wtorek, 28 czerwca 2016

Rozdział 2

Hej! Przed chwilą skończyłem pisać kolejny rozdział, więc od razu wrzucam go na bloga. Jak widzicie, trochę wspomnień :) Miłego czytania :3
***
            Voldemort spojrzał na Severusa i podszedł do niego spokojnie, po czym spojrzał w jego pełne zdziwienia oczy.
-Severusie, Hermiona jest moją córką – odpowiedział na jego pytanie za czarnowłosą.
-Niemożliwe, jej rodzicami byli mugole, ona jest przecież w Gryffindorze, a nie w Slytherinie – powiedział z opanowaniem.
-To nie byli jej rodzice. Tym ludziom Alice powierzyła opiekę nad Hermioną, lecz oni ją bili i poniżali na każdym kroku. Ona ich nienawidzi – odrzekł patrząc na córkę.
Mistrz Eliksirów już połączył fakty i zgodził się z Tomem. Wyjawił mu także wiele cennych informacji o Zakonie. Czyli jednak szpiegował Dumbledore’a, a nie Voldemorta. Po chwili Tom zaprowadził córkę do jej własnego pokoju. Był on cudowny! Dużo większy niż mały pokoik w domu Grangerów. Był on w kolorach Slytherinu i czerni. Przed drzwiami stało ogromne łóżko z baldachimem, a po lewej stronie od drzwi była czarna kanapa i wbudowana w ścianę półka z książkami. Obok stała wielka czarna szafa z lustrem, a w środku niej mnóstwo ubrań, które przypadły Hermionie do gustu. Wiedziała, że zaczyna całkiem nowe życie z jej prawdziwą rodziną.
-I jak się podoba? – spytał Tom, uśmiechając się.
-Jest świetnie! – krzyknęła, po czym położyła się na miękkim, ciepłym łóżku, prawdopodobnie ogrzewanym – A z ciekawości zapytam, gdzie jesteśmy? To nasz dom? – spytała z ogromnym uśmiechem.
-Tak, to nasz dom. Jesteśmy za Londynem – odpowiedział, ciesząc się ze szczęścia córki.
-Żałuję, że jestem wśród tych zdrajców krwi w Gryffindorze – powiedziała krótko
-Zawsze możesz rzucić Imperio na tiarę – odrzekł Tom, po czym obydwoje zaczęli się śmiać.
            Rozmawiali tak kilka godzin, a wydawało im się, jakby rozmawiali tylko piętnaście minut. Czas szybko mija w gronie rodziny. Nastał już pierwsza w nocy, więc Hermiona postanowiła iść spać, gdyż następnego dnia chciała zwiedzić cały swój nowy dom.
            Był letni wieczór. Dwunastoletnia dziewczynka o czarnych włosach zeszła na dół, pragnąc coś zjeść. Była strasznie chuda, a to przez jej rodziców, którzy ją głodzili i bili. Nie cierpiała ich. Nie mogła się pogodzić, że te potwory, bo ludźmi ich nie można nazwać, są jej rodzicami. No ale cóż… Znalazła się już w kuchni, więc skierowała się w stronę lodówki. Otworzyła ją, a w środku zobaczyła dzisiejszy obiad, którego nie dostała. Wzięła się do jedzenia. Zabrała sztućce, talerz, po czym usiadła przy stole. Do kuchni weszła jej przybrana matka.
-Co ty tu robisz!? Kto ci pozwolił to wziąć?! – krzyczała z wściekłą miną.
-Mamo,  ja byłam głodna… - tłumaczyła się dziewczynka.
Kobieta podeszła do niej, a jej ręka poszła w ruch. Czarnowłosa leżała na podłodze płacząc i trzymając się za policzek. Jednak to nie był koniec. Czterdziestolatka chwyciła ją za kark i rzuciła w stronę schodów. Na głowie dziewczynki widniało teraz przecięcie, z którego lała się krew. Matka ponownie chwyciła adoptowaną córkę i zaciągnęła ją do jej pokoju, po czym zamknęła go na klucz.
-I masz nie wychodzić! Jutro nie ma śniadania za karę! – krzyknęła wściekłym tonem.
Hermiona nie mogła spać już tej nocy. Cierpiała. Pragnęła się stąd wyrwać. Nie chciała już mieszkać ze swoimi rodzicami tyranami.
            Szesnastolatka poderwała się z łóżka ze łzami w oczach. Niechętnie wstała, po czym skierowała się do swojej łazienki, w celu wzięcia prysznica. Nie mogła uwierzyć, że wspomnienie sprzed kilku lat powróciło w formie koszmaru. To było jej najgorsze przeżycie, kiedy mieszkała ze swoimi przybranymi rodzicami. Wyszła spod strumienia wody w prysznicu, wytarła się w ręcznik, nałożyła makijaż, ubrała się i zeszła do jadalni na śniadanie. Zobaczyła tam swoją mamę, która jadła naleśniki z dżemem truskawkowym, polane miodem. Gdy usiadła, trzydziestoletnia kobieta machnęła różdżką, a przed dziewczyną pojawiła się porcja naleśników.
            Po śniadaniu, postanowiła wyjść do ogrodów. Były one ogromne! Pod wielkim dębem na świeżo skoszonej trawie siedzieli, oparci o drzewo Draco Malfoy, Blaise Zabini i jakaś blondynka. Podeszła do nich i przyjaźnie się przywitała.
-Granger? Co ty tu robisz? – spytał Draco z miną, jakby zobaczył Weasley’a z różowymi włosami.
-Nie Granger, tylko Riddle – odpowiedziała, dając nacisk na jej obecne nazwisko.
Ten spojrzał na nią z jeszcze większym zdziwieniem, po czym przeniósł wzrok na blondynkę, która siedziała obok niego.
-Draco, to córka Czarnego Pana – powiedziała, uśmiechając się do dziewczyny, która wpatrywała się w nastolatków – Aya Malfoy – przedstawiła się, podając rękę czarnowłosej.
-Hermiona Riddle. Milo poznać – odrzekła, posyłając jej promienny uśmiech, również podając rękę.
Nie spodziewała się, że Malfoy ma siostrę. Ale jednak ma. To dlaczego nie widziała jej nigdy w Hogwarcie? Mimo co, blondynka wydawała się na miłą, przyjazną dziewczynę.
-Aya, dlaczego nigdy cię nie widziałam w Hogwarcie? – spytała nie móc już powstrzymać ciekawości.
-Miałam nauczanie domowe – odpowiedziała szybko – Ale w tym roku idę już do Hogwartu – dodała.
Hermiona była szczęśliwa z powodu poznania nowych przyjaciół. Byli oni lepsi niż ci zdrajcy krwi. Weasley’a nienawidziła za to, co zrobił jej pod koniec roku. Nadal to pamięta…
            Był ostatni dzień piątego roku nauki w Hogwarcie. Kilka dni temu czarnowłosa miała szesnaste urodziny. Cieszyła się z tego powodu, lecz zasmucał ją koniec roku szkolnego, gdyż musiała wracać do tych potworów, którzy podają się za jej rodziców. Spacerowała po błoniach, ale jej głównym celem był odpoczynek przy jeziorze. Chciała poczytać w spokoju książkę, lecz nie zdążyła tam dotrzeć, gdyż trafił w nią pomarańczowy promień jakiegoś zaklęcia. Upadła na ziemię, a kiedy próbowała się podnieść, zobaczyła Rona Weasley’a z wyciągniętą przed siebie różdżką.
-Czy ty jesteś głupi?! Mogłeś mnie zabić! – krzyknęła, wściekła z powodu jego głupoty.
-Celowałem w kogoś innego! – odpowiedział głośno.
Czarnowłosa jeszcze bardziej się wściekła. Nikogo nie było na błoniach oprócz niej i rudowłosego. Chciała użyć na nim pewnej klątwy, o której istnieniu dowiedziała się wczoraj czytając jakąś starą książkę.
-Czy ty myślisz że jestem głupia? Nikogo innego tu nie ma! – krzyknęła, po czym wstała i podeszła do rudowłosego, wyciągając różdżkę.
-Intersectio – wypowiedziała formułę i machnęła różdżką.
Na brzuchu gryfona pojawiło się rozcięcie, z którego po chwili wypłynął mocny krwotok, który po chwili sprawił, że zielona trawa stała się czerwona pod chłopakiem, który upadł na ziemię i zemdlał.
-Obliviate – wypowiedziała kolejne zaklęcie w stronę rudego, po czym skierowała się w stronę zamku, trzymając się za głęboką ranę, stworzoną przez promień zaklęcia, którego użył nastolatek.
            Z jej myśli wyrwał ją głos jej nowej przyjaciółki – Ayi, która coś do niej mówiła, lecz w ogóle tego nie zrozumiała.
-Co? Możesz powtórzyć? – spytała rozkojarzona.
-Eh… Pytałam, co sądzisz o Dumbledorze… – powtórzyła z lekkim uśmiechem.
Czarnowłosa musiała się zastanowić. Nienawidziła starego dyrektora. Nie wiedziała dlaczego, ale nienawidziła go. Gdy ktokolwiek o nim wspomniał, w jej głowie rodziła się chęć mordu.
-Nie cierpię go – powiedziała bez emocji – Naprawdę, dziękowałabym tego, kto zabił by tego starca – dodała śmiejąc się głośno.
Zorientowali się, że jest już dwudziesta druga, czyli za dwie godziny miała mieć naznaczenie. Chciała się więc do tego przygotować, więc poszła do swojej sypialni, by wziąć szybki prysznic, a następnie poprawić makijaż. Miała już wychodzić z pokoju, więc otworzyła je, a za nimi zastała Snape’a.
-Hermiona. Czarny Pan czeka – rzucił krótko.
-A od kiedy pan do mnie po imieniu mówi? – zaśmiała się pod nosem.
-Pomyślmy… Może odtąd, od kiedy jesteś moją siostrzenicą – odpowiedział z urażoną miną – A zresztą… Pogadamy później, nie pozwólmy czekać twojemu ojcu zbyt długo – dodał, kończąc rozmowę.
            Była północ. Czarnowłosa dziewczyna stała w ciemnym pomieszczeniu, pełnym śmierciożerców. Na środku stał Czarny Pan, który już na nią czekał. Bała się, lecz nie mogła dać po sobie tego poznać. Wiedziała jedynie od Severusa, że będzie musiała przejść jakiś test. Więcej nie mógł powiedzieć. Obawiała się tego testu, gdyż nie wie, czy będzie w stanie go wykonać. Ale przecież jest jego córką, co pewnie da jej jakieś przywileje, czy coś w tym stylu.
-Witajcie! Dzisiaj naznaczona zostanie moja córka Hermiona. Oczekuję od was, że będziecie traktować ją tak samo jak mnie – powiedział, po czym podszedł do córki.
-Zanim jednak otrzymasz znak, musisz zabić tych dwoje mugoli – dodał, kiedy do środka wszedł Yaxley z dwójką ludzi.
Byli to jej rodzice. Uśmiechnęła się szyderczo, po czym podeszła do nich. W głowie miała tylko jedno słowo – zemsta. Pragnęła jej, odkąd zaczęli ją bić, wygładzać i poniżać. Jednak wiedziała, że będzie miała wyrzuty sumienia. Ale to nie zmieniało, że oni sprawili by cierpiała.
-No i co? Dumni jesteście z siebie? To przez was cierpiałam. To wasza wina, że tutaj teraz jesteście! – krzyknęła, chcąc sprawić by mieli wyrzuty sumienia przed śmiercią.
Milczeli. Nie wiedzieli co powiedzieć. Pewnie się bali tego, co za chwilę nastąpi.
-Crucio! – krzyknęła formułę zaklęcia torturującego.
Kobieta zaczęła krzyczeć. Czuła, jakby płonęła. Ból przeszywał ją od stóp do głów, wyginała się we wszystkie strony. Nie myślała o niczym. Po chwili jej przybrana córka przerwała zaklęcie, po czym rzuciła je na Jonatana Grangera. Czuł to samo co żona. Po wielkich męczarniach dziewczyna przestała miotać w nich klątwami.
-Jean, pożegnaj się z życiem. Avada Kedavra! – wykrzyknęła głośno. Czarna magia zawładnęła nią, a brązowowłosa leżała martwa. To już dla niej koniec.
-Twoja kolej, Jonatanie – powiedziała celując w mężczyznę, po czym z jej różdżki wystrzelił zielony promień.

Voldemort podszedł do niej, nakazując jej wyciągnąć lewą rękę przed siebie. Przyłożył różdżkę do jej przedramienia mrucząc jakąś formułę. Po chwili poczuła ogromne pieczenie, lecz nie krzyczała. Na jej lewym przedramieniu widniał podobny znak do zwykłego. Był taki sam, jak u innych śmierciożerców, tylko że na czaszce widniała korona. Czyżby to był symbol, który wyróżnia ją wśród śmierciożerców? No ale cóż. Teraz była prawowitą śmierciożerczynią.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Rozdział 1

Hej :) Nareszcie światło dzienne ujrzał pierwszy rozdział Hermiony Riddle. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Nowy rozdział prawdopodobnie pojawi się jutro, albo za dwa dni, zależy kiedy skończę go pisać ;) Miłego czytania :3
***
           Był lipiec. Szesnastoletnia gryfonka leżała na łóżku w swoim pokoju czytając książkę ze swojej półki. Usłyszała krzyk mamy z dołu.
-Hermiona, złaź na dół i skoś trawnik! – krzyknęła wrednie.
Czarnowłosa nienawidziła swoich rodziców. W ogóle jej nie szanowali odkąd wróciła z pierwszego roku szkoły. Bili ją i byli dla niej podli i chamscy. Pragnęła w końcu się wyrwać z tego życia. To niemożliwe, że tacy ludzie, a na dodatek mugole są jej rodzicami.
-Głucha jesteś gówniaro? Kazałam ci skosić trawnik! – krzyknęła jeszcze głośniej.
-Już idę, nie musisz się drzeć! – odpowiedziała głośno rozdrażniona, po czym wyszła do ogródka skosić trawę.
Nagle kosiarka przestała działać, więc próbowała ją naprawić. Niestety bezskutecznie. Kiedy jej ojciec zobaczył zniszczoną kosiarkę i połowę trawnika nie skoszoną, wściekł się. Rzucił w nią nożyczkami i kazał strzyc trawę.
            Kiedy skończyła, a minęło kilka godzin, postanowiła pójść do pobliskiego parku. Nareszcie mogła wyrwać się od rodziców tyranów. Park znajdował się niedaleko, więc szybko tam dotarła. Na jej ulubionej ławce siedziała czwórka dzieci z lizakami. Zdenerwowała się, gdyż dzieciarnia zajęła jej miejsce.
-Wynoście się, albo wasze lizaki wylądują na ziemi! – krzyknęła zdenerwowana.
Przerażone dzieci rozpłakały się i wybiegły z parku, a jakaś rudowłosa kobieta spojrzała na nią z wyrzutem. Hermiona rzuciła jej podłe spojrzenie, a ona postanowiła, że lepiej nie wkraczać jej w drogę i także opuściła park. Kiedy została już całkiem sama, otworzyła książkę i zaczęła czytać.
            Po kilku minutach zauważyła, że do parku wchodzi jakiś przystojny, czarnowłosy mężczyzna o zielonych oczach. Na oko wyglądał na ponad trzydzieści lat. Normalnie by go zignorowała, gdyby nie to, że usiadł obok niej. Spojrzała na niego pytająco, a on uśmiechnął się do niej, po czym ją przytulił.
-Hermiona, nareszcie cię znalazłem – powiedział, a po jej ciele rozeszło się przyjemne ciepło.
-Kim pan… Tom?! Tom Riddle?! – spytała nie ukrywając zdziwienia, wpatrując się w mężczyznę – I dlaczego się do mnie przytulasz? – dodała pytająco.
-Dlaczego? Otóż jestem twoim ojcem – odpowiedział, puszczając ją ze swoich objęć.
Czarnowłosa spojrzała na niego z lekkim przerażeniem po czym zaczęła analizować wszystkie fakty po kolei. Jest czarownicą, a jej rodzice mugolami, nie jest w ogóle podobna do rodziców, a do Toma tak. Wreszcie postanowiła nawiązać rozmowę ze swoim biologicznym ojcem.
-To może być prawda… Mógłbyś mi to udowodnić? – zapytała błagalnym tonem.
-Dobrze. Znasz mowę węży, prawda? – spytał, wiedząc, że to może być wystarczający dowód.
-Tak, znam. Umiem się z nimi rozmawiać odkąd miałam cztery lata. Tylko one mnie rozumiały – odrzekła, zamyślając się o dawnych czasach.
-Widzisz Hermiono, tylko potomek Slytherina zna mowę węży – powiedział uśmiechając się miło w jej stronę.
Niespodziewanie Voldemort chwycił ją za rękę, po czym deportowali się gdzieś. Dziewczyna prawie zwymiotowała, jeszcze nigdy się nie teleportowała. Razem z ojcem znaleźli się w dużym, przytulnym salonie w kolorach Slytherinu. Przed kominkiem była ciemnozielona kanapa, na której siedziała czarnowłosa kobieta. Kiedy usłyszała dźwięk teleportacji, spojrzała do tyłu.
-Tom, wróciłeś! – powiedziała radośnie, po czym przytuliła męża – Chwila… Czy to Hermiona? – spytała zakrywając sobie usta ciesząc się niezmiernie.
-Tak, Nicole. Znalazłem ją – odpowiedział, po czym pogładził żonę po policzku.
Kobieta podeszła do córki i przytuliła ją tak mocno, że gałki oczne prawie wyleciały jej na zewnątrz. Kiedy ją puściła, uśmiechnęła się do niej, a jej twarz wyrażała ogromne szczęście.
-Hermiono, nareszcie jesteś córeczko! – powiedziała do niej, nie przestając się uśmiechać.
-Też się cieszę, że cię widzę, mamo – odpowiedziała, wpatrując się w jej niebieskie jak niebo oczy.
Cieszyła się, że jej rodzicami nie byli ci nieczuli mugole, którzy wiecznie ją bili i nie szanowali. Nareszcie mogła żyć spokojnie z wiedzą, że jej prawdziwi rodzice będą ją kochać i traktować tak, jak każdy rodzic powinien traktować swoje dziecko. Jej rozmyślanie przerwało skrzypienie drzwi, w których stanął nie kto inny jak Severus Snape – nauczyciel eliksirów w Hogwarcie.

-Granger? Co ty tu robisz?

niedziela, 26 czerwca 2016

Prolog

Hej wszystkim! Zaprezentuję wam prolog do mojego fanfiction Dramione - Hermiona Riddle: Czarna Pani. Jak oczywiście mówi tytuł, Hermiona jest córką Czarnego Pana :3 Mam nadzieję, że fabuła się wam spodoba ;)
***
            Był środek nocy. Przed posiadłością trwała bitwa z siłami dobra i zła. W środku, w jednej z sypialni stała kobieta z mężczyzną. Był przystojnym posiadaczem zielonych tęczówek i czarnych włosów o szczupłej sylwetce. Miał on na sobie eleganckie ubranie, a kobieta miała niebieskie oczy i również czarne włosy, a na sobie miała krótką, czarną sukienkę. Obydwoje patrzyli się na kołyskę z małym, niewinnym dzieckiem.
-Oni o niej nie wiedzą. Możemy z nią uciec – powiedział miłym tonem.
-Tak, ale wtedy możemy zginąć. Nie możemy ryzykować, niech zrobi to Alice, ona ukryje ją w bezpiecznym miejscu – odpowiedziała kobieta ze strachem na twarzy.
Nie minęła nawet chwila, a do pokoju wpadła wezwana przez czarnowłosego, szczupła kobieta o brązowych włosach spiętych w kok. Podeszła do nich i spojrzała w oczy mężczyźnie.
-Co się stało, panie? – zapytała od czasu do czasu wyglądając przez okno.
-Zabierz ją. Ukryj w bezpiecznym miejscu – odrzekł, podając jej ostrożnie dziecko.
Kobieta pokiwała twierdząco głową, po czym wybiegła tylnym wejściem w stronę lasu. Nie chciała zawieść Toma i Nicole.
            Po godzinie dotarła na londyńską uliczkę, przy której stało kilka domów. Usiadła na ławce przed jednym z nich, gdyż musiała odsapnąć. Po chwili usłyszała jakieś krzyki.
-Jak ją znajdziecie, macie ją zabić!
Przerażona podbiegła do drzwi i położyła ostrożnie dziewczynkę na wycieraczce, zadzwoniła dzwonkiem i zaczęła uciekać. Po chwili drzwi otworzyły się i stanęła w nich jakaś brązowowłosa kobieta. Kiedy podniosła dziecko, usłyszała głośny, męski krzyk nieopodal.
-Avada Kedavra!
Kobieta natychmiast wróciła do środka, postanawiając, że wychowa dziewczynkę razem z mężem, a tymczasem Alice padła na ziemię, trafiona zaklęciem niewybaczalnym przez Alastora Moody’ego.
***
No, to tyle. Niedługo pojawi się pierwszy rozdział ;)