poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział 4

Hej! Rozdział pojawił się tak szybko jak tylko mógł. Wiele akcji :) Miłego czytania ;3
***
Była siódma rano. Za godzinę rozpoczynało się śniadanie, więc Hermiona wstała niechętnie, gdyż pragnęła jeszcze pospać i skierowała się do łazienki. Co prawda, nie była taka duża jak w domu, ale nie narzekała. Wzięła prysznic, założyła szkolne szaty i zeszła do pokoju wspólnego. Na czarnej kanapie przez marmurowym kominkiem siedziała Sarah i Aya. Rozmawiały o czymś zawzięcie. Hermiona przywitała się i usiadła obok nich.
-Dobrze tak tej wywłoce. Nieźle jej dołożyłaś Hermi – powiedziała Aya uśmiechając się do przyjaciółki.
-Dzięki. Zasłużyła sobie na to – odpowiedziała odsyłając uśmiech.
Po kilku minutach zeszli także Draco, Blaise i Will, a już wszyscy w komplecie ruszyli do wielkiej sali na śniadanie. Gryfoni nadal rzucali Hermionie pogardliwe spojrzenia, a Weasley miał ochotę zabić dziewczynę w każdej możliwej chwili. Był na nią wściekły za to co zrobiła. Kiedy mijała Weasley’a podczas drogi do stołu ślizgonów usłyszała jakąś obelgę, lecz nic sobie z tego nie robiła. Zjadła śniadanie i wraz z przyjaciółmi ruszyła na pierwsze w tym roku zajęcia. Była to Obrona Przed Czarną Magią. Kiedy weszli do sali, spojrzeli na siebie ze zdziwieniem, gdy zobaczyli nowego nauczyciela. Był to Mark Schmitt, który miał doskonałe kontakty z niemieckim ministerstwem magii, więc Voldemort go zwerbował. Nie spodziewali się, że obrony przed czarną magią będzie uczyć ich śmierciożerca. Uczył tylko teorii, nie pozwalał używać zaklęć, a ślizgonom dawał dodatkowe lekcje, na których uczyli się czarnej magii. To jest dopiero nauczyciel. Po obronie mieli dwie godziny eliksirów z profesorem Snapem. Kazał im sporządzić wywar żywej śmierci. Hermiona nie miała z tym problemu, gdyż w domu czytała mnóstwo książek. Dostała najwyższą ocenę, tak samo jak jej przyjaciele. Gryffindor stracił pięćdziesiąt punktów – dwie osoby przepaliły kociołek. Co za nieudacznicy. Udali się na zaklęcia z Flitwickiem, lecz niestety mieli je z gryfonami, a wśród nich był Potter i Weasley. Ostatnią ich lekcją była transmutacja, nudna jak flaki z olejem. Nareszcie byli wolni. Razem poszli na błonia i usiedli pod wielkim dębem. Rozmawiali o wielu sprawach, a między innymi o misji którą dostał Draco od Voldemorta. Miał naprawić szafkę zniknięć, którą śmierciożercy mieli dostać się do szkoły. Dalszej części planu Tom jeszcze nie ujawnił. Po chwili zobaczyli Pottera i Weasley’a, którzy szli w stronę jeziora. Hermiona wstała i zakradła się do nich. W jej głowie zrodził się pewien nikczemny plan. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała w włosy rudowłosego. Rzuciła kilka zaklęć, dzięki którym jego włosy były teraz różowe i przystrzyżone „na jeża” i podpaliła je prostym zaklęciem. Szybko uciekła żeby „różowowłosy” się nie zorientował. Siedziała już niedaleko pod dębem z przyjaciółmi, a po chwili rozległ się krzyk. To był Weasley, który zaczął biegać po błoniach, krzycząc jak szaleniec, a za nim biegł Potter, który próbował go ugasić. Przyjaciele wpadli w śmiech i zaczęli tarzać się po trawie. A to dopiero początek… Gryfon wpadł na jakąś dziewczynę, którą przez przypadek podpalił. Bliznowaty szybko ją ugasił, a ona zamiast podziękować uderzyła go w twarz i poszła do zamku. A Wieprzlej cały czas biegał po błoniach, aż w końcu go olśniło i wskoczył do jeziora. Akcja była naprawdę komiczna. A najlepsze było to, że Hermiona rzuciła na włosy rudego zaklęcie, które chroni przed ogniem, więc jego różowe włosy były dalej całe. Nagle po błoniach rozniósł się śmiech uczniów, którzy zauważyli jego „cudowne” włosy. On sam dotknął je ręką, po czym pobiegł w stronę zamku. Był wściekły na Hermionę, która śmiała się z tego, a zarazem była dumna ze swojego czynu.
