poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rozdział 5

Hej! :) Obiecałem że rozdział będzie 14 sierpnia, jednak skończyłem go wcześniej, więc postanowiłem go wrzucić dzisiaj :3 Pojawi się wyczekiwana przez wiele osób chwila, a nawet dwie o dziwo :) W trakcie tworzenia jest już rozdział 6, więc mam nadzieję że pojawi się jeszcze w tym miesiącu. Miłego czytania :3
**
            Do pokoju wspólnego weszli już wszyscy ślizgoni, a impreza właśnie się zaczęła. Draco razem z Blaisem pili ognistą whisky, a Hermiona, Aya i Sarah tańczyły do muzyki granej z radia, które Hermiona zaczarowała by odtwarzało mugolską muzykę.
            Po kilku godzinach do Hermiony podszedł Draco. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, jednak szybko chwycił się za lewe przedramienie.
-Cholera – rzucił krótko.
-Chodźmy do Snape’a – zarządziła Hermiona, po czym wraz z przyjaciółmi skierowała się do gabinetu Mistrza Eliksirów.
Jak zwykle weszli do kominka i teleportowali się do posiadłości Riddle’ów. W salonie stał Czarny Pan, a przed nim grupa śmierciożerców. Odwrócił się w ich kierunku i uśmiechnął się tajemniczo.
-Nareszcie. Dołączcie do grupy – powiedział chłodno.
Natychmiast posłuchali rozkazu Voldemorta i stanęli obok innych.
-Zapewne jesteście ciekawi, dlaczego was tutaj zebrałem o tej porze – odrzekł, chodząc w kółko – Otóż zlokalizowałem liczny oddział aurorów w pewnej mugolskiej wiosce. To doskonała okazja by ich zabić. To na pewno zmieni plany ministerstwa – dodał, uśmiechając się podle.
            Po godzinie armia śmierciożerców czekała w ukryciu w lesie za wioską. Byli gotowi do ataku. Na znak Czarnego Pana wszyscy ruszyli. Domy płonęły, promienie zaklęć leciały na niebie, a piątka przyjaciół właśnie weszli do jednego z domów. Zdezorientowany mugol chciał uciekać, jednak oberwał zaklęciem niewybaczalnym od Malfoya.
            Gdy cała rodzina była martwa, wyszli do centrum wioski. Tam spostrzegli mnóstwo aurorów walczących z pięć razy większą armią śmierciożerców. Dołączyli się do walki. Hermiona spostrzegła znajomą twarz. To Alastor Moody, otoczony przez pięciorga śmierciożerców. Jednak daję radę, więc czarnowłosa nie oparła się pokusie i strzeliła Crusiatusem w Moody’ego, a śmierciożercy użyli Avady.
            Był już wczesny ranek, a walka nadal trwała. Ostatni członkowie Zakonu Feniksa byli już martwi, z wyjątkiem Dumbledore’a, który siedział teraz w swoim gabinecie w Hogwarcie. Tymczasem Bellatrix Lestrange wykończyła ostatniego aurora obecnego w wiosce. Taki mały oddział, a taki silny. Śmierciożercy wrócili do lasu, a Hermiona spojrzała na ruiny wioski. Nic z tego nie zostało. Tylko same trupy. Nadszedł jednak czas, żeby deportować się do Riddle Manor. Poczuła zawirowanie, po czym znalazła się w salonie. Skierowała się do swojego pokoju, ignorując po drodze wszystko. Zrzuciła szatę śmierciożercy, założyła piżamę i położyła się spać. Była wykończona, ale szczęśliwa, że nareszcie miała jakąś rozrywkę. Przestała myśleć i zapadła w głęboki sen.
            Siedziała w ogromnej sali, a przed sobą widziała wiele ludzi ubranych na czarno. Nie wiedziała gdzie jest, ani co się tutaj dzieje. Po chwili usłyszała donośny głos.
-Otwieram proces Hermiony Riddle, uczennicy Hogwartu oskarżonej o pomaganie Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, oraz o morderstwo Ministra Magii.
Zmroziło ją. Czy podczas snu ktoś ją ogłuszył? I kiedy zabiła ministra? Chociaż to niemożliwe, żeby ktoś wdarł się do Riddle Manor bez zwrócenia jakiejkolwiek uwagi.
-Oskarżyciel, podsekretarz Korneliusz Knot. Czy przyznajesz się do popełnionego czynu? – zapytał wpatrując się w nią podle.
-Nie ma takiej opcji! – krzyknęła wściekle.
Po chwili usłyszała piskliwy, kobiecy głos. Od razu wiedziała do kogo on należy.
-Są na to dowody, choćby ostatnie zaklęcie rzucone z pani różdżki i ciało Rufusa Scrimgeoura – odrzekła Dolores Umbridge.
To nie było możliwe. Nawet nie zabiła tego mężczyzny, a nawet go na oczy nie widziała. Co ta różowa landryna sobie ubzdurała?
-Masz rację, Dolores – odrzekł po chwili Knot – Kto uważa że podejrzana jest winna? – spytał, odwracając się w stronę członków Wizengamotu.
Wszyscy podnieśli ręce w górę. Nikt nie chciał jej uniewinnić. To koniec. Wiedziała że skończy w Azkabanie.
-Hermiono Riddle, skazuje cię na dożywocie w Azkabanie – powiedział, uderzając młotkiem o biurko.
            Uderzyła o coś twardego. Rozejrzała się wokół siebie. Zorientowała się, że leży na podłodze własnego pokoju. No tak… Kolejny koszmar. Wstała, wzięła prysznic i ubrała się, po czym skierowała się do jadalni. Spotkała tam rodziców, jedzących śniadanie.
-Hej mamo, cześć tato – powiedziała rozespanym głosem.
-Jak się spało? – spytała Nicole.
-Gdyby nie te koszmary, to byłoby w porządku – odpowiedziała, biorąc gofry od skrzata domowego.
Kobieta się zaniepokoiła. Nigdy nie słyszała o koszmarach córki. Chciała z nią o tym porozmawiać, lub chociaż doradzić.
-Jakie koszmary? – zapytała z troską.
-Są coraz gorsze, zamordowanie ministra, aresztowanie, proces w ministerstwie, aż w końcu jestem w Azkabanie – odrzekła, a z jej oka poleciała samotna łza.
-Nigdy do tego nie dojdzie, będziemy cię chronić za wszelką cenę – powiedział Tom, patrząc na córkę.
            Po śniadaniu musiała już wracać do Hogwartu. Weszła do kominka, powiedziała „Gabinet Snape’a” i poczuła mocne zawirowanie, po czym poczuła lekki chłód. Znalazła się tam, gdzie chciała. Snape’a nie było. Pewnie są już lekcje. Ruszyła szybkim krokiem do pokoju wspólnego Slytherinu. Wypowiedziała hasło „Czarny Pan” i weszła do środka. Nagle ktoś się na nią rzucił. To była Aya.
-Nareszcie jesteś, myśleliśmy że coś ci się stało – powiedziała, nie puszczając przyjaciółki.
-Przecież mnie znacie – rzuciła krótko, śmiejąc się pod nosem.
-No tak, ale długo cię nie było – odpowiedziała Aya, w końcu wypuszczając przyjaciółkę z objęcia.
-Bo nocowałam w domu. Byłam zbyt zmęczona – odrzekła krótko – A tak z innej beczki, ale była jatka, co nie? – dodała, uśmiechając się szeroko.
Czarnowłosa nie dostrzegła, że przygląda jej się pewien blondyn, który cały czas o niej myśli. Nie wiedziała, o jego planach na sobotni pobyt w Hogsmeade. Ale cóż, to miała być niespodzianka.
-Ministerstwo już na pewno wie – rzuciła krótko.
-Tak, oni wiedzą wszystko, nie wiem jak – powiedziała, siadając na kanapie.
            Po kilku godzinach do pokoju wspólnego wszedł opiekun domu – Severus Snape. Wypytywał ją o atak. Ciekawe było, że sam tego nie wiedział, skoro był śmierciożercą i szpiegiem.
-Udało się. Oddział aurorów został unicestwiony – odpowiedziała dumnie.
Była szczęśliwa, że nic nie stało się jej przyjaciołom, ani rodzinie. Mimo tego nie mogła się doczekać świątecznego ataku na Hogsmeade. Jak powiedział Snape, wtedy w pubie pod Trzema Miotłami będzie jakieś spotkanie. Ma być angielski minister magii, polski, niemiecki i amerykański. A nawet sam Dumbledore. Do tego ministrowie będą mieli mocne obstawy. To doskonała okazja żeby zamordować ministra magii i Dumbledore’a. Oby wszystko poszło dobrze. Hermionie poprawiał humor jutrzejszy mecz quidditcha Slytherin vs Gryffindor. To dość nietypowe, że mecz odbywa się w tygodniu. Ale cóż…
            Następnego dnia Hermionę obudziło głośne pukanie do drzwi. Zerwała się z łózka zła jak osa i otworzyła drzwi z hukiem. Przed nimi stał ogromnie zdziwiony Draco Malfoy.
-JAK ŚMIESZ… A, to ty Draco. Przepraszam.
-Zaraz mecz. Musimy iść na boisko – powiedział cicho, nadal w szoku.
            Ruszyli więc na boisko. Po drodze spotkali Weasley’a, który im ubliżał. Niestety nie mogła nic zrobić, bo był obrońcą w tym zbiegowisku, bo drużyną ich nazwać nie można. A przez to byliby zdyskwalifikowani. Weszli do szatni i przebrali się w zbroje do quidditcha. Wylecieli na boisko i przygotowali się do gry. Pani Hooch zagwizdała, kafel poszedł w górę, znicz i tłuczki wypuszczone, a gra się zaczęła. Hermiona nie słuchała komentatora tylko skupiała się na grze.
-Przy kaflu Riddle, Newell, Riddle, Sky – mówił komentator – I STRZAŁ! Riddle trafia gola dla Slytherinu! – dodał.
            Po kilku godzinach mecz zakończył się wynikiem 270:90 dla Slytherinu, znicz złapany przez Draco. Gryfoni byli wściekli. Przyjaciele wracali już do pokoju wspólnego Slytherinu. Hermiona zacięcie dyskutowała z Draco. To był piękny mecz.
            Nastała sobota, dzień wypadu do Hogsmeade. Hermiona wstała wcześnie rano, chcąc wyglądać jak człowiek, a nie jak nastroszony kot. Wyszła z dormitorium w stronę łazienki prefektów na piątym piętrze (znała hasło, gdyż kiedyś była prefektem Gryffindoru). Wzięła długą, odprężającą kąpiel, nałożyła makijaż i wróciła szybko do dormitorium. Nie chciała by ktokolwiek widział ją biegającą po korytarzach Hogwartu w piżamie. Jednak gorsze było to, że wybieranie stroju zajęło jej godzinę. W końcu zdecydowała się na buntowniczy styl – czarna bluzka z krótkim rękawem i podarte jeansy, a na nogach glany. Zeszła do pokoju wspólnego i zastała tam Blaise’a i Draco, którzy rozmawiali o czymś. Kiedy usłyszeli kroki, umilkli i odwrócili się do tyłu. Malfoy uśmiechnął się do Hermiony unosząc brwi.
-No proszę, niezłe ciuszki – rzucił penetrując ją wzrokiem od stóp do głów. Podobał mu się jej wygląd. Włosy na bok, lekki makijaż i ten styl. To było coś, co go urzekło.
-Dzięki, która godzina? – spytała siadając obok przyjaciół.
Była szczęśliwa że jej wygląd spodobał się blondynowi. Na tym jej najbardziej zależało. Po chwili drzwi do pokoju wspólnego otworzyły się, a widok osoby która tam stała zarówno ich zdenerwował jak i zdziwił.
-Pożałujesz tego Malfoy. I ty Riddle też! – krzyknęła histerycznie postać.
-Zamknij się Parkinson. Wystarczy jedno słowo ode mnie do ojca a już będziesz martwa – odrzekła czarnowłosa wpatrując się w mopsicę.
Nie spodziewała się że ta suka tak szybko wyjdzie ze świętego Munga. Powinni ją trzymać przynajmniej rok. Może w końcu by się opanowała.
Mopsica kopnęła krzesło stojące przy stoliku i rzuciła się w stronę dormitorium. Przyjaciele zignorowali jej zachowanie i wrócili do rozmowy.
            Hogsmeade wyglądało pięknie. Szkoda jej było niszczyć wioskę w święta, no ale cóż… Pogoda także dopisywała, co cieszyło pannę Riddle i Malfoya, który jeszcze nie ujawnił jej niczego, co planuję w Hogsmeade. Była zainspirowana tą tajemniczością blondyna. Jednak obydwoje wiedzieli o misji od Czarnego Pana – mieli dowiedzieć się, w jakim pomieszczeniu może być spotkanie ministrów.
-Hermiono, może pójdziemy do nowej kawiarni? – zaproponował, wpatrując się w jej zielone jak Avada tęczówki.
Dziewczyna zgodziła się, po czym skierowali się w głąb wioski. Znaleźli się w części w której Hermiona nigdy nie była. Weszli do jakiegoś budynku w którym mieściła się kawiarnia. Usiedli przy stoliku w rogu, a po chwili podszedł kelner. Zanim zdążył otworzyć usta, Draco złożył zamówienie.
-Poproszę czarną kawę bez cukru i jedną z mlekiem i dwoma łyżeczkami.
-To będzie jeden galeon – odrzekł, wyciągając rękę.
Draco zapłacił i razem czekali na zamówienie. Po dwóch godzinach wyszli z kawiarni i skierowali się w stronę lasu. Hermiona była zaniepokojona, gdzie prowadzi ją Draco, jednak wiedziała że nigdy by jej nie skrzywdził.
            Stanęli na środku pięknej polany w środku lasu. Był tutaj staw, wysoka trawa, piękny dąb i oni sami. Blondyn chwycił ją za rękę i pociągnął pod drzewo. Po chwili zwrócił się do niej.
-Hermiono, nie mogę już tego ukrywać – powiedział tajemniczym tonem uśmiechając się lekko – Kocham Cię – dodał, po czym wpił się w usta czarnowłosej.
Dziewczyna uniosła brwi, jednak oddała pocałunek. Była bardzo szczęśliwa. Pragnęła tego już od wakacji, a teraz jej marzenie się spełniło. Blondyn odsunął swoje usta od jej warg i spojrzał w jej oczy.
-Draco, ja także cię kocham – odpowiedziała w końcu, uśmiechając się szeroko.
Po chwili w krzakach za nimi coś się ruszyło. Zanim zdążyli zareagować w ich stronę leciał zielony promień. Draco rzucił się na Hermionę i obydwoje upadli na mokrą ziemię. Pierwsza wstała Hermiona i wyciągnęła przed siebie różdżkę.
-Jest nas dwójka więc lepiej wyjdź – powiedziała stanowczo.
Z krzaków wyskoczyła zakapturzona postać i cisnęła w czarnowłosą Cruciatusem. Draco natychmiast zareagował. Wyciągnął różdżkę i wycelował w postać.
-Avada Kedavra! – krzyknął, a z jego różdżki wystrzelił zielony promień.
Mroczna Postać padła martwa na ziemię. Blondyn podbiegł do Hermiony i pomógł jej wstać. Potem oboje skierowali się w stronę trupa. Malfoy zdjął kaptur z jej głowy i odskoczył szybko.
-To Parkinson! To ONA próbowała nas zabić! – krzyknął wściekle, po czym kopnął jej ciało tak mocno, że poleciało dwa metry do przodu.
-Draco musimy coś zrobić. Przecież jak ją znajdą… - mówiła załamanym głosem.
-Zajmę się tym – odrzekł, po czym wycelował w ciało ślizgonki i mruknął formułę „Invisibicorpo”. Od razu ciało wyparowało.
            Wrócili do Hogsmeade, zajęli się misją od Czarnego Pana, aż w końcu nastała siedemnasta, więc musieli wrócić do zamku. Dowiedzieli się o której i gdzie będzie spotkanie ministrów z dyrektorem. Hermiona przekazała informację Snape’owi i poszła spać.
            Było zimno. Strasznie zimno. Była tak zmęczona że nie mogła otworzyć oczu, jednak w końcu się do tego zmusiła. Leżała na twardej posadzce i czuła jakby nigdy nie miała czuć się szczęśliwa. Dopiero teraz zorientowała się że jest w Azkabanie. Nagle drzwi do celi otworzyły się, a stanęła w nich Pansy.
-Dostałaś na co zasłużyłaś Riddle – powiedziała, uśmiechając się szyderczo – To ja cię wydałam ministerstwu. W św. Mungu – dodała po chwili.
-Przecież ty nie żyjesz, Parkinson! – krzyknęła w jej stronę.
Mopsica zaczęła się psychicznie śmiać, po czym upadła na posadzkę.
-Taak? A jakoś jestem tutaj! – odpowiedziała, nie móc opanować śmiechu.
Po kilku minutach udało jej się to i podniosła się z kamiennej podłogi. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała nią w pannę Riddle.
-Wiesz co Riddle? Nastał twój koniec – powiedziała przykrym tonem.
Hermiona nie wiedziała co się dzieję. Jakim cudem tutaj trafiła, przecież Parkinson nie żyje, Draco ją zabił.
-Avada Kedavra – powiedziała krótko Parkinson, a z jej różdżki wyleciał zielony promień, który ugodził czarnowłosą w pierś.
            Hermiona zerwała się z łóżka i upadła na podłogę. Rozejrzała się nieprzytomnie i zorientowała się, że jest w dormitorium dziewczyn. Odetchnęła z ulgą i poszła do łazienki wziąć prysznic. Nie wiedziała dlaczego cały czas ma te koszmary. Bała się ich, chociaż wiedziała, że to nie dzieje się naprawdę. A nawet ojciec ją zapewnił, że nie pozwoli jej skrzywdzić. Tak samo pewnie zrobi Draco. Nareszcie z nim była. Nie była pewna jego uczuć co do niej, ale teraz jest. Nadal rozmyślała o ostatnim koszmarze. Te koszmary nie mogą się spełnić, skoro Parkinson wczoraj zginęła na jej oczach. A ponoć ona doniosła ministrowi wszystko. Zresztą to tylko złe sny. Zaczęła myśleć o świątecznym ataku. To będzie świetny prezent na Boże Narodzenie dla Dumbledore’a. Jeśli to się uda, Czarny Pan może ustawić swoich ludzi na ministrów tych krajów, wtedy będzie miał nad nimi władzę. To będą drzwi do potęgi. Kto wie, może wtedy będzie mogła zarządzać jednym krajem, to by było super. Rozległo się pukanie do drzwi.
-Dłużej nie wytrzymam, wychodzisz już, czy mam użyć twojego łóżka zamiast toalety? – zapytała, nie móc już przytrzymać moczu.
-Jak śmiesz się do mnie tak zwracać? – krzyknęła wściekle. Jak ktokolwiek mógł do niej tak mówić, przecież ona jest córką Czarnego Pana.
-Hermiona, to ty? Przepraszam… - odrzekła nagle dziewczyna.
Czarnowłosa wytarła się, ubrała na sportowo i wyszła z łazienki. Pod drzwiami skurczona była Sarah, która od razu wbiegła do łazienki. Panna Riddle skierowała się do pokoju wspólnego, w którym zastała Severusa rozmawiającego z Draco, Blaisem i Ayą. Po chwili przeniósł wzrok na ślizgonkę.
-Ah, Hermiona. Czarny Pan pragnął, żebym ci coś przekazał – powiedział chłodno w jej stronę.
-Co takiego? – spytała, nie ukrywając zaciekawienia.
-Wiesz gdzie jest wejście do Komnaty Tajemnic, prawda? Czarny Pan potrzebuje jadu bazyliszka – odrzekł, dając do zrozumienia czarnowłosej, że musi udać się do tej całej komnaty.
Ślizgonka pokiwała twierdząco głową i udała się do łazienki Jęczącej Marty. Doskonale wiedziała gdzie to jest, bo była wtedy z tymi zdrajcami krwi. Otworzyła drzwi i podeszła do umywalki. Wysyczała coś w języku węży, a komnata została otwarta. Wskoczyła do rury i ześlizgnęła się w niej. Upadła na jakieś kości. Zignorowała to i ruszyła przed siebie. Otwarcie kolejnych drzwi było tak proste jak rzucenie klątwy Cruciatus. W końcu dotarła do serca komnaty, na której końcu była wyrzeźbiona ogromna twarz Salazara Slytherina, a przed nią leżał ogromny szkielet. Podbiegła tam bez żadnych przeszkód i zaczęła myśleć, skąd zdobyć ten jad. Zwykle jest w jakiś kłach i… No tak! Kieł bazyliszka! Wyrwała go ostrożnie, by nie przekuć sobie skóry. Schowała go do kieszeni i wróciła do łazienki Marty. Zamknęła komnatę i pobiegła do gabinetu Snape’a. Usłyszała chłodne „wejść”, więc otworzyła drzwi i podeszła do Mistrza Eliksirów. Wręczyła mu kieł, pytając po co Czarnemu Panu ten jad. Dowiedziała się, że Snape tworzy eliksir, który sprawia, że horkruksy są niezniszczalne. No tak, kolejny krok do nieśmiertelności.
            Był już środek grudnia, za tydzień miał odbyć się atak na Hogsmeade. Nawet profesor Schmitt nauczył ich wiele nowych klątw. McGonagall spisywała nazwiska osób, które zostają na święta w Hogwarcie. Oczywiście nie było na niej nazwisk Hermiony i jej przyjaciół. Eliksir dla Czarnego Pana był prawie gotowy. Ślizgoni udali się na stację Hogwart-Londyn i wsiedli do pociągu. Po kilku godzinach byli już na peronie 9 i ¾ . Podszedł do nich Lucjusz Malfoy i razem z nim pojechali do Riddle Manor. Tam Czarny Pan przywitał ich, a najmilej córkę. Poprosiła go o rozmowę. Zgodził się i poszli do jej pokoju.
-Tato… Ja i Draco… My zabiliśmy Parkinson – wyrzuciła z siebie, patrząc na ojca ze łzami w oczach.
Nienawidziła jej, ale nie chciała jej zabić. Nie naprawdę. Tom spojrzał na nią. Doskonale ją rozumiał. Przytulił ją.
-Hermiono, nie musiałaś tego robić, zwłaszcza pod okiem Dumbledore’a, gdyby to widział to by cię tu nie było – powiedział cicho – A zrobiłaś to z jakiegoś konkretnego powodu? – spytał, patrząc na córkę.
-Chciała nas zabić, na szczęście nie trafiła – odpowiedziała szczerze.
            Nastał dzień ataku. Przygotowania szły pełną parą, a śmierciożercy byli już gotowi do ataku. Byli pewni, że wkrótce unicestwią Dumbledore’a. W końcu nastał ten czas. Na sygnał Czarnego Pana wszyscy deportowali się nieopodal Hogsmeade. Na początku został zaatakowany pub „Pod Trzema Miotłami”. Wszystko płonęło, a z pubu wybiegło wiele aurorów. Kilku eskortowało ministrów do bezpiecznego miejsca, z którego można się teleportować. Śmierciożercy miotali klątwami w stronę ministrów. Trafili tylko jednego, jednak zdołał on uciec. Wioska płonęła. Hermiona zauważyła profesora Schmitta walczącego z McGonagall.
-Ty zdrajco! Albus ci zaufał, a ty jak się odpłacasz? – wrzeszczała wściekle na nauczyciela obrony przed czarną magią.
Czarnowłosa użyła klątwy, której nauczył ją Schmitt, czyli Shussziehenstark. Profesorka wyleciała w powietrze i dwa razy szybciej została przyciągnięta do ziemi. Nauczyciel odwrócił się, chcąc zobaczyć kto mu pomógł. Na jego nieszczęście postać ta miała maskę. Hermiona ruszyła dalej. Spostrzegła długie blond włosy wystająca spod maski. Od razu wiedziała że to Lucjusz Malfoy. Przegrywał z jednym z polskich aurorów. Wypowiedziała formułę Confringo, a ściana za aurorem wybuchła i zawaliła się na niego, ratując Malfoya Seniora. Jednak to był błąd, gdyż budynek zawalił się prawie na dziewczynę. W ostatniej chwili odskoczyła. Wioska coraz bardziej płonęła. Nigdzie nie mogła znaleźć Pottera. Najwyraźniej dyrektor boi się, że ktoś go złapie i przetransportuje do Czarnego Pana. Hermiona z chęcią by to zrobiła gdyby miała okazję.
Wszyscy walczyliby dalej, jednak zaczęło pojawiać się coraz więcej aurorów, a nawet magiczne wojsko angielskie. Śmierciożercy zaczęli biec w stronę lasu, żeby móc się deportować. Hermiona jeszcze nie opanowała teleportacji, więc biegła i biegła przed siebie. Po chwili poczuła ucisk na ręce i mocne zawirowanie. Upadła na trawę i zdjęła maskę. Nagle ktoś poderwał ją do góry i poczuła jak ktoś ją namiętnie całuję.
-Cieszę się że nic ci nie jest – powiedział Draco, uśmiechając się do dziewczyny.
-Ja także. Ale musieli mieć zdziwienie, co? – zapytała, śmiejąc się lekko.
Była szczęśliwa na widok blondyna. Kochała go, a on kochał ją. Ucieszył ją też udany atak, jednak nie udało się zabić żadnego z ministrów, ani Dumbledore’a.

            Po długiej rozmowie z Malfoyem, poszli do jej sypialni, zamknęli drzwi na klucz i spędzili razem cudowną noc. To był jej pierwszy raz, który był niesamowity. Usnęli razem w swoich objęciach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz