sobota, 9 lipca 2016

Rozdział 3

Hej! Na początku chcę przeprosić Was, za to, że tak długo nie było rozdziału, ale nie miałem weny żeby go napisać. Dlatego też jest krótki, bo skończył mi się pomysł co może być dalej. W tym miesiącu powinien pojawić się kolejny rozdział.
Miłego czytania ^^
***
            Wakacje mijały bardzo szybko. Jutro Hermiona wraz z przyjaciółmi mieli pojechać do Hogwartu. Ona sama leżała na łóżku i rozmyślała nad żartem ojca. Może by tak naprawdę rzucić na tiarę Imperiusa? No cóż… Na pewno by to wykryli, więc odpada. Tylko, że chciała być w Slytherinie z przyjaciółmi. Po chwili do jej pokoju wszedł Tom.
-Hermiono, załatwione. Tiara przydzieli cię ponownie – powiedział, siadając obok niej.
-Co? Jak to zrobiłeś? – spytała, po czym przytuliła ojca.
Była bardzo szczęśliwa. Nareszcie nie będzie musiała użerać się z tymi zdrajcami krwi. Będzie mogła spędzać więcej czasu z prawdziwymi przyjaciółmi. Jej szczęście było nie do opisania.
-No wiesz, znam wiele różnych zaklęć – odpowiedział uśmiechając się – No ale cóż. Pora spać, jutro jedziesz do Hogwartu – dodał, wstając z kanapy, po czym wyszedł z pokoju.
Czarnowłosa przebrała się w piżamę i ułożyła się wygodnie w ciepłym, miękkim łóżku. Zapadła w głęboki sen. Jednak ta noc była kolejną, podczas której Hermiona miała koszmary.
            Była późna noc. Na mroczną, leśną polanę wybiegła czarnowłosa dziewczyna, która przed czymś uciekała. Potknęła się o korzeń drzewa. Nie mogła wstać, czuła ogromny ból w nodze. Coś pociągnęło ją, po czym rzuciło w jakieś drzewo. Była to zakrwawiona brązowowłosa kobieta.
-Jak mogłaś mi to zrobić? To JA dałam ci dom! Mogłam cię po prostu zostawić przed domem! A ty jak się mi odpłacasz? Zabiłaś mnie!
Jej głos był jakiś dziwny. Jakby słyszała jakiegoś ducha. Wiedziała że to jej matka. Zobaczyła, że jej oczy są zupełnie czarne. Po raz kolejny spróbowała wstać, lecz usłyszała jakiś syk, po czym poczuła silny ból na dolnej części brzucha. Spojrzała w dół. Właśnie ta wariatka przebiła ją nożem. Nie miała siły krzyczeć. Usłyszała tylko chłodne „śpij”, po czym upadła na wilgotną ziemię i mimowolnie zamknęła oczy.
            Nagle obudziła się w swojej dawnej sypialni. Jedyne co jej się nie zgadzało, to wywrócone meble, dym, przez który mocno kaszlała, oraz pożar. Cały dom stał w ogniu! Musiała uciekać, ale nie wiedziała którędy. Do głowy wpadł jej pomysł. Sięgnęła po różdżkę, wycelowała w stronę okna, po czym z jej różdżki wystrzelił fioletowy promień. Ściana eksplodowała, tworząc jej drogę ucieczki. W dziurze stanął blondwłosy mężczyzna.
-Nie uciekniesz stąd. Pora się pożegnać. Odpokutujesz za to, co mi zrobiłaś.
Jego głos był dokładnie taki sam jak jej przybranej matki. Obrała go za cel wypowiedziała formułę klątwy uśmiercającej. Jednak on zaczął się tylko śmiać. Po chwili na dziewczynę spadł sufit. Krzyknęła z bólu, po czym obudziła się we własnej sypialni w jej prawdziwym domu.
            Zerwała się z łóżka, a z jej oczu wypływały łzy. Spojrzała na zegar. Okazało się, że była już dziewiąta. Musiała się pospieszyć. Spakowała się wczoraj, więc szybko wzięła prysznic i pojechała z Malfoy’ami na King’s Cross.
            Hermiona usiadła w pociągu razem z Draco, Blaisem i Ayą, a po kilku minutach dosiedli się Will Snape i Sarah Prince, którzy szybko zaprzyjaźnili się z czarnowłosą. Po chwili do przedziału wpadł Weasley, który wytrzeszczył oczy, kiedy zobaczył dziewczynę siedzącą ze Ślizgonami.
-Hermiona, co ty robisz z tymi śmierciożercami?! – spytał marszcząc brwi.
-Odwal się Weasley. To są moi przyjaciele – odpowiedziała ściskając rękę na różdżce.
-Oni? To ja i Harry jesteśmy twoimi przyjaciółmi, pamiętaj…
-Mówię do ciebie ostatni raz. Wyjdź – przerwała mu, po czym wycelowała w niego różdżką.
Rudowłosy chwycił Hermionę za rękę, lecz ona rzuciła na niego pierwszą klątwę, która przyszła jej na myśl. Weasley leżał teraz na podłodze bez nosa. Wszyscy obecni w przedziale dostali niekontrolowanego śmiechu. Gryfon wstał, pomacał się po twarzy, po czym wpadł w wściekłość.
-COŚ TY MI ZROBIŁA? ZABIJĘ CIĘ GRANGER! – krzyknął, po czym wybiegł z przedziału, zasłaniając rękami twarz.
            Pociąg stał już na stacji ponad pół godziny. Jednak Hermiona chciała poczekać aż wszyscy już pójdą. W końcu wyszła z pociągu i skierowała się w stronę zamku. Usłyszała coś za sobą.
-Avada…
Zanim zdążyła się odwrócić, usłyszała huk. Zobaczyła Malfoy’a, a kilka metrów przed nim Weasley’a. Chyba ten plugawy mieszaniec próbował ją zabić.
-Draco? – spytała nie ukrywając zdziwienia.
-Ten zdrajca krwi próbował rzucić na ciebie Avadę – powiedział patrząc z odrazą na rudego.
Niespodziewanie Hermiona rzuciła się na blondyna i przytuliła go mocno. Była naprawdę szczęśliwa, że Draco tam był. Gdyby nie on, to pewnie byłaby już martwa. Chociaż Weasley jest tak głupi, że nie potrafi nawet trafić do dormitorium. Mimo co, to Draco ją ocalił. A rudy niech nie myśli, że nie ominie go zemsta.
-Dziękuję – rzuciła krótko w stronę przyjaciela.
-Nie ma za co, przecież wiesz, że nie pozwoliłbym cię skrzywdzić – powiedział uśmiechając się do niej. Kiedy był sam na sam z nią, nie zachowywał się jak ten Malfoy, którego znała przez ostatnie pięć lat.
            Właśnie zakończyła się ceremonia przydziału. Dumbledore chciał już zaczynać ucztę, jednak tiara powiedziała, że chce przydzielić kogoś ponownie, co dla wszystkich było dziwne i zaskakujące, gdyż nigdy coś takiego się nie stało. Kiedy dyrektor wyraził zgodę, tiara wywołała osobę.
-Hermiona Riddle.
Czarnowłosa wstała od stołu gryfonów i usiadła na stołku, zakładając tiarę na głowę.
Nie ma już w tobie tej jedenastolatki którą przydzielałam pięć lat temu. Jesteś taka sama jak twoi rodzice – ambitna, żądna władzy i potęgi. Nie pozostaje mi nic innego do wyboru.
-SLYTHERIN! – krzyknęła tiara, a Hermiona skierowała się do stołu ślizgonów.
Wszyscy gryfoni byli zdziwieni, a Ron i Harry byli wściekli. Weasley wyglądał już normalnie. Pewnie poszedł do pani Pomfrey w pociągu.
            Po dwóch godzinach uczta zakończyła się, a uczniowie poszli do swoich dormitorium. Hermiona była szczęśliwa, że może być wśród swoich przyjaciół. Wszyscy polubili nową ślizgonkę, oprócz jednej szestnastolatki, której twarz przypominała mopsa. Pansy Parkinson była wściekła widząc jak Draco na nią patrzy, a kiedy ją przytulał wpadała w szał. W pokoju wspólnym nadeszła konfrontacja między dziewczynami.
-Kim ty w ogóle jesteś? Jakim cudem jesteś w Slytherinie szlamo? – zapytała krzycząc na nią.
-Licz się ze słowami Parkinson! – krzyknęła ostrzegawczo.
Mopsica niemal nie spadła na podłogę kiedy usłyszała te słowa skierowane do niej. Nikt nie miał prawa jej grozić, a zwłaszcza jakaś szlama.
-Grozisz mi? Ty mi grozisz? – zapytała śmiejąc się z tego co powiedziała czarnowłosa.
-Tego już za wiele Parkinson – powiedziała wstając z czarnej kanapy. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała nią w Pansy.
-Chcesz mi coś zrobić? Prędzej to ja zrobię coś tobie! – krzyknęła wściekle.
Hermiona była rozśmieszona całą sytuacją. W ogóle nie bała się dziewczyny, zwłaszcza że jest córką Czarnego Pana. Mopsica upadła na podłogę krzycząc w niebogłosy. Czuła jakby ból przeszywał ją od stóp do głów, czuła jakby płonęła. Po dziesięciu minutach Hermiona przerwała zaklęcie, kucnęła przy niej i podwinęła lewy rękaw, pod którym widniał mroczny znak.
-Widzisz to? Ja jestem JEGO córką. Jeśli mi się sprzeciwisz, gorzko tego pożałujesz. Zrozumiano?
Czarnowłosa nie była w stanie się nawet ruszyć. Hermiona wstała i splunęła jej w twarz, po czym weszła do dormitorium i położyła się spać. Nareszcie wróciła do Hogwartu. Już jutro pierwsze zajęcia w tym roku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz