***
Voldemort
spojrzał na Severusa i podszedł do niego spokojnie, po czym spojrzał w jego
pełne zdziwienia oczy.
-Severusie, Hermiona jest moją córką – odpowiedział na jego
pytanie za czarnowłosą.
-Niemożliwe, jej rodzicami byli mugole, ona jest przecież w
Gryffindorze, a nie w Slytherinie – powiedział z opanowaniem.
-To nie byli jej rodzice. Tym ludziom Alice powierzyła opiekę
nad Hermioną, lecz oni ją bili i poniżali na każdym kroku. Ona ich nienawidzi –
odrzekł patrząc na córkę.
Mistrz Eliksirów już połączył fakty i zgodził się z Tomem.
Wyjawił mu także wiele cennych informacji o Zakonie. Czyli jednak szpiegował
Dumbledore’a, a nie Voldemorta. Po chwili Tom zaprowadził córkę do jej własnego
pokoju. Był on cudowny! Dużo większy niż mały pokoik w domu Grangerów. Był on w
kolorach Slytherinu i czerni. Przed drzwiami stało ogromne łóżko z baldachimem,
a po lewej stronie od drzwi była czarna kanapa i wbudowana w ścianę półka z
książkami. Obok stała wielka czarna szafa z lustrem, a w środku niej mnóstwo
ubrań, które przypadły Hermionie do gustu. Wiedziała, że zaczyna całkiem nowe
życie z jej prawdziwą rodziną.
-I jak się podoba? – spytał Tom, uśmiechając się.
-Jest świetnie! – krzyknęła, po czym położyła się na miękkim,
ciepłym łóżku, prawdopodobnie ogrzewanym – A z ciekawości zapytam, gdzie
jesteśmy? To nasz dom? – spytała z ogromnym uśmiechem.
-Tak, to nasz dom. Jesteśmy za Londynem – odpowiedział,
ciesząc się ze szczęścia córki.
-Żałuję, że jestem wśród tych zdrajców krwi w Gryffindorze –
powiedziała krótko
-Zawsze możesz rzucić Imperio na tiarę – odrzekł Tom, po czym
obydwoje zaczęli się śmiać.
Rozmawiali
tak kilka godzin, a wydawało im się, jakby rozmawiali tylko piętnaście minut.
Czas szybko mija w gronie rodziny. Nastał już pierwsza w nocy, więc Hermiona
postanowiła iść spać, gdyż następnego dnia chciała zwiedzić cały swój nowy dom.
Był letni
wieczór. Dwunastoletnia dziewczynka o czarnych włosach zeszła na dół, pragnąc
coś zjeść. Była strasznie chuda, a to przez jej rodziców, którzy ją głodzili i
bili. Nie cierpiała ich. Nie mogła się pogodzić, że te potwory, bo ludźmi ich
nie można nazwać, są jej rodzicami. No ale cóż… Znalazła się już w kuchni, więc
skierowała się w stronę lodówki. Otworzyła ją, a w środku zobaczyła dzisiejszy
obiad, którego nie dostała. Wzięła się do jedzenia. Zabrała sztućce, talerz, po
czym usiadła przy stole. Do kuchni weszła jej przybrana matka.
-Co ty tu robisz!? Kto ci pozwolił to wziąć?! – krzyczała z
wściekłą miną.
-Mamo, ja byłam
głodna… - tłumaczyła się dziewczynka.
Kobieta podeszła do niej, a jej ręka poszła w ruch.
Czarnowłosa leżała na podłodze płacząc i trzymając się za policzek. Jednak to
nie był koniec. Czterdziestolatka chwyciła ją za kark i rzuciła w stronę
schodów. Na głowie dziewczynki widniało teraz przecięcie, z którego lała się
krew. Matka ponownie chwyciła adoptowaną córkę i zaciągnęła ją do jej pokoju,
po czym zamknęła go na klucz.
-I masz nie wychodzić! Jutro nie ma śniadania za karę! –
krzyknęła wściekłym tonem.
Hermiona nie mogła spać już tej nocy. Cierpiała. Pragnęła się
stąd wyrwać. Nie chciała już mieszkać ze swoimi rodzicami tyranami.
Szesnastolatka
poderwała się z łóżka ze łzami w oczach. Niechętnie wstała, po czym skierowała
się do swojej łazienki, w celu wzięcia prysznica. Nie mogła uwierzyć, że
wspomnienie sprzed kilku lat powróciło w formie koszmaru. To było jej najgorsze
przeżycie, kiedy mieszkała ze swoimi przybranymi rodzicami. Wyszła spod
strumienia wody w prysznicu, wytarła się w ręcznik, nałożyła makijaż, ubrała
się i zeszła do jadalni na śniadanie. Zobaczyła tam swoją mamę, która jadła
naleśniki z dżemem truskawkowym, polane miodem. Gdy usiadła, trzydziestoletnia
kobieta machnęła różdżką, a przed dziewczyną pojawiła się porcja naleśników.
Po
śniadaniu, postanowiła wyjść do ogrodów. Były one ogromne! Pod wielkim dębem na
świeżo skoszonej trawie siedzieli, oparci o drzewo Draco Malfoy, Blaise Zabini
i jakaś blondynka. Podeszła do nich i przyjaźnie się przywitała.
-Granger? Co ty tu robisz? – spytał Draco z miną, jakby
zobaczył Weasley’a z różowymi włosami.
-Nie Granger, tylko Riddle – odpowiedziała, dając nacisk na
jej obecne nazwisko.
Ten spojrzał na nią z jeszcze większym zdziwieniem, po czym
przeniósł wzrok na blondynkę, która siedziała obok niego.
-Draco, to córka Czarnego Pana – powiedziała, uśmiechając się
do dziewczyny, która wpatrywała się w nastolatków – Aya Malfoy – przedstawiła
się, podając rękę czarnowłosej.
-Hermiona Riddle. Milo poznać – odrzekła, posyłając jej
promienny uśmiech, również podając rękę.
Nie spodziewała się, że Malfoy ma siostrę. Ale jednak ma. To
dlaczego nie widziała jej nigdy w Hogwarcie? Mimo co, blondynka wydawała się na
miłą, przyjazną dziewczynę.
-Aya, dlaczego nigdy cię nie widziałam w Hogwarcie? – spytała
nie móc już powstrzymać ciekawości.
-Miałam nauczanie domowe – odpowiedziała szybko – Ale w tym
roku idę już do Hogwartu – dodała.
Hermiona była szczęśliwa z powodu poznania nowych przyjaciół.
Byli oni lepsi niż ci zdrajcy krwi. Weasley’a nienawidziła za to, co zrobił jej
pod koniec roku. Nadal to pamięta…
Był ostatni
dzień piątego roku nauki w Hogwarcie. Kilka dni temu czarnowłosa miała
szesnaste urodziny. Cieszyła się z tego powodu, lecz zasmucał ją koniec roku
szkolnego, gdyż musiała wracać do tych potworów, którzy podają się za jej rodziców.
Spacerowała po błoniach, ale jej głównym celem był odpoczynek przy jeziorze.
Chciała poczytać w spokoju książkę, lecz nie zdążyła tam dotrzeć, gdyż trafił w
nią pomarańczowy promień jakiegoś zaklęcia. Upadła na ziemię, a kiedy próbowała
się podnieść, zobaczyła Rona Weasley’a z wyciągniętą przed siebie różdżką.
-Czy ty jesteś głupi?! Mogłeś mnie zabić! – krzyknęła,
wściekła z powodu jego głupoty.
-Celowałem w kogoś innego! – odpowiedział głośno.
Czarnowłosa jeszcze bardziej się wściekła. Nikogo nie było na
błoniach oprócz niej i rudowłosego. Chciała użyć na nim pewnej klątwy, o której
istnieniu dowiedziała się wczoraj czytając jakąś starą książkę.
-Czy ty myślisz że jestem głupia? Nikogo innego tu nie ma! –
krzyknęła, po czym wstała i podeszła do rudowłosego, wyciągając różdżkę.
-Intersectio – wypowiedziała
formułę i machnęła różdżką.
Na brzuchu gryfona pojawiło się rozcięcie, z którego po
chwili wypłynął mocny krwotok, który po chwili sprawił, że zielona trawa stała
się czerwona pod chłopakiem, który upadł na ziemię i zemdlał.
-Obliviate – wypowiedziała kolejne zaklęcie w stronę rudego,
po czym skierowała się w stronę zamku, trzymając się za głęboką ranę, stworzoną
przez promień zaklęcia, którego użył nastolatek.
Z jej myśli
wyrwał ją głos jej nowej przyjaciółki – Ayi, która coś do niej mówiła, lecz w
ogóle tego nie zrozumiała.
-Co? Możesz powtórzyć? – spytała rozkojarzona.
-Eh… Pytałam, co sądzisz o Dumbledorze… – powtórzyła z lekkim
uśmiechem.
Czarnowłosa musiała się zastanowić. Nienawidziła starego
dyrektora. Nie wiedziała dlaczego, ale nienawidziła go. Gdy ktokolwiek o nim
wspomniał, w jej głowie rodziła się chęć mordu.
-Nie cierpię go – powiedziała bez emocji – Naprawdę, dziękowałabym
tego, kto zabił by tego starca – dodała śmiejąc się głośno.
Zorientowali się, że jest już dwudziesta druga, czyli za dwie
godziny miała mieć naznaczenie. Chciała się więc do tego przygotować, więc
poszła do swojej sypialni, by wziąć szybki prysznic, a następnie poprawić
makijaż. Miała już wychodzić z pokoju, więc otworzyła je, a za nimi zastała
Snape’a.
-Hermiona. Czarny Pan czeka – rzucił krótko.
-A od kiedy pan do mnie po imieniu mówi? – zaśmiała się pod
nosem.
-Pomyślmy… Może odtąd, od kiedy jesteś moją siostrzenicą –
odpowiedział z urażoną miną – A zresztą… Pogadamy później, nie pozwólmy czekać
twojemu ojcu zbyt długo – dodał, kończąc rozmowę.
Była północ.
Czarnowłosa dziewczyna stała w ciemnym pomieszczeniu, pełnym śmierciożerców. Na
środku stał Czarny Pan, który już na nią czekał. Bała się, lecz nie mogła dać
po sobie tego poznać. Wiedziała jedynie od Severusa, że będzie musiała przejść
jakiś test. Więcej nie mógł powiedzieć. Obawiała się tego testu, gdyż nie wie,
czy będzie w stanie go wykonać. Ale przecież jest jego córką, co pewnie da jej
jakieś przywileje, czy coś w tym stylu.
-Witajcie! Dzisiaj naznaczona zostanie moja córka Hermiona.
Oczekuję od was, że będziecie traktować ją tak samo jak mnie – powiedział, po
czym podszedł do córki.
-Zanim jednak otrzymasz znak, musisz zabić tych dwoje mugoli –
dodał, kiedy do środka wszedł Yaxley z dwójką ludzi.
Byli to jej rodzice. Uśmiechnęła się szyderczo, po czym
podeszła do nich. W głowie miała tylko jedno słowo – zemsta. Pragnęła jej,
odkąd zaczęli ją bić, wygładzać i poniżać. Jednak wiedziała, że będzie miała
wyrzuty sumienia. Ale to nie zmieniało, że oni sprawili by cierpiała.
-No i co? Dumni jesteście z siebie? To przez was cierpiałam.
To wasza wina, że tutaj teraz jesteście! – krzyknęła, chcąc sprawić by mieli
wyrzuty sumienia przed śmiercią.
Milczeli. Nie wiedzieli co powiedzieć. Pewnie się bali tego,
co za chwilę nastąpi.
-Crucio! – krzyknęła formułę zaklęcia torturującego.
Kobieta zaczęła krzyczeć. Czuła, jakby płonęła. Ból
przeszywał ją od stóp do głów, wyginała się we wszystkie strony. Nie myślała o
niczym. Po chwili jej przybrana córka przerwała zaklęcie, po czym rzuciła je na
Jonatana Grangera. Czuł to samo co żona. Po wielkich męczarniach dziewczyna
przestała miotać w nich klątwami.
-Jean, pożegnaj się z życiem. Avada Kedavra! – wykrzyknęła głośno.
Czarna magia zawładnęła nią, a brązowowłosa leżała martwa. To już dla niej
koniec.
-Twoja kolej, Jonatanie – powiedziała celując w mężczyznę, po
czym z jej różdżki wystrzelił zielony promień.
Voldemort podszedł do niej, nakazując jej wyciągnąć lewą rękę
przed siebie. Przyłożył różdżkę do jej przedramienia mrucząc jakąś formułę. Po
chwili poczuła ogromne pieczenie, lecz nie krzyczała. Na jej lewym
przedramieniu widniał podobny znak do zwykłego. Był taki sam, jak u innych
śmierciożerców, tylko że na czaszce widniała korona. Czyżby to był symbol,
który wyróżnia ją wśród śmierciożerców? No ale cóż. Teraz była prawowitą
śmierciożerczynią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz