sobota, 30 lipca 2016

Informacja 1

Hej! Rozdział 5 jest w trakcie tworzenia. W sierpniu pojawi się na spokojnie :) Trochę akcji, trochę walki i koszmary - czyli jak zawsze :) Informuję jeszcze, że nie porzuciłem bloga, tylko miałem brak inspiracji. Rozdział pojawi się około 14 sierpnia :)
Miłego dnia :3

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział 4

Hej! Rozdział pojawił się tak szybko jak tylko mógł. Wiele akcji :) Miłego czytania ;3
***
Była siódma rano. Za godzinę rozpoczynało się śniadanie, więc Hermiona wstała niechętnie, gdyż pragnęła jeszcze pospać i skierowała się do łazienki. Co prawda, nie była taka duża jak w domu, ale nie narzekała. Wzięła prysznic, założyła szkolne szaty i zeszła do pokoju wspólnego. Na czarnej kanapie przez marmurowym kominkiem siedziała Sarah i Aya. Rozmawiały o czymś zawzięcie. Hermiona przywitała się i usiadła obok nich.
-Dobrze tak tej wywłoce. Nieźle jej dołożyłaś Hermi – powiedziała Aya uśmiechając się do przyjaciółki.
-Dzięki. Zasłużyła sobie na to – odpowiedziała odsyłając uśmiech.
Po kilku minutach zeszli także Draco, Blaise i Will, a już wszyscy w komplecie ruszyli do wielkiej sali na śniadanie. Gryfoni nadal rzucali Hermionie pogardliwe spojrzenia, a Weasley miał ochotę zabić dziewczynę w każdej możliwej chwili. Był na nią wściekły za to co zrobiła. Kiedy mijała Weasley’a podczas drogi do stołu ślizgonów usłyszała jakąś obelgę, lecz nic sobie z tego nie robiła. Zjadła śniadanie i wraz z przyjaciółmi ruszyła na pierwsze w tym roku zajęcia. Była to Obrona Przed Czarną Magią. Kiedy weszli do sali, spojrzeli na siebie ze zdziwieniem, gdy zobaczyli nowego nauczyciela. Był to Mark Schmitt, który miał doskonałe kontakty z niemieckim ministerstwem magii, więc Voldemort go zwerbował. Nie spodziewali się, że obrony przed czarną magią będzie uczyć ich śmierciożerca. Uczył tylko teorii, nie pozwalał używać zaklęć, a ślizgonom dawał dodatkowe lekcje, na których uczyli się czarnej magii. To jest dopiero nauczyciel. Po obronie mieli dwie godziny eliksirów z profesorem Snapem. Kazał im sporządzić wywar żywej śmierci. Hermiona nie miała z tym problemu, gdyż w domu czytała mnóstwo książek. Dostała najwyższą ocenę, tak samo jak jej przyjaciele. Gryffindor stracił pięćdziesiąt punktów – dwie osoby przepaliły kociołek. Co za nieudacznicy. Udali się na zaklęcia z Flitwickiem, lecz niestety mieli je z gryfonami, a wśród nich był Potter i Weasley. Ostatnią ich lekcją była transmutacja, nudna jak flaki z olejem. Nareszcie byli wolni. Razem poszli na błonia i usiedli pod wielkim dębem. Rozmawiali o wielu sprawach, a między innymi o misji którą dostał Draco od Voldemorta. Miał naprawić szafkę zniknięć, którą śmierciożercy mieli dostać się do szkoły. Dalszej części planu Tom jeszcze nie ujawnił. Po chwili zobaczyli Pottera i Weasley’a, którzy szli w stronę jeziora. Hermiona wstała i zakradła się do nich. W jej głowie zrodził się pewien nikczemny plan. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała w włosy rudowłosego. Rzuciła kilka zaklęć, dzięki którym jego włosy były teraz różowe i przystrzyżone „na jeża” i podpaliła je prostym zaklęciem. Szybko uciekła żeby „różowowłosy” się nie zorientował. Siedziała już niedaleko pod dębem z przyjaciółmi, a po chwili rozległ się krzyk. To był Weasley, który zaczął biegać po błoniach, krzycząc jak szaleniec, a za nim biegł Potter, który próbował go ugasić. Przyjaciele wpadli w śmiech i zaczęli tarzać się po trawie. A to dopiero początek… Gryfon wpadł na jakąś dziewczynę, którą przez przypadek podpalił. Bliznowaty szybko ją ugasił, a ona zamiast podziękować uderzyła go w twarz i poszła do zamku. A Wieprzlej cały czas biegał po błoniach, aż w końcu go olśniło i wskoczył do jeziora. Akcja była naprawdę komiczna. A najlepsze było to, że Hermiona rzuciła na włosy rudego zaklęcie, które chroni przed ogniem, więc jego różowe włosy były dalej całe. Nagle po błoniach rozniósł się śmiech uczniów, którzy zauważyli jego „cudowne” włosy. On sam dotknął je ręką, po czym pobiegł w stronę zamku. Był wściekły na Hermionę, która śmiała się z tego, a zarazem była dumna ze swojego czynu.
            Nastał już czas na dodatkowe lekcje obrony przed czarną magią. Kiedy wszyscy ślizgoni znaleźli się już w sali, Schmitt zaczął swój wykład o starych niemieckich klątwach, z którymi ich ministerstwo nie mogło sobie poradzić. Jeśli Niemcy nie dali rady niemieckim klątwom, to co dopiero angielskie ministerstwo.
-Na początek opowiem wam klątwie Verstemagie, która ukrywa różdżkę przed ministerstwem, więc nie mogą was namierzyć kiedy używacie magii poza szkołą. Jest to bardzo przydatne, a zarazem proste. Wystarczy przyłożyć koniec różdżki do czyjejś i wypowiedzieć formułę, po czym na końcu waszej różdżki znajdzie się biała poświata, która po krótkim czasie zniknie i gotowe. Spróbujcie! – zalecił pod koniec.
Wszystkim poszło świetnie. Mieli już ukryte różdżki, więc kiedy będą uczestniczyć w atakach lub po prostu użyją magii w wakacje to nic takiego się nie stanie.
-Wybitnie! Teraz klątwa Shussziehenstark. Gdy jej na kimś użyjecie, po prostu wystrzelicie tą osobę w powietrze, a po chwili zostanie silnie przyciągnięta do podłoża. Lepiej tego na sobie nie próbujcie, tylko na przedmiotach lub na wrogach – mówił uśmiechając się miło.
            Lekcja skończyła się po trzech godzinach. Była już dziewiętnasta, więc wszyscy poszli na kolację. Zjedli szybko i wrócili do pokoju wspólnego. Hermiona weszła pierwsza i na jej nieszczęście oberwała Cruciatusem od Pansy. Zaczęła wić się po podłodze, a Draco od razu zareagował.
-Shussziehenstark!
Mopsica została wystrzelona i uderzyła głową w szczyt kominka i upuściła różdżkę. Od razu została z powrotem przyciągnięta i uderzyła mocno o podłogę. Blondyn podbiegł do Hermiony.
-Nic ci nie jest? – spytał, po czym podniósł ją i przeniósł na kanapę. Nikt nie interesował się Pansy, która leżała na podłodze jęcząc z bólu.
-Drugi raz mi pomogłeś. Dziękuję – powiedziała, po czym chwyciła go lekko za rękę.
Patrzyli tak na siebie, a Draco zdał sobie sprawę, że czarnowłosa jest naprawdę piękna i atrakcyjna. Obydwoje się uśmiechnęli, jednak Sarah kazała przenieść ją do dormitorium, żeby mogła w spokoju odpocząć. Kiedy już leżała na łóżku, podeszła do niej Aya.
-Jak się czujesz? – spytała troskliwie.
-Nawet dobrze. Draco drugi raz mi pomógł – uśmiechnęła się na samą myśl o blondynie. Chyba się w nim zakochała, ale nie chciała mu tego bezpośrednio mówić – Nigdy się tak nie zachowywał – dodała krótko.
-Uwierz mi, mój brat chyba raz na ruski rok się tak zachowuje – odrzekła śmiejąc się cicho – Zmęczona jestem, dobranoc – dodała posyłając uśmiech przyjaciółce.
Nie mogła przestać o nim myśleć. Odkąd się z nim zaprzyjaźniła, zachowywał się jakoś dziwnie jak na Malfoya. Pomógł jej dwa razy, raz nawet użył silnej klątwy. Nie mogła zaprzeczyć, że zależało jej na nim. Jednak była zbyt zmęczona, żeby nadal o nim myśleć. Zamknęła powoli oczy, a po chwil wpadła już w objęcia Morfeusza.
            Następnego ranka obudziła się około dziesiątej. Ucieszyła się, ponieważ obok niej siedział Draco. A skoro była już tak późna godzina, to była pewna, że obydwoje nie poszli na lekcje. Kiedy próbowała wstać z łóżka, zobaczyła, że Draco otworzył oczy. Wstał z krzesła i podszedł do niej.
-Leż, jesteś w ciężkim stanie – powiedział, gładząc ją po włosach. Była szczęśliwa, że blondyn się o nią martwi. Po chwili przyniósł jej wodę, na jej prośbę, którą łapczywie wypiła.
-Draco, mam pytanie – powiedziała, odkładając szklankę – Czy zabiłbyś kogoś, żeby mi pomóc? – spytała patrząc w jego niebieskie jak niebo oczy.
-Hermiono… Oczywiście że bym to zrobił. Powiedz tylko słowo, a ta osoba będzie martwa – odpowiedział zdziwiony, że czarnowłosa zadała takie pytanie.
Zielonooka rzuciła mu się w ramiona. Tuliła go tak już od kilku minut. Nie chciała go puszczać. Teraz już wiedziała, że go kocha Chciała mu to powiedzieć, jednak bała się jego reakcji. W końcu odkleiła się od niego i z powrotem się położyła. Była pewna, że Draco oddałby za nią życie. A nawet by komuś to życie odebrał. Nie zawahał się zaatakować Pansy. Dla niego liczyło się tylko bezpieczeństwo Hermiony.
-Zaraz wracam, przyniosę ci coś do jedzenia – powiedział posyłając jej uśmiech.
Myślała o nim cały czas. Nie mogła przestać. Od szczęścia dzielił ich tylko jeden człowiek – Dumbledore. Ten szaleniec jest zdolny do wszystkiego. Nienawidziła go i pragnęła jego śmierci. Drzwi do dormitorium otworzyły się, a czarnowłosa była pewna, że to Draco wrócił z jedzeniem. Myliła się, gdyż były to jej przyjaciółki – Aya i Sarah.
-Cześć! Widziałyśmy Draco jak wychodził. Mówił że poszedł po coś do jedzenia dla ciebie – powiedziała Sarah siadając na krześle przy łóżku Hermiony.
-Chyba wpadłaś mu w oko – zaśmiała się Aya, jednak dla niej, nie było to śmieszne – Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła, co jest? – spytała, spoglądając na nią z troską.
-Co z Parkinson, ona w ogóle żyje? – zapytała marszcząc brwi.
Mimo że jej nienawidziła, to nie chciała, żeby Draco miał problemy. Ale jednak mopsica zasługiwała na to. W końcu użyła Cruciatusa przeciwko córce Czarnego Pana.
-Jest w świętym Mungu – odpowiedziała uśmiechając się złośliwie – Ale Draco nic nie będzie, zmodyfikował jej pamięć – dodała, uspokajając przyjaciółkę.
Po krótkiej chwili drzwi do dormitorium otworzyły się, a w nich stał Draco z dzisiejszym obiadem. Zarządził, że Hermiona potrzebuje spokoju, więc jej przyjaciółki wyszły, a ona została sama.