            Nastał już czas na dodatkowe lekcje obrony przed czarną magią. Kiedy wszyscy ślizgoni znaleźli się już w sali, Schmitt zaczął swój wykład o starych niemieckich klątwach, z którymi ich ministerstwo nie mogło sobie poradzić. Jeśli Niemcy nie dali rady niemieckim klątwom, to co dopiero angielskie ministerstwo.
-Na początek opowiem wam klątwie Verstemagie, która ukrywa różdżkę przed ministerstwem, więc nie mogą was namierzyć kiedy używacie magii poza szkołą. Jest to bardzo przydatne, a zarazem proste. Wystarczy przyłożyć koniec różdżki do czyjejś i wypowiedzieć formułę, po czym na końcu waszej różdżki znajdzie się biała poświata, która po krótkim czasie zniknie i gotowe. Spróbujcie! – zalecił pod koniec.
Wszystkim poszło świetnie. Mieli już ukryte różdżki, więc kiedy będą uczestniczyć w atakach lub po prostu użyją magii w wakacje to nic takiego się nie stanie.
-Wybitnie! Teraz klątwa Shussziehenstark. Gdy jej na kimś użyjecie, po prostu wystrzelicie tą osobę w powietrze, a po chwili zostanie silnie przyciągnięta do podłoża. Lepiej tego na sobie nie próbujcie, tylko na przedmiotach lub na wrogach – mówił uśmiechając się miło.
            Lekcja skończyła się po trzech godzinach. Była już dziewiętnasta, więc wszyscy poszli na kolację. Zjedli szybko i wrócili do pokoju wspólnego. Hermiona weszła pierwsza i na jej nieszczęście oberwała Cruciatusem od Pansy. Zaczęła wić się po podłodze, a Draco od razu zareagował.
-Shussziehenstark!
Mopsica została wystrzelona i uderzyła głową w szczyt kominka i upuściła różdżkę. Od razu została z powrotem przyciągnięta i uderzyła mocno o podłogę. Blondyn podbiegł do Hermiony.
-Nic ci nie jest? – spytał, po czym podniósł ją i przeniósł na kanapę. Nikt nie interesował się Pansy, która leżała na podłodze jęcząc z bólu.
-Drugi raz mi pomogłeś. Dziękuję – powiedziała, po czym chwyciła go lekko za rękę.
Patrzyli tak na siebie, a Draco zdał sobie sprawę, że czarnowłosa jest naprawdę piękna i atrakcyjna. Obydwoje się uśmiechnęli, jednak Sarah kazała przenieść ją do dormitorium, żeby mogła w spokoju odpocząć. Kiedy już leżała na łóżku, podeszła do niej Aya.
-Jak się czujesz? – spytała troskliwie.
-Nawet dobrze. Draco drugi raz mi pomógł – uśmiechnęła się na samą myśl o blondynie. Chyba się w nim zakochała, ale nie chciała mu tego bezpośrednio mówić – Nigdy się tak nie zachowywał – dodała krótko.
-Uwierz mi, mój brat chyba raz na ruski rok się tak zachowuje – odrzekła śmiejąc się cicho – Zmęczona jestem, dobranoc – dodała posyłając uśmiech przyjaciółce.
Nie mogła przestać o nim myśleć. Odkąd się z nim zaprzyjaźniła, zachowywał się jakoś dziwnie jak na Malfoya. Pomógł jej dwa razy, raz nawet użył silnej klątwy. Nie mogła zaprzeczyć, że zależało jej na nim. Jednak była zbyt zmęczona, żeby nadal o nim myśleć. Zamknęła powoli oczy, a po chwil wpadła już w objęcia Morfeusza.
            Następnego ranka obudziła się około dziesiątej. Ucieszyła się, ponieważ obok niej siedział Draco. A skoro była już tak późna godzina, to była pewna, że obydwoje nie poszli na lekcje. Kiedy próbowała wstać z łóżka, zobaczyła, że Draco otworzył oczy. Wstał z krzesła i podszedł do niej.
-Leż, jesteś w ciężkim stanie – powiedział, gładząc ją po włosach. Była szczęśliwa, że blondyn się o nią martwi. Po chwili przyniósł jej wodę, na jej prośbę, którą łapczywie wypiła.
-Draco, mam pytanie – powiedziała, odkładając szklankę – Czy zabiłbyś kogoś, żeby mi pomóc? – spytała patrząc w jego niebieskie jak niebo oczy.
-Hermiono… Oczywiście że bym to zrobił. Powiedz tylko słowo, a ta osoba będzie martwa – odpowiedział zdziwiony, że czarnowłosa zadała takie pytanie.
Zielonooka rzuciła mu się w ramiona. Tuliła go tak już od kilku minut. Nie chciała go puszczać. Teraz już wiedziała, że go kocha Chciała mu to powiedzieć, jednak bała się jego reakcji. W końcu odkleiła się od niego i z powrotem się położyła. Była pewna, że Draco oddałby za nią życie. A nawet by komuś to życie odebrał. Nie zawahał się zaatakować Pansy. Dla niego liczyło się tylko bezpieczeństwo Hermiony.
-Zaraz wracam, przyniosę ci coś do jedzenia – powiedział posyłając jej uśmiech.
Myślała o nim cały czas. Nie mogła przestać. Od szczęścia dzielił ich tylko jeden człowiek – Dumbledore. Ten szaleniec jest zdolny do wszystkiego. Nienawidziła go i pragnęła jego śmierci. Drzwi do dormitorium otworzyły się, a czarnowłosa była pewna, że to Draco wrócił z jedzeniem. Myliła się, gdyż były to jej przyjaciółki – Aya i Sarah.
-Cześć! Widziałyśmy Draco jak wychodził. Mówił że poszedł po coś do jedzenia dla ciebie – powiedziała Sarah siadając na krześle przy łóżku Hermiony.
-Chyba wpadłaś mu w oko – zaśmiała się Aya, jednak dla niej, nie było to śmieszne – Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła, co jest? – spytała, spoglądając na nią z troską.
-Co z Parkinson, ona w ogóle żyje? – zapytała marszcząc brwi.
Mimo że jej nienawidziła, to nie chciała, żeby Draco miał problemy. Ale jednak mopsica zasługiwała na to. W końcu użyła Cruciatusa przeciwko córce Czarnego Pana.
-Jest w świętym Mungu – odpowiedziała uśmiechając się złośliwie – Ale Draco nic nie będzie, zmodyfikował jej pamięć – dodała, uspokajając przyjaciółkę.
Po krótkiej chwili drzwi do dormitorium otworzyły się, a w nich stał Draco z dzisiejszym obiadem. Zarządził, że Hermiona potrzebuje spokoju, więc jej przyjaciółki wyszły, a ona została sama.
            Tygodnie mijały spokojnie i miło. Rozpoczął się już sezon quidditcha, co oznacza, że w najbliższym czasie rozpoczną się sprawdziany do drużyny Slytherinu. Jedynym problemem z którym dalej musiała się użerać, był rudowłosy gryfon z szóstego roku. A jej relacje z Malfoy’em układały się coraz lepiej. Siedziała teraz w pokoju wspólnym i odrabiała lekcje z transmutacji. Mimo tego, że jest teraz ślizgonką, to jej podejście do nauki nie uległo zmianie. Cały czas chciała być najlepsza, a zwłaszcza w eliksirach. Po krótkiej chwili usłyszała chłodny głos za sobą.
-Hermiono, Czarny Pan chcę cię widzieć – odrzekł Snape bez jakichkolwiek emocji.
Dziwnie było słyszeć swoje imię z ust mistrza eliksirów, który prawie w ogóle nie mówił do uczniów po imieniu.
-Kiedy? – spytała krótko, wstając z krzesła.
-A choćby zaraz. Chodź – odpowiedział wskazując Hermionie wyjście.
Ruszyli do jego gabinetu, z którego bezpiecznie mogli użyć sieci fiuu, by teleportować się do dworu Riddle’ów. Czarnowłosa nie mogła się doczekać spotkania z ojcem, gdyż od wakacji nie miała z nim kontaktu, gdyż byłoby to bardzo niebezpieczne, ze względu na zabezpieczenia aurorów. Gdy weszła do kominka, rzuciła proszek pod siebie, wymawiając Riddle Manor, poczuła ogromne zawirowanie, po czym znalazła się w salonie w jej domu. Przed nią spostrzegła ojca, który siedział na czarnej kanapie. Gdy usłyszał świst, podniósł głowę i uśmiechnął się w jej stronę. Była naprawdę szczęśliwa, że znowu mogła się z nim spotkać.
-Coś się stało? – spytała z nieukrywaną ciekawością. Zainteresował ją powód, dla którego ojciec ją wezwał.
-Nic poważnego się nie stało. Chciałem porozmawiać z tobą o tym parszywcu, jak mu tam? Ron Weasley – odpowiedział, uspokajając córkę – Jeśli nadal będzie cię prześladować, jego rodzina poniesie konsekwencje – dodał krótko.
-Poradzę sobie tato. Nie musisz nic robić – odrzekła spokojnie.
-Poza tym, w święta przeprowadzimy atak na Hogsmeade – poinformował córkę, uśmiechając się szyderczo.
            Po długiej rozmowie z ojcem, Hermiona wróciła do Hogwartu i poinformowała przyjaciół o ataku, o którym wspominał Tom. Byli tak samo podekscytowani jak czarnowłosa. Ale niestety musiała wrócić do lekcji, które zostawiła na stoliku w pokoju wspólnym. Nigdy nie lubiła transmutacji.
            Nadeszła sobota – dzień w którym miały odbyć się sprawdziany do drużyny Slytherinu. Nie były one zbytnio interesujące. Szukającym i kapitanem drużyny był Draco, ścigającymi były Hermiona, Sarah i Isabel, pałkarzami byli jacyś czwartoklasiści, a obrońcą został Andrew Smith z siódmego roku. Za dwa tygodnie Slytherin miał grać z Gryffindorem. Byli pewni, że zmiażdżą ich na kwaśne jabłko. Był już wieczór, a po błoniach spacerowała Hermiona Riddle, która rozmyślała o pewnym blondynie. Jednak jej podświadomość kazała jej obrócić się i rzucić zaklęcie tarczy. Dobrze zrobiła, gdyż w jej stronę leciał czerwony promień wystrzelony przez rudowłosego gryfona.
-Czego chcesz Weasley? – spytała, celując w niego różdżką – Nie chcesz chyba, żeby wymsknął mi się jakiś Cruciatus, co? – zapytała ironicznie.
Rudowłosy miał już strzelić jakimś zaklęciem, lecz czarnowłosa wypowiedziała „Silencio”, a następnie rzuciła na niego klątwę Cruciatus, wcześniej upewniając się, że w pobliżu nie ma nikogo. Chłopak nie mógł krzyczeć, gdyż dziewczyna użyła zaklęcia wyciszającego. Nigdy nie znał tego uczucia, lecz teraz już wiedział, że nie chcę nigdy go już znać. Po piętnastu minutach przerwała zaklęcie. Wyglądał marnie, nie mógł się ruszyć. Hermiona strzeliła mu w twarz zaklęciem ogłuszającym, po czym mruknęła „Obliviate”. Następnie poszła do pokoju wspólnego Slytherinu. Wiedziała, że Weasley nie odważy się już jej podpaść. Była szczęśliwa, że w końcu zemściła się na rudym gryfonie.
            Kiedy weszła do środka, spostrzegła swoich przyjaciół, którzy siedzieli na kanapie i rozmawiali o czymś. Podeszła do nich i usiadła na kanapie. Okazało się, że dyskutowali o planie Voldemorta na święta. Hermiona bała się jednak, że zostanie schwytana przez Zakon, co nie byłoby dobre. Ale z jednego była zadowolona – za tydzień odbyć się miał wypad do Hogsmeade. Będzie mogła spędzić cały dzień z Draco, jeśli tylko się zgodzi.
-Draco, mam pytanie – rzuciła krótko – Czy poszedłbyś za tydzień ze mną do Hogsmeade? – spytała, patrząc w jego niebieskie tęczówki.
-Właśnie miałem pytać o to samo – odrzekł, śmiejąc się lekko – Ale tak. Pójdę z tobą – dodał, posyłając jej uśmiech.
Ta odpowiedź bardzo ucieszyła dziewczynę. Kochała Malfoy’a, ale nie była pewna, czy on ją także kocha. Chciała się przekonać w Hogsmeade. Gdy słyszała jego głos, odczuwała ciepło. W jego towarzystwie była bardzo szczęśliwa. Jednak nadeszła już północ, więc Draco wpadł na cudowny pomysł, żeby zrobić jutro imprezę. Było pewne, że większość ślizgonów nie przyjdzie na poniedziałkowe lekcje. Ale czarnowłosa pomyślała, że to może być świetna zabawa. Ale już była pora, żeby iść spać. Jeśli jutro chciała bawić się do rana, to musiała być wypoczęta. Razem z Ayą i Sarą skierowały się do dormitorium, przebrały się i poszły spać.
            Obudziła się wcześnie rano. Rozejrzała się po pokoju. Okazało się, że nikogo nie ma. Ubrała się w szkolne szaty i zeszła do pokoju wspólnego. On także był pusty. Chciała pójść do wielkiej sali, jednak wyjście było zablokowane. Nie wiedziała co się dzieje. Po chwili usłyszała wybuch ognia, więc odwróciła się w stronę kominka, wyciągając różdżkę. To co tam zobaczyła, przeraziło ją. Przed kominkiem stał minister magii w towarzystwie czterech aurorów. Dziewczyna wyciągnęła różdżkę, lecz ukrywała ją za plecami.
-Witam. Panno Riddle – przywitał się chłodno minister – Wiemy już o wszystkim. Z przykrością stwierdzam, że musimy panią aresztować i zesłać do Azkabanu – dodał.
-Nigdy! Avada Kedavra! – krzyknęła z przerażeniem, a z jej różdżki wystrzelił zielony płomień, który ugodził ministra w klatkę piersiową. Upadł martwy na podłogę.
Nie spodziewała się, że odkryją o niej prawdę. Tylko kiedy? Kiedy mogli czegoś podejrzewać? Wiedziała tylko jedno – nigdy się nie podda bez walki. Ale gdzie są wszyscy? Gdzie Draco? Pragnęła go teraz zobaczyć. Chciała żeby jej pomógł. Jednak zanim zdążyła rzucić się w stronę wyjścia, dostała w twarz zaklęciem unieruchamiającym. Auror podszedł i podwinął jej lewy rękaw. Spojrzał na mroczny znak, a następnie na swoich towarzyszy.
-Mamy ją – rzucił krótko.
Podnieśli ją i weszli do kominka. Jeden z nich powiedział głośno i wyraźnie „Azkaban”. Buchnął zielony płomień. To koniec. Ministerstwo właśnie ją schwytało i zesłało do magicznego więzienia.
            Poderwała się z łóżka ze łzami w oczach. Wszystko w porządku, to był tylko kolejny z koszmarów. Drzwi do dormitorium otworzyły się, a w nich stanęła Aya. Gdy zobaczyła w jakim stanie jest jej przyjaciółka, natychmiast podbiegła do niej.
-Co się stało? – spytała zaniepokojona.
Czarnowłosa cała się trzęsła. Była nadal przerażona tym koszmarem. Po chwili spojrzała na blondynkę.
-Kolejny koszmar. Śniło mi się, że ministerstwo odkryło o mnie prawdę i mnie zesłali do Azkabanu – odrzekła, nie móc się uspokoić.
-To tylko zły sen. Nie myśl o tym. Dzisiaj impreza, wszystko będzie dobrze, uwierz mi – uspokajała, troskliwym tonem.
Dziewczyna potrząsnęła głową i poszła do łazienki wziąć prysznic. Trochę się uspokoiła, jednak nadal dręczył ją ten koszmar. Ubrała się luźno, zrobiła sobie makijaż i zeszła do pokoju wspólnego. Na kanapie siedzieli Draco, Blaise, Will, Sarah i Aya. Rozmawiali o dzisiejszej imprezie. Hermiona usiadła obok nich i włączyła się do rozmowy. W końcu postanowili udać się na śniadanie, na którym znowu musieli znosić widok tego łajdaka Weasley’a.

            Pod wieczór wszystko było już prawie gotowe. Ognista Whisky, muzyka, jedzenie, które Hermiona wzięła od skrzatów domowych z kuchni, oraz bar, który obsługiwał Blaise. Impreza miała się wkrótce zacząć, jednak czekali jeszcze na kilku ślizgonów, którzy byli już w drodze do pokoju wspólnego. Jedno było pewne – to będzie mocna i długa impreza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz