poniedziałek, 27 czerwca 2016

Rozdział 1

Hej :) Nareszcie światło dzienne ujrzał pierwszy rozdział Hermiony Riddle. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Nowy rozdział prawdopodobnie pojawi się jutro, albo za dwa dni, zależy kiedy skończę go pisać ;) Miłego czytania :3
***
           Był lipiec. Szesnastoletnia gryfonka leżała na łóżku w swoim pokoju czytając książkę ze swojej półki. Usłyszała krzyk mamy z dołu.
-Hermiona, złaź na dół i skoś trawnik! – krzyknęła wrednie.
Czarnowłosa nienawidziła swoich rodziców. W ogóle jej nie szanowali odkąd wróciła z pierwszego roku szkoły. Bili ją i byli dla niej podli i chamscy. Pragnęła w końcu się wyrwać z tego życia. To niemożliwe, że tacy ludzie, a na dodatek mugole są jej rodzicami.
-Głucha jesteś gówniaro? Kazałam ci skosić trawnik! – krzyknęła jeszcze głośniej.
-Już idę, nie musisz się drzeć! – odpowiedziała głośno rozdrażniona, po czym wyszła do ogródka skosić trawę.
Nagle kosiarka przestała działać, więc próbowała ją naprawić. Niestety bezskutecznie. Kiedy jej ojciec zobaczył zniszczoną kosiarkę i połowę trawnika nie skoszoną, wściekł się. Rzucił w nią nożyczkami i kazał strzyc trawę.
            Kiedy skończyła, a minęło kilka godzin, postanowiła pójść do pobliskiego parku. Nareszcie mogła wyrwać się od rodziców tyranów. Park znajdował się niedaleko, więc szybko tam dotarła. Na jej ulubionej ławce siedziała czwórka dzieci z lizakami. Zdenerwowała się, gdyż dzieciarnia zajęła jej miejsce.
-Wynoście się, albo wasze lizaki wylądują na ziemi! – krzyknęła zdenerwowana.
Przerażone dzieci rozpłakały się i wybiegły z parku, a jakaś rudowłosa kobieta spojrzała na nią z wyrzutem. Hermiona rzuciła jej podłe spojrzenie, a ona postanowiła, że lepiej nie wkraczać jej w drogę i także opuściła park. Kiedy została już całkiem sama, otworzyła książkę i zaczęła czytać.
            Po kilku minutach zauważyła, że do parku wchodzi jakiś przystojny, czarnowłosy mężczyzna o zielonych oczach. Na oko wyglądał na ponad trzydzieści lat. Normalnie by go zignorowała, gdyby nie to, że usiadł obok niej. Spojrzała na niego pytająco, a on uśmiechnął się do niej, po czym ją przytulił.
-Hermiona, nareszcie cię znalazłem – powiedział, a po jej ciele rozeszło się przyjemne ciepło.
-Kim pan… Tom?! Tom Riddle?! – spytała nie ukrywając zdziwienia, wpatrując się w mężczyznę – I dlaczego się do mnie przytulasz? – dodała pytająco.
-Dlaczego? Otóż jestem twoim ojcem – odpowiedział, puszczając ją ze swoich objęć.
Czarnowłosa spojrzała na niego z lekkim przerażeniem po czym zaczęła analizować wszystkie fakty po kolei. Jest czarownicą, a jej rodzice mugolami, nie jest w ogóle podobna do rodziców, a do Toma tak. Wreszcie postanowiła nawiązać rozmowę ze swoim biologicznym ojcem.
-To może być prawda… Mógłbyś mi to udowodnić? – zapytała błagalnym tonem.
-Dobrze. Znasz mowę węży, prawda? – spytał, wiedząc, że to może być wystarczający dowód.
-Tak, znam. Umiem się z nimi rozmawiać odkąd miałam cztery lata. Tylko one mnie rozumiały – odrzekła, zamyślając się o dawnych czasach.
-Widzisz Hermiono, tylko potomek Slytherina zna mowę węży – powiedział uśmiechając się miło w jej stronę.
Niespodziewanie Voldemort chwycił ją za rękę, po czym deportowali się gdzieś. Dziewczyna prawie zwymiotowała, jeszcze nigdy się nie teleportowała. Razem z ojcem znaleźli się w dużym, przytulnym salonie w kolorach Slytherinu. Przed kominkiem była ciemnozielona kanapa, na której siedziała czarnowłosa kobieta. Kiedy usłyszała dźwięk teleportacji, spojrzała do tyłu.
-Tom, wróciłeś! – powiedziała radośnie, po czym przytuliła męża – Chwila… Czy to Hermiona? – spytała zakrywając sobie usta ciesząc się niezmiernie.
-Tak, Nicole. Znalazłem ją – odpowiedział, po czym pogładził żonę po policzku.
Kobieta podeszła do córki i przytuliła ją tak mocno, że gałki oczne prawie wyleciały jej na zewnątrz. Kiedy ją puściła, uśmiechnęła się do niej, a jej twarz wyrażała ogromne szczęście.
-Hermiono, nareszcie jesteś córeczko! – powiedziała do niej, nie przestając się uśmiechać.
-Też się cieszę, że cię widzę, mamo – odpowiedziała, wpatrując się w jej niebieskie jak niebo oczy.
Cieszyła się, że jej rodzicami nie byli ci nieczuli mugole, którzy wiecznie ją bili i nie szanowali. Nareszcie mogła żyć spokojnie z wiedzą, że jej prawdziwi rodzice będą ją kochać i traktować tak, jak każdy rodzic powinien traktować swoje dziecko. Jej rozmyślanie przerwało skrzypienie drzwi, w których stanął nie kto inny jak Severus Snape – nauczyciel eliksirów w Hogwarcie.

-Granger? Co ty tu robisz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz