***
Był lipiec. Szesnastoletnia gryfonka leżała na łóżku w swoim
pokoju czytając książkę ze swojej półki. Usłyszała krzyk mamy z dołu.
-Hermiona, złaź na dół i skoś trawnik! – krzyknęła wrednie.
Czarnowłosa nienawidziła swoich rodziców. W ogóle jej nie
szanowali odkąd wróciła z pierwszego roku szkoły. Bili ją i byli dla niej podli
i chamscy. Pragnęła w końcu się wyrwać z tego życia. To niemożliwe, że tacy
ludzie, a na dodatek mugole są jej rodzicami.
-Głucha jesteś gówniaro? Kazałam ci skosić trawnik! –
krzyknęła jeszcze głośniej.
-Już idę, nie musisz się drzeć! – odpowiedziała głośno
rozdrażniona, po czym wyszła do ogródka skosić trawę.
Nagle kosiarka przestała działać, więc próbowała ją naprawić.
Niestety bezskutecznie. Kiedy jej ojciec zobaczył zniszczoną kosiarkę i połowę
trawnika nie skoszoną, wściekł się. Rzucił w nią nożyczkami i kazał strzyc
trawę.
Kiedy
skończyła, a minęło kilka godzin, postanowiła pójść do pobliskiego parku.
Nareszcie mogła wyrwać się od rodziców tyranów. Park znajdował się niedaleko,
więc szybko tam dotarła. Na jej ulubionej ławce siedziała czwórka dzieci z
lizakami. Zdenerwowała się, gdyż dzieciarnia zajęła jej miejsce.
-Wynoście się, albo wasze lizaki wylądują na ziemi! –
krzyknęła zdenerwowana.
Przerażone dzieci rozpłakały się i wybiegły z parku, a jakaś rudowłosa
kobieta spojrzała na nią z wyrzutem. Hermiona rzuciła jej podłe spojrzenie, a
ona postanowiła, że lepiej nie wkraczać jej w drogę i także opuściła park.
Kiedy została już całkiem sama, otworzyła książkę i zaczęła czytać.
Po kilku
minutach zauważyła, że do parku wchodzi jakiś przystojny, czarnowłosy mężczyzna
o zielonych oczach. Na oko wyglądał na ponad trzydzieści lat. Normalnie by go
zignorowała, gdyby nie to, że usiadł obok niej. Spojrzała na niego pytająco, a
on uśmiechnął się do niej, po czym ją przytulił.
-Hermiona, nareszcie cię znalazłem – powiedział, a po jej
ciele rozeszło się przyjemne ciepło.
-Kim pan… Tom?! Tom
Riddle?! – spytała nie ukrywając zdziwienia, wpatrując się w mężczyznę – I dlaczego
się do mnie przytulasz? – dodała pytająco.
-Dlaczego? Otóż jestem twoim ojcem – odpowiedział, puszczając
ją ze swoich objęć.
Czarnowłosa spojrzała na niego z lekkim przerażeniem po czym
zaczęła analizować wszystkie fakty po kolei. Jest czarownicą, a jej rodzice
mugolami, nie jest w ogóle podobna do rodziców, a do Toma tak. Wreszcie postanowiła
nawiązać rozmowę ze swoim biologicznym ojcem.
-To może być prawda… Mógłbyś mi to udowodnić? – zapytała błagalnym
tonem.
-Dobrze. Znasz mowę węży, prawda? – spytał, wiedząc, że to
może być wystarczający dowód.
-Tak, znam. Umiem się z nimi rozmawiać odkąd miałam cztery
lata. Tylko one mnie rozumiały – odrzekła, zamyślając się o dawnych czasach.
-Widzisz Hermiono, tylko potomek Slytherina zna mowę węży –
powiedział uśmiechając się miło w jej stronę.
Niespodziewanie Voldemort chwycił ją za rękę, po czym
deportowali się gdzieś. Dziewczyna prawie zwymiotowała, jeszcze nigdy się nie
teleportowała. Razem z ojcem znaleźli się w dużym, przytulnym salonie w
kolorach Slytherinu. Przed kominkiem była ciemnozielona kanapa, na której
siedziała czarnowłosa kobieta. Kiedy usłyszała dźwięk teleportacji, spojrzała
do tyłu.
-Tom, wróciłeś! – powiedziała radośnie, po czym przytuliła
męża – Chwila… Czy to Hermiona? – spytała zakrywając sobie usta ciesząc się
niezmiernie.
-Tak, Nicole. Znalazłem ją – odpowiedział, po czym pogładził
żonę po policzku.
Kobieta podeszła do córki i przytuliła ją tak mocno, że gałki
oczne prawie wyleciały jej na zewnątrz. Kiedy ją puściła, uśmiechnęła się do
niej, a jej twarz wyrażała ogromne szczęście.
-Hermiono, nareszcie jesteś córeczko! – powiedziała do niej,
nie przestając się uśmiechać.
-Też się cieszę, że cię widzę, mamo – odpowiedziała, wpatrując
się w jej niebieskie jak niebo oczy.
Cieszyła się, że jej rodzicami nie byli ci nieczuli mugole,
którzy wiecznie ją bili i nie szanowali. Nareszcie mogła żyć spokojnie z
wiedzą, że jej prawdziwi rodzice będą ją kochać i traktować tak, jak każdy
rodzic powinien traktować swoje dziecko. Jej rozmyślanie przerwało skrzypienie
drzwi, w których stanął nie kto inny jak Severus Snape – nauczyciel eliksirów w
Hogwarcie.
-Granger? Co ty tu robisz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz