Miłego czytania ^^
***
Wakacje
mijały bardzo szybko. Jutro Hermiona wraz z przyjaciółmi mieli pojechać do
Hogwartu. Ona sama leżała na łóżku i rozmyślała nad żartem ojca. Może by tak
naprawdę rzucić na tiarę Imperiusa? No cóż… Na pewno by to wykryli, więc
odpada. Tylko, że chciała być w Slytherinie z przyjaciółmi. Po chwili do jej
pokoju wszedł Tom.
-Hermiono, załatwione. Tiara przydzieli cię ponownie –
powiedział, siadając obok niej.
-Co? Jak to zrobiłeś? – spytała, po czym przytuliła ojca.
Była bardzo szczęśliwa. Nareszcie nie będzie musiała użerać
się z tymi zdrajcami krwi. Będzie mogła spędzać więcej czasu z prawdziwymi
przyjaciółmi. Jej szczęście było nie do opisania.
-No wiesz, znam wiele różnych zaklęć – odpowiedział
uśmiechając się – No ale cóż. Pora spać, jutro jedziesz do Hogwartu – dodał,
wstając z kanapy, po czym wyszedł z pokoju.
Czarnowłosa przebrała się w piżamę i ułożyła się wygodnie w
ciepłym, miękkim łóżku. Zapadła w głęboki sen. Jednak ta noc była kolejną,
podczas której Hermiona miała koszmary.
Była późna
noc. Na mroczną, leśną polanę wybiegła czarnowłosa dziewczyna, która przed
czymś uciekała. Potknęła się o korzeń drzewa. Nie mogła wstać, czuła ogromny
ból w nodze. Coś pociągnęło ją, po czym rzuciło w jakieś drzewo. Była to
zakrwawiona brązowowłosa kobieta.
-Jak mogłaś mi to zrobić? To JA dałam ci dom! Mogłam cię po
prostu zostawić przed domem! A ty jak się mi odpłacasz? Zabiłaś mnie!
Jej głos był jakiś dziwny. Jakby słyszała jakiegoś ducha.
Wiedziała że to jej matka. Zobaczyła, że jej oczy są zupełnie czarne. Po raz
kolejny spróbowała wstać, lecz usłyszała jakiś syk, po czym poczuła silny ból
na dolnej części brzucha. Spojrzała w dół. Właśnie ta wariatka przebiła ją
nożem. Nie miała siły krzyczeć. Usłyszała tylko chłodne „śpij”, po czym upadła
na wilgotną ziemię i mimowolnie zamknęła oczy.
Nagle
obudziła się w swojej dawnej sypialni. Jedyne co jej się nie zgadzało, to
wywrócone meble, dym, przez który mocno kaszlała, oraz pożar. Cały dom stał w
ogniu! Musiała uciekać, ale nie wiedziała którędy. Do głowy wpadł jej pomysł.
Sięgnęła po różdżkę, wycelowała w stronę okna, po czym z jej różdżki wystrzelił
fioletowy promień. Ściana eksplodowała, tworząc jej drogę ucieczki. W dziurze
stanął blondwłosy mężczyzna.
-Nie uciekniesz stąd. Pora się pożegnać. Odpokutujesz za to,
co mi zrobiłaś.
Jego głos był dokładnie taki sam jak jej przybranej matki. Obrała
go za cel wypowiedziała formułę klątwy uśmiercającej. Jednak on zaczął się
tylko śmiać. Po chwili na dziewczynę spadł sufit. Krzyknęła z bólu, po czym obudziła
się we własnej sypialni w jej prawdziwym domu.
Zerwała się
z łóżka, a z jej oczu wypływały łzy. Spojrzała na zegar. Okazało się, że była już
dziewiąta. Musiała się pospieszyć. Spakowała się wczoraj, więc szybko wzięła
prysznic i pojechała z Malfoy’ami na King’s Cross.
Hermiona
usiadła w pociągu razem z Draco, Blaisem i Ayą, a po kilku minutach dosiedli
się Will Snape i Sarah Prince, którzy szybko zaprzyjaźnili się z czarnowłosą. Po
chwili do przedziału wpadł Weasley, który wytrzeszczył oczy, kiedy zobaczył
dziewczynę siedzącą ze Ślizgonami.
-Hermiona, co ty robisz z tymi śmierciożercami?! – spytał marszcząc
brwi.
-Odwal się Weasley. To są moi przyjaciele – odpowiedziała ściskając
rękę na różdżce.
-Oni? To ja i Harry jesteśmy twoimi przyjaciółmi, pamiętaj…
-Mówię do ciebie ostatni raz. Wyjdź – przerwała mu, po czym
wycelowała w niego różdżką.
Rudowłosy chwycił Hermionę za rękę, lecz ona rzuciła na niego
pierwszą klątwę, która przyszła jej na myśl. Weasley leżał teraz na podłodze
bez nosa. Wszyscy obecni w przedziale dostali niekontrolowanego śmiechu. Gryfon
wstał, pomacał się po twarzy, po czym wpadł w wściekłość.
-COŚ TY MI ZROBIŁA? ZABIJĘ CIĘ GRANGER! – krzyknął, po czym
wybiegł z przedziału, zasłaniając rękami twarz.
Pociąg stał
już na stacji ponad pół godziny. Jednak Hermiona chciała poczekać aż wszyscy
już pójdą. W końcu wyszła z pociągu i skierowała się w stronę zamku. Usłyszała
coś za sobą.
-Avada…
Zanim zdążyła się odwrócić, usłyszała huk. Zobaczyła Malfoy’a,
a kilka metrów przed nim Weasley’a. Chyba ten plugawy mieszaniec próbował ją
zabić.
-Draco? – spytała nie ukrywając zdziwienia.
-Ten zdrajca krwi próbował rzucić na ciebie Avadę –
powiedział patrząc z odrazą na rudego.
Niespodziewanie Hermiona rzuciła się na blondyna i przytuliła
go mocno. Była naprawdę szczęśliwa, że Draco tam był. Gdyby nie on, to pewnie
byłaby już martwa. Chociaż Weasley jest tak głupi, że nie potrafi nawet trafić do
dormitorium. Mimo co, to Draco ją ocalił. A rudy niech nie myśli, że nie ominie
go zemsta.
-Dziękuję – rzuciła krótko w stronę przyjaciela.
-Nie ma za co, przecież wiesz, że nie pozwoliłbym cię
skrzywdzić – powiedział uśmiechając się do niej. Kiedy był sam na sam z nią,
nie zachowywał się jak ten Malfoy, którego znała przez ostatnie pięć lat.
Właśnie
zakończyła się ceremonia przydziału. Dumbledore chciał już zaczynać ucztę,
jednak tiara powiedziała, że chce przydzielić kogoś ponownie, co dla wszystkich
było dziwne i zaskakujące, gdyż nigdy coś takiego się nie stało. Kiedy dyrektor
wyraził zgodę, tiara wywołała osobę.
-Hermiona Riddle.
Czarnowłosa wstała od stołu gryfonów i usiadła na stołku,
zakładając tiarę na głowę.
Nie ma już
w tobie tej jedenastolatki którą przydzielałam pięć lat temu. Jesteś taka sama
jak twoi rodzice – ambitna, żądna władzy i potęgi. Nie pozostaje mi nic innego
do wyboru.
-SLYTHERIN! – krzyknęła tiara, a Hermiona skierowała się do
stołu ślizgonów.
Wszyscy gryfoni byli zdziwieni, a Ron i Harry byli wściekli. Weasley
wyglądał już normalnie. Pewnie poszedł do pani Pomfrey w pociągu.
Po dwóch
godzinach uczta zakończyła się, a uczniowie poszli do swoich dormitorium.
Hermiona była szczęśliwa, że może być wśród swoich przyjaciół. Wszyscy polubili
nową ślizgonkę, oprócz jednej szestnastolatki, której twarz przypominała mopsa.
Pansy Parkinson była wściekła widząc jak Draco na nią patrzy, a kiedy ją
przytulał wpadała w szał. W pokoju wspólnym nadeszła konfrontacja między dziewczynami.
-Kim ty w ogóle jesteś? Jakim cudem jesteś w Slytherinie
szlamo? – zapytała krzycząc na nią.
-Licz się ze słowami Parkinson! – krzyknęła ostrzegawczo.
Mopsica niemal nie spadła na podłogę kiedy usłyszała te słowa
skierowane do niej. Nikt nie miał prawa jej grozić, a zwłaszcza jakaś szlama.
-Grozisz mi? Ty mi grozisz? – zapytała śmiejąc się z tego co
powiedziała czarnowłosa.
-Tego już za wiele Parkinson – powiedziała wstając z czarnej
kanapy. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała nią w Pansy.
-Chcesz mi coś zrobić? Prędzej to ja zrobię coś tobie! – krzyknęła
wściekle.
Hermiona była rozśmieszona całą sytuacją. W ogóle nie bała
się dziewczyny, zwłaszcza że jest córką Czarnego Pana. Mopsica upadła na podłogę
krzycząc w niebogłosy. Czuła jakby ból przeszywał ją od stóp do głów, czuła
jakby płonęła. Po dziesięciu minutach Hermiona przerwała zaklęcie, kucnęła przy
niej i podwinęła lewy rękaw, pod którym widniał mroczny znak.
-Widzisz to? Ja jestem JEGO córką. Jeśli mi się sprzeciwisz,
gorzko tego pożałujesz. Zrozumiano?
Czarnowłosa nie była w stanie się nawet ruszyć. Hermiona
wstała i splunęła jej w twarz, po czym weszła do dormitorium i położyła się spać.
Nareszcie wróciła do Hogwartu. Już jutro pierwsze zajęcia w tym roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz