.
Nie czekając na odpowiedź wyszła w stronę sali balowej. Kiedy drzwi otworzyły się, wszyscy spojrzeli w jej stronę.
-Szpiegiem był Artur Weasley – powiedziała głośno.
Goście zaniemówili, a Czarny Pan udał się z córką do lochów. Otworzył drzwi z hukiem i spojrzał na zdrajcę krwi.
-Weasley! Czego tu szukałeś? GADAJ! – krzyczał wściekle.
Rudowłosy przeraził się, a Riddle wycelował w niego różdżką. Czarnowłosa chwyciła ojca, a on spojrzał na nią zdziwiony.
-Tato, może po prostu zostawimy go martwego przed ich ruderą? To byłby mocny cios – zaproponowała z szyderczym uśmiechem.

Czarny Pan uśmiechnął się i zaczął ciskać w rudowłosego zaklęciami. Klątwy leciały cały czas – Crucio, Sectumsempra, Fractureossis, Shussziehenstark i wiele innych. Mężczyzna ledwo się ruszał. W końcu Hermiona szepnęła „Avada Kedavra”, a z jej różdżki wystrzelił zielony promień. Czarnowłosa wraz z Tomem deportowała się nieopodal domu Weasley’ów. Zaklęciem przeniosła ciało Artura Weasley’a przed drzwi, po czym strzeliła zaklęciem wybucowym w garaż. Po kilku minutach drzwi od domu otworzyły się a stanęła w nich Molly Weasley, która nagle głośno krzyknęła, po czym upadła na ziemię. Płakała. Kilka chwil potem na zewnątrz wybiegła cała rodzina wraz z Potterem. To był piękny widok dla Toma i Riddle’ówny. W końcu kiedy się napatrzyli, deportowali się z powrotem na imprezę.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rozdział 5

Hej! :) Obiecałem że rozdział będzie 14 sierpnia, jednak skończyłem go wcześniej, więc postanowiłem go wrzucić dzisiaj :3 Pojawi się wyczekiwana przez wiele osób chwila, a nawet dwie o dziwo :) W trakcie tworzenia jest już rozdział 6, więc mam nadzieję że pojawi się jeszcze w tym miesiącu. Miłego czytania :3
**
            Do pokoju wspólnego weszli już wszyscy ślizgoni, a impreza właśnie się zaczęła. Draco razem z Blaisem pili ognistą whisky, a Hermiona, Aya i Sarah tańczyły do muzyki granej z radia, które Hermiona zaczarowała by odtwarzało mugolską muzykę.
            Po kilku godzinach do Hermiony podszedł Draco. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, jednak szybko chwycił się za lewe przedramienie.
-Cholera – rzucił krótko.
-Chodźmy do Snape’a – zarządziła Hermiona, po czym wraz z przyjaciółmi skierowała się do gabinetu Mistrza Eliksirów.
Jak zwykle weszli do kominka i teleportowali się do posiadłości Riddle’ów. W salonie stał Czarny Pan, a przed nim grupa śmierciożerców. Odwrócił się w ich kierunku i uśmiechnął się tajemniczo.
-Nareszcie. Dołączcie do grupy – powiedział chłodno.
Natychmiast posłuchali rozkazu Voldemorta i stanęli obok innych.
-Zapewne jesteście ciekawi, dlaczego was tutaj zebrałem o tej porze – odrzekł, chodząc w kółko – Otóż zlokalizowałem liczny oddział aurorów w pewnej mugolskiej wiosce. To doskonała okazja by ich zabić. To na pewno zmieni plany ministerstwa – dodał, uśmiechając się podle.
            Po godzinie armia śmierciożerców czekała w ukryciu w lesie za wioską. Byli gotowi do ataku. Na znak Czarnego Pana wszyscy ruszyli. Domy płonęły, promienie zaklęć leciały na niebie, a piątka przyjaciół właśnie weszli do jednego z domów. Zdezorientowany mugol chciał uciekać, jednak oberwał zaklęciem niewybaczalnym od Malfoya.
            Gdy cała rodzina była martwa, wyszli do centrum wioski. Tam spostrzegli mnóstwo aurorów walczących z pięć razy większą armią śmierciożerców. Dołączyli się do walki. Hermiona spostrzegła znajomą twarz. To Alastor Moody, otoczony przez pięciorga śmierciożerców. Jednak daję radę, więc czarnowłosa nie oparła się pokusie i strzeliła Crusiatusem w Moody’ego, a śmierciożercy użyli Avady.
            Był już wczesny ranek, a walka nadal trwała. Ostatni członkowie Zakonu Feniksa byli już martwi, z wyjątkiem Dumbledore’a, który siedział teraz w swoim gabinecie w Hogwarcie. Tymczasem Bellatrix Lestrange wykończyła ostatniego aurora obecnego w wiosce. Taki mały oddział, a taki silny. Śmierciożercy wrócili do lasu, a Hermiona spojrzała na ruiny wioski. Nic z tego nie zostało. Tylko same trupy. Nadszedł jednak czas, żeby deportować się do Riddle Manor. Poczuła zawirowanie, po czym znalazła się w salonie. Skierowała się do swojego pokoju, ignorując po drodze wszystko. Zrzuciła szatę śmierciożercy, założyła piżamę i położyła się spać. Była wykończona, ale szczęśliwa, że nareszcie miała jakąś rozrywkę. Przestała myśleć i zapadła w głęboki sen.
            Siedziała w ogromnej sali, a przed sobą widziała wiele ludzi ubranych na czarno. Nie wiedziała gdzie jest, ani co się tutaj dzieje. Po chwili usłyszała donośny głos.
-Otwieram proces Hermiony Riddle, uczennicy Hogwartu oskarżonej o pomaganie Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, oraz o morderstwo Ministra Magii.
Zmroziło ją. Czy podczas snu ktoś ją ogłuszył? I kiedy zabiła ministra? Chociaż to niemożliwe, żeby ktoś wdarł się do Riddle Manor bez zwrócenia jakiejkolwiek uwagi.
-Oskarżyciel, podsekretarz Korneliusz Knot. Czy przyznajesz się do popełnionego czynu? – zapytał wpatrując się w nią podle.
-Nie ma takiej opcji! – krzyknęła wściekle.
Po chwili usłyszała piskliwy, kobiecy głos. Od razu wiedziała do kogo on należy.
-Są na to dowody, choćby ostatnie zaklęcie rzucone z pani różdżki i ciało Rufusa Scrimgeoura – odrzekła Dolores Umbridge.
To nie było możliwe. Nawet nie zabiła tego mężczyzny, a nawet go na oczy nie widziała. Co ta różowa landryna sobie ubzdurała?
-Masz rację, Dolores – odrzekł po chwili Knot – Kto uważa że podejrzana jest winna? – spytał, odwracając się w stronę członków Wizengamotu.
Wszyscy podnieśli ręce w górę. Nikt nie chciał jej uniewinnić. To koniec. Wiedziała że skończy w Azkabanie.
-Hermiono Riddle, skazuje cię na dożywocie w Azkabanie – powiedział, uderzając młotkiem o biurko.
            Uderzyła o coś twardego. Rozejrzała się wokół siebie. Zorientowała się, że leży na podłodze własnego pokoju. No tak… Kolejny koszmar. Wstała, wzięła prysznic i ubrała się, po czym skierowała się do jadalni. Spotkała tam rodziców, jedzących śniadanie.
-Hej mamo, cześć tato – powiedziała rozespanym głosem.
-Jak się spało? – spytała Nicole.
-Gdyby nie te koszmary, to byłoby w porządku – odpowiedziała, biorąc gofry od skrzata domowego.
Kobieta się zaniepokoiła. Nigdy nie słyszała o koszmarach córki. Chciała z nią o tym porozmawiać, lub chociaż doradzić.
-Jakie koszmary? – zapytała z troską.
-Są coraz gorsze, zamordowanie ministra, aresztowanie, proces w ministerstwie, aż w końcu jestem w Azkabanie – odrzekła, a z jej oka poleciała samotna łza.
-Nigdy do tego nie dojdzie, będziemy cię chronić za wszelką cenę – powiedział Tom, patrząc na córkę.
            Po śniadaniu musiała już wracać do Hogwartu. Weszła do kominka, powiedziała „Gabinet Snape’a” i poczuła mocne zawirowanie, po czym poczuła lekki chłód. Znalazła się tam, gdzie chciała. Snape’a nie było. Pewnie są już lekcje. Ruszyła szybkim krokiem do pokoju wspólnego Slytherinu. Wypowiedziała hasło „Czarny Pan” i weszła do środka. Nagle ktoś się na nią rzucił. To była Aya.
-Nareszcie jesteś, myśleliśmy że coś ci się stało – powiedziała, nie puszczając przyjaciółki.
-Przecież mnie znacie – rzuciła krótko, śmiejąc się pod nosem.
-No tak, ale długo cię nie było – odpowiedziała Aya, w końcu wypuszczając przyjaciółkę z objęcia.
-Bo nocowałam w domu. Byłam zbyt zmęczona – odrzekła krótko – A tak z innej beczki, ale była jatka, co nie? – dodała, uśmiechając się szeroko.
Czarnowłosa nie dostrzegła, że przygląda jej się pewien blondyn, który cały czas o niej myśli. Nie wiedziała, o jego planach na sobotni pobyt w Hogsmeade. Ale cóż, to miała być niespodzianka.
-Ministerstwo już na pewno wie – rzuciła krótko.
-Tak, oni wiedzą wszystko, nie wiem jak – powiedziała, siadając na kanapie.
            Po kilku godzinach do pokoju wspólnego wszedł opiekun domu – Severus Snape. Wypytywał ją o atak. Ciekawe było, że sam tego nie wiedział, skoro był śmierciożercą i szpiegiem.
-Udało się. Oddział aurorów został unicestwiony – odpowiedziała dumnie.
Była szczęśliwa, że nic nie stało się jej przyjaciołom, ani rodzinie. Mimo tego nie mogła się doczekać świątecznego ataku na Hogsmeade. Jak powiedział Snape, wtedy w pubie pod Trzema Miotłami będzie jakieś spotkanie. Ma być angielski minister magii, polski, niemiecki i amerykański. A nawet sam Dumbledore. Do tego ministrowie będą mieli mocne obstawy. To doskonała okazja żeby zamordować ministra magii i Dumbledore’a. Oby wszystko poszło dobrze. Hermionie poprawiał humor jutrzejszy mecz quidditcha Slytherin vs Gryffindor. To dość nietypowe, że mecz odbywa się w tygodniu. Ale cóż…
            Następnego dnia Hermionę obudziło głośne pukanie do drzwi. Zerwała się z łózka zła jak osa i otworzyła drzwi z hukiem. Przed nimi stał ogromnie zdziwiony Draco Malfoy.
-JAK ŚMIESZ… A, to ty Draco. Przepraszam.
-Zaraz mecz. Musimy iść na boisko – powiedział cicho, nadal w szoku.
            Ruszyli więc na boisko. Po drodze spotkali Weasley’a, który im ubliżał. Niestety nie mogła nic zrobić, bo był obrońcą w tym zbiegowisku, bo drużyną ich nazwać nie można. A przez to byliby zdyskwalifikowani. Weszli do szatni i przebrali się w zbroje do quidditcha. Wylecieli na boisko i przygotowali się do gry. Pani Hooch zagwizdała, kafel poszedł w górę, znicz i tłuczki wypuszczone, a gra się zaczęła. Hermiona nie słuchała komentatora tylko skupiała się na grze.
-Przy kaflu Riddle, Newell, Riddle, Sky – mówił komentator – I STRZAŁ! Riddle trafia gola dla Slytherinu! – dodał.
            Po kilku godzinach mecz zakończył się wynikiem 270:90 dla Slytherinu, znicz złapany przez Draco. Gryfoni byli wściekli. Przyjaciele wracali już do pokoju wspólnego Slytherinu. Hermiona zacięcie dyskutowała z Draco. To był piękny mecz.
            Nastała sobota, dzień wypadu do Hogsmeade. Hermiona wstała wcześnie rano, chcąc wyglądać jak człowiek, a nie jak nastroszony kot. Wyszła z dormitorium w stronę łazienki prefektów na piątym piętrze (znała hasło, gdyż kiedyś była prefektem Gryffindoru). Wzięła długą, odprężającą kąpiel, nałożyła makijaż i wróciła szybko do dormitorium. Nie chciała by ktokolwiek widział ją biegającą po korytarzach Hogwartu w piżamie. Jednak gorsze było to, że wybieranie stroju zajęło jej godzinę. W końcu zdecydowała się na buntowniczy styl – czarna bluzka z krótkim rękawem i podarte jeansy, a na nogach glany. Zeszła do pokoju wspólnego i zastała tam Blaise’a i Draco, którzy rozmawiali o czymś. Kiedy usłyszeli kroki, umilkli i odwrócili się do tyłu. Malfoy uśmiechnął się do Hermiony unosząc brwi.
-No proszę, niezłe ciuszki – rzucił penetrując ją wzrokiem od stóp do głów. Podobał mu się jej wygląd. Włosy na bok, lekki makijaż i ten styl. To było coś, co go urzekło.
-Dzięki, która godzina? – spytała siadając obok przyjaciół.
Była szczęśliwa że jej wygląd spodobał się blondynowi. Na tym jej najbardziej zależało. Po chwili drzwi do pokoju wspólnego otworzyły się, a widok osoby która tam stała zarówno ich zdenerwował jak i zdziwił.
-Pożałujesz tego Malfoy. I ty Riddle też! – krzyknęła histerycznie postać.
-Zamknij się Parkinson. Wystarczy jedno słowo ode mnie do ojca a już będziesz martwa – odrzekła czarnowłosa wpatrując się w mopsicę.
Nie spodziewała się że ta suka tak szybko wyjdzie ze świętego Munga. Powinni ją trzymać przynajmniej rok. Może w końcu by się opanowała.
Mopsica kopnęła krzesło stojące przy stoliku i rzuciła się w stronę dormitorium. Przyjaciele zignorowali jej zachowanie i wrócili do rozmowy.
            Hogsmeade wyglądało pięknie. Szkoda jej było niszczyć wioskę w święta, no ale cóż… Pogoda także dopisywała, co cieszyło pannę Riddle i Malfoya, który jeszcze nie ujawnił jej niczego, co planuję w Hogsmeade. Była zainspirowana tą tajemniczością blondyna. Jednak obydwoje wiedzieli o misji od Czarnego Pana – mieli dowiedzieć się, w jakim pomieszczeniu może być spotkanie ministrów.
-Hermiono, może pójdziemy do nowej kawiarni? – zaproponował, wpatrując się w jej zielone jak Avada tęczówki.
Dziewczyna zgodziła się, po czym skierowali się w głąb wioski. Znaleźli się w części w której Hermiona nigdy nie była. Weszli do jakiegoś budynku w którym mieściła się kawiarnia. Usiedli przy stoliku w rogu, a po chwili podszedł kelner. Zanim zdążył otworzyć usta, Draco złożył zamówienie.
-Poproszę czarną kawę bez cukru i jedną z mlekiem i dwoma łyżeczkami.
-To będzie jeden galeon – odrzekł, wyciągając rękę.
Draco zapłacił i razem czekali na zamówienie. Po dwóch godzinach wyszli z kawiarni i skierowali się w stronę lasu. Hermiona była zaniepokojona, gdzie prowadzi ją Draco, jednak wiedziała że nigdy by jej nie skrzywdził.
            Stanęli na środku pięknej polany w środku lasu. Był tutaj staw, wysoka trawa, piękny dąb i oni sami. Blondyn chwycił ją za rękę i pociągnął pod drzewo. Po chwili zwrócił się do niej.
-Hermiono, nie mogę już tego ukrywać – powiedział tajemniczym tonem uśmiechając się lekko – Kocham Cię – dodał, po czym wpił się w usta czarnowłosej.
Dziewczyna uniosła brwi, jednak oddała pocałunek. Była bardzo szczęśliwa. Pragnęła tego już od wakacji, a teraz jej marzenie się spełniło. Blondyn odsunął swoje usta od jej warg i spojrzał w jej oczy.
-Draco, ja także cię kocham – odpowiedziała w końcu, uśmiechając się szeroko.
Po chwili w krzakach za nimi coś się ruszyło. Zanim zdążyli zareagować w ich stronę leciał zielony promień. Draco rzucił się na Hermionę i obydwoje upadli na mokrą ziemię. Pierwsza wstała Hermiona i wyciągnęła przed siebie różdżkę.
-Jest nas dwójka więc lepiej wyjdź – powiedziała stanowczo.
Z krzaków wyskoczyła zakapturzona postać i cisnęła w czarnowłosą Cruciatusem. Draco natychmiast zareagował. Wyciągnął różdżkę i wycelował w postać.
-Avada Kedavra! – krzyknął, a z jego różdżki wystrzelił zielony promień.
Mroczna Postać padła martwa na ziemię. Blondyn podbiegł do Hermiony i pomógł jej wstać. Potem oboje skierowali się w stronę trupa. Malfoy zdjął kaptur z jej głowy i odskoczył szybko.
-To Parkinson! To ONA próbowała nas zabić! – krzyknął wściekle, po czym kopnął jej ciało tak mocno, że poleciało dwa metry do przodu.
-Draco musimy coś zrobić. Przecież jak ją znajdą… - mówiła załamanym głosem.
-Zajmę się tym – odrzekł, po czym wycelował w ciało ślizgonki i mruknął formułę „Invisibicorpo”. Od razu ciało wyparowało.
            Wrócili do Hogsmeade, zajęli się misją od Czarnego Pana, aż w końcu nastała siedemnasta, więc musieli wrócić do zamku. Dowiedzieli się o której i gdzie będzie spotkanie ministrów z dyrektorem. Hermiona przekazała informację Snape’owi i poszła spać.
            Było zimno. Strasznie zimno. Była tak zmęczona że nie mogła otworzyć oczu, jednak w końcu się do tego zmusiła. Leżała na twardej posadzce i czuła jakby nigdy nie miała czuć się szczęśliwa. Dopiero teraz zorientowała się że jest w Azkabanie. Nagle drzwi do celi otworzyły się, a stanęła w nich Pansy.
-Dostałaś na co zasłużyłaś Riddle – powiedziała, uśmiechając się szyderczo – To ja cię wydałam ministerstwu. W św. Mungu – dodała po chwili.
-Przecież ty nie żyjesz, Parkinson! – krzyknęła w jej stronę.
Mopsica zaczęła się psychicznie śmiać, po czym upadła na posadzkę.
-Taak? A jakoś jestem tutaj! – odpowiedziała, nie móc opanować śmiechu.
Po kilku minutach udało jej się to i podniosła się z kamiennej podłogi. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała nią w pannę Riddle.
-Wiesz co Riddle? Nastał twój koniec – powiedziała przykrym tonem.
Hermiona nie wiedziała co się dzieję. Jakim cudem tutaj trafiła, przecież Parkinson nie żyje, Draco ją zabił.
-Avada Kedavra – powiedziała krótko Parkinson, a z jej różdżki wyleciał zielony promień, który ugodził czarnowłosą w pierś.
            Hermiona zerwała się z łóżka i upadła na podłogę. Rozejrzała się nieprzytomnie i zorientowała się, że jest w dormitorium dziewczyn. Odetchnęła z ulgą i poszła do łazienki wziąć prysznic. Nie wiedziała dlaczego cały czas ma te koszmary. Bała się ich, chociaż wiedziała, że to nie dzieje się naprawdę. A nawet ojciec ją zapewnił, że nie pozwoli jej skrzywdzić. Tak samo pewnie zrobi Draco. Nareszcie z nim była. Nie była pewna jego uczuć co do niej, ale teraz jest. Nadal rozmyślała o ostatnim koszmarze. Te koszmary nie mogą się spełnić, skoro Parkinson wczoraj zginęła na jej oczach. A ponoć ona doniosła ministrowi wszystko. Zresztą to tylko złe sny. Zaczęła myśleć o świątecznym ataku. To będzie świetny prezent na Boże Narodzenie dla Dumbledore’a. Jeśli to się uda, Czarny Pan może ustawić swoich ludzi na ministrów tych krajów, wtedy będzie miał nad nimi władzę. To będą drzwi do potęgi. Kto wie, może wtedy będzie mogła zarządzać jednym krajem, to by było super. Rozległo się pukanie do drzwi.
-Dłużej nie wytrzymam, wychodzisz już, czy mam użyć twojego łóżka zamiast toalety? – zapytała, nie móc już przytrzymać moczu.
-Jak śmiesz się do mnie tak zwracać? – krzyknęła wściekle. Jak ktokolwiek mógł do niej tak mówić, przecież ona jest córką Czarnego Pana.
-Hermiona, to ty? Przepraszam… - odrzekła nagle dziewczyna.
Czarnowłosa wytarła się, ubrała na sportowo i wyszła z łazienki. Pod drzwiami skurczona była Sarah, która od razu wbiegła do łazienki. Panna Riddle skierowała się do pokoju wspólnego, w którym zastała Severusa rozmawiającego z Draco, Blaisem i Ayą. Po chwili przeniósł wzrok na ślizgonkę.
-Ah, Hermiona. Czarny Pan pragnął, żebym ci coś przekazał – powiedział chłodno w jej stronę.
-Co takiego? – spytała, nie ukrywając zaciekawienia.
-Wiesz gdzie jest wejście do Komnaty Tajemnic, prawda? Czarny Pan potrzebuje jadu bazyliszka – odrzekł, dając do zrozumienia czarnowłosej, że musi udać się do tej całej komnaty.
Ślizgonka pokiwała twierdząco głową i udała się do łazienki Jęczącej Marty. Doskonale wiedziała gdzie to jest, bo była wtedy z tymi zdrajcami krwi. Otworzyła drzwi i podeszła do umywalki. Wysyczała coś w języku węży, a komnata została otwarta. Wskoczyła do rury i ześlizgnęła się w niej. Upadła na jakieś kości. Zignorowała to i ruszyła przed siebie. Otwarcie kolejnych drzwi było tak proste jak rzucenie klątwy Cruciatus. W końcu dotarła do serca komnaty, na której końcu była wyrzeźbiona ogromna twarz Salazara Slytherina, a przed nią leżał ogromny szkielet. Podbiegła tam bez żadnych przeszkód i zaczęła myśleć, skąd zdobyć ten jad. Zwykle jest w jakiś kłach i… No tak! Kieł bazyliszka! Wyrwała go ostrożnie, by nie przekuć sobie skóry. Schowała go do kieszeni i wróciła do łazienki Marty. Zamknęła komnatę i pobiegła do gabinetu Snape’a. Usłyszała chłodne „wejść”, więc otworzyła drzwi i podeszła do Mistrza Eliksirów. Wręczyła mu kieł, pytając po co Czarnemu Panu ten jad. Dowiedziała się, że Snape tworzy eliksir, który sprawia, że horkruksy są niezniszczalne. No tak, kolejny krok do nieśmiertelności.
            Był już środek grudnia, za tydzień miał odbyć się atak na Hogsmeade. Nawet profesor Schmitt nauczył ich wiele nowych klątw. McGonagall spisywała nazwiska osób, które zostają na święta w Hogwarcie. Oczywiście nie było na niej nazwisk Hermiony i jej przyjaciół. Eliksir dla Czarnego Pana był prawie gotowy. Ślizgoni udali się na stację Hogwart-Londyn i wsiedli do pociągu. Po kilku godzinach byli już na peronie 9 i ¾ . Podszedł do nich Lucjusz Malfoy i razem z nim pojechali do Riddle Manor. Tam Czarny Pan przywitał ich, a najmilej córkę. Poprosiła go o rozmowę. Zgodził się i poszli do jej pokoju.
-Tato… Ja i Draco… My zabiliśmy Parkinson – wyrzuciła z siebie, patrząc na ojca ze łzami w oczach.
Nienawidziła jej, ale nie chciała jej zabić. Nie naprawdę. Tom spojrzał na nią. Doskonale ją rozumiał. Przytulił ją.
-Hermiono, nie musiałaś tego robić, zwłaszcza pod okiem Dumbledore’a, gdyby to widział to by cię tu nie było – powiedział cicho – A zrobiłaś to z jakiegoś konkretnego powodu? – spytał, patrząc na córkę.
-Chciała nas zabić, na szczęście nie trafiła – odpowiedziała szczerze.
            Nastał dzień ataku. Przygotowania szły pełną parą, a śmierciożercy byli już gotowi do ataku. Byli pewni, że wkrótce unicestwią Dumbledore’a. W końcu nastał ten czas. Na sygnał Czarnego Pana wszyscy deportowali się nieopodal Hogsmeade. Na początku został zaatakowany pub „Pod Trzema Miotłami”. Wszystko płonęło, a z pubu wybiegło wiele aurorów. Kilku eskortowało ministrów do bezpiecznego miejsca, z którego można się teleportować. Śmierciożercy miotali klątwami w stronę ministrów. Trafili tylko jednego, jednak zdołał on uciec. Wioska płonęła. Hermiona zauważyła profesora Schmitta walczącego z McGonagall.
-Ty zdrajco! Albus ci zaufał, a ty jak się odpłacasz? – wrzeszczała wściekle na nauczyciela obrony przed czarną magią.
Czarnowłosa użyła klątwy, której nauczył ją Schmitt, czyli Shussziehenstark. Profesorka wyleciała w powietrze i dwa razy szybciej została przyciągnięta do ziemi. Nauczyciel odwrócił się, chcąc zobaczyć kto mu pomógł. Na jego nieszczęście postać ta miała maskę. Hermiona ruszyła dalej. Spostrzegła długie blond włosy wystająca spod maski. Od razu wiedziała że to Lucjusz Malfoy. Przegrywał z jednym z polskich aurorów. Wypowiedziała formułę Confringo, a ściana za aurorem wybuchła i zawaliła się na niego, ratując Malfoya Seniora. Jednak to był błąd, gdyż budynek zawalił się prawie na dziewczynę. W ostatniej chwili odskoczyła. Wioska coraz bardziej płonęła. Nigdzie nie mogła znaleźć Pottera. Najwyraźniej dyrektor boi się, że ktoś go złapie i przetransportuje do Czarnego Pana. Hermiona z chęcią by to zrobiła gdyby miała okazję.
Wszyscy walczyliby dalej, jednak zaczęło pojawiać się coraz więcej aurorów, a nawet magiczne wojsko angielskie. Śmierciożercy zaczęli biec w stronę lasu, żeby móc się deportować. Hermiona jeszcze nie opanowała teleportacji, więc biegła i biegła przed siebie. Po chwili poczuła ucisk na ręce i mocne zawirowanie. Upadła na trawę i zdjęła maskę. Nagle ktoś poderwał ją do góry i poczuła jak ktoś ją namiętnie całuję.
-Cieszę się że nic ci nie jest – powiedział Draco, uśmiechając się do dziewczyny.
-Ja także. Ale musieli mieć zdziwienie, co? – zapytała, śmiejąc się lekko.
Była szczęśliwa na widok blondyna. Kochała go, a on kochał ją. Ucieszył ją też udany atak, jednak nie udało się zabić żadnego z ministrów, ani Dumbledore’a.

            Po długiej rozmowie z Malfoyem, poszli do jej sypialni, zamknęli drzwi na klucz i spędzili razem cudowną noc. To był jej pierwszy raz, który był niesamowity. Usnęli razem w swoich objęciach.