            Tygodnie mijały spokojnie i miło. Rozpoczął się już sezon quidditcha, co oznacza, że w najbliższym czasie rozpoczną się sprawdziany do drużyny Slytherinu. Jedynym problemem z którym dalej musiała się użerać, był rudowłosy gryfon z szóstego roku. A jej relacje z Malfoy’em układały się coraz lepiej. Siedziała teraz w pokoju wspólnym i odrabiała lekcje z transmutacji. Mimo tego, że jest teraz ślizgonką, to jej podejście do nauki nie uległo zmianie. Cały czas chciała być najlepsza, a zwłaszcza w eliksirach. Po krótkiej chwili usłyszała chłodny głos za sobą.
-Hermiono, Czarny Pan chcę cię widzieć – odrzekł Snape bez jakichkolwiek emocji.
Dziwnie było słyszeć swoje imię z ust mistrza eliksirów, który prawie w ogóle nie mówił do uczniów po imieniu.
-Kiedy? – spytała krótko, wstając z krzesła.
-A choćby zaraz. Chodź – odpowiedział wskazując Hermionie wyjście.
Ruszyli do jego gabinetu, z którego bezpiecznie mogli użyć sieci fiuu, by teleportować się do dworu Riddle’ów. Czarnowłosa nie mogła się doczekać spotkania z ojcem, gdyż od wakacji nie miała z nim kontaktu, gdyż byłoby to bardzo niebezpieczne, ze względu na zabezpieczenia aurorów. Gdy weszła do kominka, rzuciła proszek pod siebie, wymawiając Riddle Manor, poczuła ogromne zawirowanie, po czym znalazła się w salonie w jej domu. Przed nią spostrzegła ojca, który siedział na czarnej kanapie. Gdy usłyszał świst, podniósł głowę i uśmiechnął się w jej stronę. Była naprawdę szczęśliwa, że znowu mogła się z nim spotkać.
-Coś się stało? – spytała z nieukrywaną ciekawością. Zainteresował ją powód, dla którego ojciec ją wezwał.
-Nic poważnego się nie stało. Chciałem porozmawiać z tobą o tym parszywcu, jak mu tam? Ron Weasley – odpowiedział, uspokajając córkę – Jeśli nadal będzie cię prześladować, jego rodzina poniesie konsekwencje – dodał krótko.
-Poradzę sobie tato. Nie musisz nic robić – odrzekła spokojnie.
-Poza tym, w święta przeprowadzimy atak na Hogsmeade – poinformował córkę, uśmiechając się szyderczo.
            Po długiej rozmowie z ojcem, Hermiona wróciła do Hogwartu i poinformowała przyjaciół o ataku, o którym wspominał Tom. Byli tak samo podekscytowani jak czarnowłosa. Ale niestety musiała wrócić do lekcji, które zostawiła na stoliku w pokoju wspólnym. Nigdy nie lubiła transmutacji.
            Nadeszła sobota – dzień w którym miały odbyć się sprawdziany do drużyny Slytherinu. Nie były one zbytnio interesujące. Szukającym i kapitanem drużyny był Draco, ścigającymi były Hermiona, Sarah i Isabel, pałkarzami byli jacyś czwartoklasiści, a obrońcą został Andrew Smith z siódmego roku. Za dwa tygodnie Slytherin miał grać z Gryffindorem. Byli pewni, że zmiażdżą ich na kwaśne jabłko. Był już wieczór, a po błoniach spacerowała Hermiona Riddle, która rozmyślała o pewnym blondynie. Jednak jej podświadomość kazała jej obrócić się i rzucić zaklęcie tarczy. Dobrze zrobiła, gdyż w jej stronę leciał czerwony promień wystrzelony przez rudowłosego gryfona.
-Czego chcesz Weasley? – spytała, celując w niego różdżką – Nie chcesz chyba, żeby wymsknął mi się jakiś Cruciatus, co? – zapytała ironicznie.
Rudowłosy miał już strzelić jakimś zaklęciem, lecz czarnowłosa wypowiedziała „Silencio”, a następnie rzuciła na niego klątwę Cruciatus, wcześniej upewniając się, że w pobliżu nie ma nikogo. Chłopak nie mógł krzyczeć, gdyż dziewczyna użyła zaklęcia wyciszającego. Nigdy nie znał tego uczucia, lecz teraz już wiedział, że nie chcę nigdy go już znać. Po piętnastu minutach przerwała zaklęcie. Wyglądał marnie, nie mógł się ruszyć. Hermiona strzeliła mu w twarz zaklęciem ogłuszającym, po czym mruknęła „Obliviate”. Następnie poszła do pokoju wspólnego Slytherinu. Wiedziała, że Weasley nie odważy się już jej podpaść. Była szczęśliwa, że w końcu zemściła się na rudym gryfonie.
            Kiedy weszła do środka, spostrzegła swoich przyjaciół, którzy siedzieli na kanapie i rozmawiali o czymś. Podeszła do nich i usiadła na kanapie. Okazało się, że dyskutowali o planie Voldemorta na święta. Hermiona bała się jednak, że zostanie schwytana przez Zakon, co nie byłoby dobre. Ale z jednego była zadowolona – za tydzień odbyć się miał wypad do Hogsmeade. Będzie mogła spędzić cały dzień z Draco, jeśli tylko się zgodzi.
-Draco, mam pytanie – rzuciła krótko – Czy poszedłbyś za tydzień ze mną do Hogsmeade? – spytała, patrząc w jego niebieskie tęczówki.
-Właśnie miałem pytać o to samo – odrzekł, śmiejąc się lekko – Ale tak. Pójdę z tobą – dodał, posyłając jej uśmiech.
Ta odpowiedź bardzo ucieszyła dziewczynę. Kochała Malfoy’a, ale nie była pewna, czy on ją także kocha. Chciała się przekonać w Hogsmeade. Gdy słyszała jego głos, odczuwała ciepło. W jego towarzystwie była bardzo szczęśliwa. Jednak nadeszła już północ, więc Draco wpadł na cudowny pomysł, żeby zrobić jutro imprezę. Było pewne, że większość ślizgonów nie przyjdzie na poniedziałkowe lekcje. Ale czarnowłosa pomyślała, że to może być świetna zabawa. Ale już była pora, żeby iść spać. Jeśli jutro chciała bawić się do rana, to musiała być wypoczęta. Razem z Ayą i Sarą skierowały się do dormitorium, przebrały się i poszły spać.
            Obudziła się wcześnie rano. Rozejrzała się po pokoju. Okazało się, że nikogo nie ma. Ubrała się w szkolne szaty i zeszła do pokoju wspólnego. On także był pusty. Chciała pójść do wielkiej sali, jednak wyjście było zablokowane. Nie wiedziała co się dzieje. Po chwili usłyszała wybuch ognia, więc odwróciła się w stronę kominka, wyciągając różdżkę. To co tam zobaczyła, przeraziło ją. Przed kominkiem stał minister magii w towarzystwie czterech aurorów. Dziewczyna wyciągnęła różdżkę, lecz ukrywała ją za plecami.
-Witam. Panno Riddle – przywitał się chłodno minister – Wiemy już o wszystkim. Z przykrością stwierdzam, że musimy panią aresztować i zesłać do Azkabanu – dodał.
-Nigdy! Avada Kedavra! – krzyknęła z przerażeniem, a z jej różdżki wystrzelił zielony płomień, który ugodził ministra w klatkę piersiową. Upadł martwy na podłogę.
Nie spodziewała się, że odkryją o niej prawdę. Tylko kiedy? Kiedy mogli czegoś podejrzewać? Wiedziała tylko jedno – nigdy się nie podda bez walki. Ale gdzie są wszyscy? Gdzie Draco? Pragnęła go teraz zobaczyć. Chciała żeby jej pomógł. Jednak zanim zdążyła rzucić się w stronę wyjścia, dostała w twarz zaklęciem unieruchamiającym. Auror podszedł i podwinął jej lewy rękaw. Spojrzał na mroczny znak, a następnie na swoich towarzyszy.
-Mamy ją – rzucił krótko.
Podnieśli ją i weszli do kominka. Jeden z nich powiedział głośno i wyraźnie „Azkaban”. Buchnął zielony płomień. To koniec. Ministerstwo właśnie ją schwytało i zesłało do magicznego więzienia.
            Poderwała się z łóżka ze łzami w oczach. Wszystko w porządku, to był tylko kolejny z koszmarów. Drzwi do dormitorium otworzyły się, a w nich stanęła Aya. Gdy zobaczyła w jakim stanie jest jej przyjaciółka, natychmiast podbiegła do niej.
-Co się stało? – spytała zaniepokojona.
Czarnowłosa cała się trzęsła. Była nadal przerażona tym koszmarem. Po chwili spojrzała na blondynkę.
-Kolejny koszmar. Śniło mi się, że ministerstwo odkryło o mnie prawdę i mnie zesłali do Azkabanu – odrzekła, nie móc się uspokoić.
-To tylko zły sen. Nie myśl o tym. Dzisiaj impreza, wszystko będzie dobrze, uwierz mi – uspokajała, troskliwym tonem.
Dziewczyna potrząsnęła głową i poszła do łazienki wziąć prysznic. Trochę się uspokoiła, jednak nadal dręczył ją ten koszmar. Ubrała się luźno, zrobiła sobie makijaż i zeszła do pokoju wspólnego. Na kanapie siedzieli Draco, Blaise, Will, Sarah i Aya. Rozmawiali o dzisiejszej imprezie. Hermiona usiadła obok nich i włączyła się do rozmowy. W końcu postanowili udać się na śniadanie, na którym znowu musieli znosić widok tego łajdaka Weasley’a.

            Pod wieczór wszystko było już prawie gotowe. Ognista Whisky, muzyka, jedzenie, które Hermiona wzięła od skrzatów domowych z kuchni, oraz bar, który obsługiwał Blaise. Impreza miała się wkrótce zacząć, jednak czekali jeszcze na kilku ślizgonów, którzy byli już w drodze do pokoju wspólnego. Jedno było pewne – to będzie mocna i długa impreza.

sobota, 9 lipca 2016

Rozdział 3

Hej! Na początku chcę przeprosić Was, za to, że tak długo nie było rozdziału, ale nie miałem weny żeby go napisać. Dlatego też jest krótki, bo skończył mi się pomysł co może być dalej. W tym miesiącu powinien pojawić się kolejny rozdział.
Miłego czytania ^^
***
            Wakacje mijały bardzo szybko. Jutro Hermiona wraz z przyjaciółmi mieli pojechać do Hogwartu. Ona sama leżała na łóżku i rozmyślała nad żartem ojca. Może by tak naprawdę rzucić na tiarę Imperiusa? No cóż… Na pewno by to wykryli, więc odpada. Tylko, że chciała być w Slytherinie z przyjaciółmi. Po chwili do jej pokoju wszedł Tom.
-Hermiono, załatwione. Tiara przydzieli cię ponownie – powiedział, siadając obok niej.
-Co? Jak to zrobiłeś? – spytała, po czym przytuliła ojca.
Była bardzo szczęśliwa. Nareszcie nie będzie musiała użerać się z tymi zdrajcami krwi. Będzie mogła spędzać więcej czasu z prawdziwymi przyjaciółmi. Jej szczęście było nie do opisania.
-No wiesz, znam wiele różnych zaklęć – odpowiedział uśmiechając się – No ale cóż. Pora spać, jutro jedziesz do Hogwartu – dodał, wstając z kanapy, po czym wyszedł z pokoju.
Czarnowłosa przebrała się w piżamę i ułożyła się wygodnie w ciepłym, miękkim łóżku. Zapadła w głęboki sen. Jednak ta noc była kolejną, podczas której Hermiona miała koszmary.
            Była późna noc. Na mroczną, leśną polanę wybiegła czarnowłosa dziewczyna, która przed czymś uciekała. Potknęła się o korzeń drzewa. Nie mogła wstać, czuła ogromny ból w nodze. Coś pociągnęło ją, po czym rzuciło w jakieś drzewo. Była to zakrwawiona brązowowłosa kobieta.
-Jak mogłaś mi to zrobić? To JA dałam ci dom! Mogłam cię po prostu zostawić przed domem! A ty jak się mi odpłacasz? Zabiłaś mnie!
Jej głos był jakiś dziwny. Jakby słyszała jakiegoś ducha. Wiedziała że to jej matka. Zobaczyła, że jej oczy są zupełnie czarne. Po raz kolejny spróbowała wstać, lecz usłyszała jakiś syk, po czym poczuła silny ból na dolnej części brzucha. Spojrzała w dół. Właśnie ta wariatka przebiła ją nożem. Nie miała siły krzyczeć. Usłyszała tylko chłodne „śpij”, po czym upadła na wilgotną ziemię i mimowolnie zamknęła oczy.
            Nagle obudziła się w swojej dawnej sypialni. Jedyne co jej się nie zgadzało, to wywrócone meble, dym, przez który mocno kaszlała, oraz pożar. Cały dom stał w ogniu! Musiała uciekać, ale nie wiedziała którędy. Do głowy wpadł jej pomysł. Sięgnęła po różdżkę, wycelowała w stronę okna, po czym z jej różdżki wystrzelił fioletowy promień. Ściana eksplodowała, tworząc jej drogę ucieczki. W dziurze stanął blondwłosy mężczyzna.
-Nie uciekniesz stąd. Pora się pożegnać. Odpokutujesz za to, co mi zrobiłaś.
Jego głos był dokładnie taki sam jak jej przybranej matki. Obrała go za cel wypowiedziała formułę klątwy uśmiercającej. Jednak on zaczął się tylko śmiać. Po chwili na dziewczynę spadł sufit. Krzyknęła z bólu, po czym obudziła się we własnej sypialni w jej prawdziwym domu.
            Zerwała się z łóżka, a z jej oczu wypływały łzy. Spojrzała na zegar. Okazało się, że była już dziewiąta. Musiała się pospieszyć. Spakowała się wczoraj, więc szybko wzięła prysznic i pojechała z Malfoy’ami na King’s Cross.
            Hermiona usiadła w pociągu razem z Draco, Blaisem i Ayą, a po kilku minutach dosiedli się Will Snape i Sarah Prince, którzy szybko zaprzyjaźnili się z czarnowłosą. Po chwili do przedziału wpadł Weasley, który wytrzeszczył oczy, kiedy zobaczył dziewczynę siedzącą ze Ślizgonami.
-Hermiona, co ty robisz z tymi śmierciożercami?! – spytał marszcząc brwi.
-Odwal się Weasley. To są moi przyjaciele – odpowiedziała ściskając rękę na różdżce.
-Oni? To ja i Harry jesteśmy twoimi przyjaciółmi, pamiętaj…
-Mówię do ciebie ostatni raz. Wyjdź – przerwała mu, po czym wycelowała w niego różdżką.
Rudowłosy chwycił Hermionę za rękę, lecz ona rzuciła na niego pierwszą klątwę, która przyszła jej na myśl. Weasley leżał teraz na podłodze bez nosa. Wszyscy obecni w przedziale dostali niekontrolowanego śmiechu. Gryfon wstał, pomacał się po twarzy, po czym wpadł w wściekłość.
-COŚ TY MI ZROBIŁA? ZABIJĘ CIĘ GRANGER! – krzyknął, po czym wybiegł z przedziału, zasłaniając rękami twarz.
            Pociąg stał już na stacji ponad pół godziny. Jednak Hermiona chciała poczekać aż wszyscy już pójdą. W końcu wyszła z pociągu i skierowała się w stronę zamku. Usłyszała coś za sobą.
-Avada…
Zanim zdążyła się odwrócić, usłyszała huk. Zobaczyła Malfoy’a, a kilka metrów przed nim Weasley’a. Chyba ten plugawy mieszaniec próbował ją zabić.
-Draco? – spytała nie ukrywając zdziwienia.
-Ten zdrajca krwi próbował rzucić na ciebie Avadę – powiedział patrząc z odrazą na rudego.
Niespodziewanie Hermiona rzuciła się na blondyna i przytuliła go mocno. Była naprawdę szczęśliwa, że Draco tam był. Gdyby nie on, to pewnie byłaby już martwa. Chociaż Weasley jest tak głupi, że nie potrafi nawet trafić do dormitorium. Mimo co, to Draco ją ocalił. A rudy niech nie myśli, że nie ominie go zemsta.
-Dziękuję – rzuciła krótko w stronę przyjaciela.
-Nie ma za co, przecież wiesz, że nie pozwoliłbym cię skrzywdzić – powiedział uśmiechając się do niej. Kiedy był sam na sam z nią, nie zachowywał się jak ten Malfoy, którego znała przez ostatnie pięć lat.
            Właśnie zakończyła się ceremonia przydziału. Dumbledore chciał już zaczynać ucztę, jednak tiara powiedziała, że chce przydzielić kogoś ponownie, co dla wszystkich było dziwne i zaskakujące, gdyż nigdy coś takiego się nie stało. Kiedy dyrektor wyraził zgodę, tiara wywołała osobę.
-Hermiona Riddle.
Czarnowłosa wstała od stołu gryfonów i usiadła na stołku, zakładając tiarę na głowę.
Nie ma już w tobie tej jedenastolatki którą przydzielałam pięć lat temu. Jesteś taka sama jak twoi rodzice – ambitna, żądna władzy i potęgi. Nie pozostaje mi nic innego do wyboru.
-SLYTHERIN! – krzyknęła tiara, a Hermiona skierowała się do stołu ślizgonów.
Wszyscy gryfoni byli zdziwieni, a Ron i Harry byli wściekli. Weasley wyglądał już normalnie. Pewnie poszedł do pani Pomfrey w pociągu.
            Po dwóch godzinach uczta zakończyła się, a uczniowie poszli do swoich dormitorium. Hermiona była szczęśliwa, że może być wśród swoich przyjaciół. Wszyscy polubili nową ślizgonkę, oprócz jednej szestnastolatki, której twarz przypominała mopsa. Pansy Parkinson była wściekła widząc jak Draco na nią patrzy, a kiedy ją przytulał wpadała w szał. W pokoju wspólnym nadeszła konfrontacja między dziewczynami.
-Kim ty w ogóle jesteś? Jakim cudem jesteś w Slytherinie szlamo? – zapytała krzycząc na nią.
-Licz się ze słowami Parkinson! – krzyknęła ostrzegawczo.
Mopsica niemal nie spadła na podłogę kiedy usłyszała te słowa skierowane do niej. Nikt nie miał prawa jej grozić, a zwłaszcza jakaś szlama.
-Grozisz mi? Ty mi grozisz? – zapytała śmiejąc się z tego co powiedziała czarnowłosa.
-Tego już za wiele Parkinson – powiedziała wstając z czarnej kanapy. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała nią w Pansy.
-Chcesz mi coś zrobić? Prędzej to ja zrobię coś tobie! – krzyknęła wściekle.
Hermiona była rozśmieszona całą sytuacją. W ogóle nie bała się dziewczyny, zwłaszcza że jest córką Czarnego Pana. Mopsica upadła na podłogę krzycząc w niebogłosy. Czuła jakby ból przeszywał ją od stóp do głów, czuła jakby płonęła. Po dziesięciu minutach Hermiona przerwała zaklęcie, kucnęła przy niej i podwinęła lewy rękaw, pod którym widniał mroczny znak.
-Widzisz to? Ja jestem JEGO córką. Jeśli mi się sprzeciwisz, gorzko tego pożałujesz. Zrozumiano?
Czarnowłosa nie była w stanie się nawet ruszyć. Hermiona wstała i splunęła jej w twarz, po czym weszła do dormitorium i położyła się spać. Nareszcie wróciła do Hogwartu. Już jutro pierwsze zajęcia w tym roku.