***
Był wczesny
ranek, Hermiona obudziła się w swoim łóżku w Riddle Manor. Rozejrzała się wokół
siebie. Była sama w pokoju. Draco musiał już pewnie wstać. Poleżała jeszcze z
pół godziny, po czym weszła do swojej łazienki wziąć gorącą kąpiel. Na zewnątrz
było zimno, więc to był dobry pomysł. Podczas kąpieli rozpamiętywała wczorajszy
atak. Było tak blisko do śmierci Dumbledore’a. Nie pomyśleli o tym, żeby
otoczyć wioskę, gdyby ktoś miał uciec, na przykład dyrektor, lub ministrowie.
Na następne ataki niedaleko Hogwartu trzeba będzie ruszać większą armią, bo
znając Dumbledore’a i ministerstwo, to Hogwart będzie obstawiony magicznymi
żołnierzami i aurorami. Kiedy wyszła z łazienki, podeszła do wielkiej szafy.
Wybór ubrań miała ogromny, więc nie wiedziała w co się ubrać. Po paru minutach
zdecydowała się na czarne jeansy, ciepły, czarny sweter i wysokie, czarne
kozaki. Chciała wyjść z pokoju, jednak poczuła pieczenie mrocznego znaku.
Pobiegła więc do gabinetu Czarnego Pana, w którym zastała swoich przyjaciół.
Czarny Pan przemówił.
-Mam dla was wszystkich misję – odrzekł chłodno – Każdy z was
musi wywołać panikę w innych krajach. Hermiono, ty lecisz do Polski, Draco, ty
do Francji, Aya do Niemiec, a Sarah do Szwecji – dodał, dając im do
zrozumienia, że misja jest poważna.
Wszyscy pokiwali głowami na znak, że zrozumieli, po czym
deportowali się w wyznaczone miejsca. Tylko Hermiona musiała skorzystać z
czyjejś pomocy.
Hermiona
była podekscytowana, że w końcu coś się dzieję. Uwielbiała siać panikę i
zabijać. Pragnęła tylko, by śmierciożercy w końcu objęli władzę. Drugą rzeczą,
którą chciała, była śmierć Dumbledore’a, Pottera i Weasley’a. Jednak irytowało
ją, że lot jest tak długi, ale co się dziwić, skoro Polska jest tak daleko on
Anglii. Zanim chciała znowu na coś ponarzekać, poczuła twardy grunt pod sobą.
Rozejrzała się wokół siebie i spostrzegła rozmawiającą ze sobą parę. Podeszła
do nich i wycelowała w nich różdżką. Spojrzeli na nią ze zdziwieniem, jakby
nigdy nie widzieli czarodzieja. Może to mugole?
-Zabieraj mi ten patyk z przed nosa albo oberwiesz! –
krzyknął rudy mężczyzna.
Czarnowłosa tylko się zaśmiała, a następnie wyraźnie
wypowiedziała „Avada Kedavra”. Z jej różdżki wystrzelił zielony promień, który
ugodził mężczyznę w głowę. Spadł z ławki i już leżał martwy na podniszczonym
chodniku. Kobieta krzyknęła z przerażenia, po czym podzieliła los chłopaka.
Po kilku
minutach chodzenia po Warszawie zauważyła ogromnie wysoki budynek, a pod nim
masę ludzi. To idealny moment. Zginą wszyscy, to na pewno zasieje panikę.
-Confringo – szepnęła pod nosem, celując różdżką w szczyt
budynku.
Po chwili rozległ się dźwięk wybuchu, a budynek zaczął się
sypać. Tyle gruzu zleciało na niewinnych mugoli, a być może wśród nich byli
jacyś czarodzieje. Odwróciła się i zobaczyła kilku mężczyzn w niebieskim stroju
biegnących w jej stronę. Na jednym użyła Imperiusa, a mężczyzna natychmiast
zaczął atakować kolegów, dając Hermionie czas na ucieczkę.
Było już
południe. Wiele dzielnic już płonęło. Nikt nie wiedział co się dzieję. Obok
niej deportowało się kilkunastu czarodziei w czarnych strojach.
-Poddaj się, jesteś otoczona! – krzyknęli równocześnie.
Nie miała co zrobić, sama przeciwko jakiejś ogromnej grupie
czarodziei? To był już koniec. Myślała tak, dopóki coś nie wybuchło. Zaczęły
lecieć zielone promienie, czarodzieje ginęli. Zdezorientowana Hermiona nie
wiedziała co robić, więc zaczęła miotać w polskich aurorów klątwami. Wkrótce
potem podszedł do niej osiemnastoletni mężczyzna. Miał brązowe oczy i włosy.
Nosił okulary, a w ręku miał różdżkę. Czarnowłosa wycelowała w niego różdżką.
-Kim jesteś? – zapytała groźnie.
-Mów mi Keshie – odpowiedział spokojnie – Co tu robisz? –
zapytał.
Dziewczyna nadal nie opuszczała różdżki. Zastanawiała się,
czy powiedzieć mu prawdę, czy skłamać. Może to być szpieg polskiego
ministerstwa.
-Jestem tu na polecenie Czarnego Pana – odpowiedziała jeszcze
groźniej, marszcząc brwi.
-No to nie będę wchodził ci w drogę. Powodzenia – odrzekł, po
czym skierował się w stronę centrum.
To było dziwne. Nie wiedziała kim jest ten chłopak, ani
dlaczego jej pomógł. Czy w Polsce także jest jakiś czarnoksiężnik, który
atakuje ministerstwo i jakąś szkołę magii? Naprawdę dziwne. No ale cóż…
Wszczęła panikę w całym mieście, więc chyba może wracać do domu. Tylko jak?
Wcześniej pomógł jej jeden ze śmierciożerców, gdzie ona znajdzie śmierciożercę?
No tak! Mroczny Znak! Podwinęła lewy rękaw, po czym przycisnęła do niego
różdżkę. Sygnał został wysłany do Czarnego Pana, który wkrótce potem pojawił
się obok Hermiony. Zaczął obserwować otoczenie. Był pod wrażeniem działań
córki.
-Widzę że wszczęłaś panikę. A nawet zniszczyłaś część miasta
– powiedział dumnie.
-Tak, tylko muszę wrócić do domu, jeszcze nie umiem się
teleportować, więc wiesz… - odrzekła, krzywiąc się trochę.
Po kilku
minutach wraz z ojcem wrócili do Riddle Manor. Jeszcze nikt inny nie wrócił z
misji, oprócz niej. Postanowiła pomóc Malfoyowi we Francji. Poprosiła ojca żeby
deportował się z nią do Paryża. Zgodził się, a po piętnastu minutach stała już
w centrum Paryża. To co tam zobaczyła zmroziło ją. Draco był właśnie
aresztowany przez dwóch mężczyzn.
-Avada Kedavra! – krzyknęła bez zastanowienia, a promień
ugodził jednego z nich w plecy.
Blondyn przyłożył pięścią w twarz drugiego i odwrócił się, by
spojrzeć kto go uratował. Gdy już wiedział kto to, podbiegł do niej i pocałował
ją namiętnie.
-Hermi, co tu robisz? Miałaś być w Polsce – powiedział,
uśmiechając się szeroko.
-Ja już skończyłam misję, więc postanowiłam ci pomóc –
odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.
Obydwoje ruszyli w stronę Wieży Eiffla. Mieli świetny plan,
który wymyśliła Hermiona. Pogubili się w mieście, ale w końcu udało im się
dotrzeć na miejsce. Weszli do jakiegoś budynku i weszli na dach. Wycelowali różdżkami
w zabytek i na znak Hermiony wypowiedzieli formułę „Crepitusforti”. Po uderzeniu promienia, rozległ się ogromny wybuch,
po czym Wieża Eiffla runęła. Wszyscy turyści i mieszkańcy byli przerażeni i
zaczęli uciekać na wszystkie strony. Hermiona i Draco zaczęli miotać klątwami w
uciekających ludzi. W końcu Hermiona użyła „Gasauirgae”,
a z jej różdżki wystrzelił wielki strumień benzyny, który oblał większość
ludzi, którzy nie mieli jak uciec. Draco wypowiedział formułę „Ignisdevirga”. Z jego różdżki wyleciał
płomień, który trafił jednego z oblanych benzyną ludzi. Wybuch był niesamowity.
Wszędzie zaczęło się palić, a mugolski rząd zaczął próbę ratowania ludzi. Draco
chwycił Hermionę za rękę, po czym deportowali się z powrotem do Riddle Manor.
Przywykła już do teleportacji, więc nie wymiotowała, ani nie miała żadnych
mdłości. Do pokoju wszedł Czarny Pan.
-Udało się wam? – zapytał z wyraźną ciekawością.
-Tak. Wieża Eiffla zniszczona, centrum wybuchło, miasto
płonie – odpowiedział dumnie Draco.
Cieszył się ze swojego czynu, oraz z tego że Hermiona
uratowała go przed aresztowaniem. Co by wtedy zrobił? A co Hermiona by zrobiła
gdyby jego ukochany nigdy nie wrócił? Załamała by się. Chwilę potem Pojawiła
się Aya i Sarah, widocznie zadowolone z siebie. Czyli wszystko poszło
prawidłowo.
Godzinę
później przyjaciele walczyli ze sobą na śnieżki w zaśnieżonym ogrodzie. Mimo że
pod śniegiem, dalej wyglądał pięknie. Nastał w końcu zmierzch. Wszyscy byli
zmarznięci, więc wrócili do środka. Wzięli od skrzata gorącą czekoladę i
usiedli przy kominku. Rozmawiali o wszystkim o czym mogli. W końcu byli tak
zmęczeni, że musieli pójść spać. To były ekscytujące ataki. Hermiona była
szczęśliwa. Nareszcie mogła wyrwać się z domu, pozabijać mugoli, podpalić coś…
Z nadmiaru wrażeń w końcu usnęła.
Hermiona
była pogrążona w głębokim śnie. Nagle coś mocno wybuchło, zrzucając ją z łóżka.
Nie wiedziała co się dzieję. Wstała, wzięła różdżkę i spojrzała na zewnątrz
przez dziurę w ścianie. Jacyś ludzie w szarych strojach szli w stronę
posiadłości. Cała płonęła. W ich stronę leciały klątwy, jednak udawało im się
je odbijać. Jakim cudem przełamali zaklęcia obronne.
-Poddajcie się! Nie macie żadnych szans przeciwko MSC! –
krzyknął jeden z nich.
Co to do jasnej cholery jest MSC? Zaczęła strzelać w nich
Avadami i innymi znanymi jej klątwami. Mruknęła w końcu „Confringo”. Z jej
różdżki poleciał fioletowy promień, który spowodował ogromny wybuch. Kilkunastu
czarodziejów zostało wysadzonych przez Hermionę. Nie wiedziała co się dzieję.
Wokół posiadłości zaczęło deportować się wiele śmierciożerców. Z posiadłości
wybiegł Draco. Zaczął miotać Avadami w żołnierzy. Obserwowała co robi. Nagle
nastąpiło coś, co doprowadziło ją do załamania. Draco oberwał zielonym
promieniem od jednego z czarodziei. Czarnowłosa upadła na podłogę i zaczęła
krzyczeć.
Po kilku
minutach w końcu wstała, lecz za nią stało trzech mężczyzn, celujących w nią
różdżkami. Usłyszała kogoś z tyłu. Mężczyźni obrócili się i padli martwi na
podłogę. Do pokoju wszedł Czarny Pan.
-Nikt nie ma prawa cię skrzywdzić – krzyknął wściekle Tom.
Po chwili przez dziurę w ścianie przeleciał zielony promień,
który ugodził czarnowłosą w tył głowy. Upadła martwa na podłogę. Czarny Pan
zaczął krzyczeć i miotać klątwami w czarodziei. Chciał się zemścić, chciał
zabić wszystkich.
Hermiona
spadła z łóżka. Wstała szybko, przebrała się w normalne ubranie i wzięła
różdżkę. Chciała podbiec do dziury w ścianie by bronić Riddle Manor, jedna
zorientowała się że nie ma żadnej dziury w ścianie. Znowu koszmar! Nikogo nie
było w całym domu. Chciała wyjść do ogrodu przez salę balową i właśnie tam
wszyscy byli. Ozdabiali ją wedle instrukcji Toma. Odwrócił się i uśmiechnął się
do córki.
-Witaj Hermiono. Przygotowujemy salę do sylwestra – odrzekł z
radością Tom.
-A no tak! Przecież niedługo sylwester! – krzyknęła z
radością, podbiegając żeby pomóc – Kompletnie o tym zapomniałam – dodała
szybko.
-Nic się nie stało. Możesz pomóc w ozdabianiu sali i przy
muzyce – odrzekł spokojnie.
Czarnowłosa przytaknęła głową i podeszła do Blaise’a, który
majstrował coś przy wieży stereo. Śmieszyło ją, że nie mógł sobie poradzić z
ustawieniem muzyki.
-Może pomóc? – spytała pozytywnie czarnowłosa.
Blaise odskoczył nagle do tyłu. Hermiona nieźle go
wystraszyła. Była szczęśliwa, że wreszcie może spotkać śmierciożerców których
jeszcze nie zna.
-Byłoby świetnie! – odpowiedział Blaise, posyłając jej
uśmiech – Spokojnie Draco, nie podrywam ci dziewczyny – dodał, śmiejąc się na
widok miny przyjaciela.
Zielonooka wykonała kilka machnięć różdżką, a po chwili z
głośników zaczęła grać muzyka. Zaskoczony Blaise podziękował Hermionie za pomoc
i zaczął tańczyć w rytm muzyki, a czarnowłosa zaczęła się śmiać. Postanowiła
teraz pomóc przy dekoracjach. Sarah i Aya już się tym zajmowały, lecz nie
radziły sobie dobrze.
-Pomóc wam? – spytała miło, uśmiechając się.
-Przydałoby się, same nie damy rady – odpowiedziała Aya.
Czarnowłosa podeszła i nadmuchała balony używając zaklęcia „Inflahelium”. Balony same podfrunęły do
sufitu. Przyjaciółki nie wiedziały, skąd Hermiona zna takie zaklęcia.
Przynajmniej wykonają pracę znacznie szybciej. Kiedy one przypinały zasłony,
drzwi do sali otworzyły się nagle. Spojrzały na nie, a tam zobaczyły jak Draco
męczy się z wstawieniem stołów.
-Draco, użyj zaklęcia Transferquod
– krzyknęła Hermiona – Tylko pomyśl o miejscu w które chcesz przenieść –
dodała, ostrzegającym tonem.
Blondyn wycelował w stół i wypowiedział formułę, podaną przez
Hermionę. Stół nagle pojawił się na środku sali balowej, a dziewczyny wróciły
do przypinania zasłon.
Następnego
dnia miała być impreza sylwestrowa. Mieli przyjść Malfoyowie, Bellatrix i
Rudolf Lestrange, McKeenowie i wiele innych śmierciożerców. Hermiona obudziła
się w okolicach dwunastej. To chyba pierwszy raz, kiedy wstała tak późno.
Zwykle z łóżka wychodziła najpóźniej o dziewiątej. Pośpiesznie pobiegła do
łazienki, by wziąć długą, odprężającą kąpiel, nałożyć jakiś lekki makijaż i
zrobić świetną fryzurę. Miała nadzieję że wszystko przebiegnie po myśli ojca.
Nie chciała żeby jacyś nieproszeni goście przerwali imprezę. Byłoby to okropne…
Po dwóch
godzinach wróciła do pokoju, w celu wybrania stroju. Na razie chciała ubrać się
luźno, a dopiero wieczorem planowała się przebrać na jakąś sukienkę czy coś w
tym stylu. Wybrała jasne jeansy, czarną koszulkę, a na nią zarzuciła szary
sweter. Zabrała różdżkę i zeszła do jadalni. Spotkała tam już wszystkich
mieszkańców Riddle Manor. Zjadła kotleta schabowego z tłuczonymi ziemniakami i
surówką, po chwili Tom wskazał jej krótkim ruchem ręki, że chce o czymś
porozmawiać. Poszła więc z nim do salonu. Usiadła z nim na kanapie i spojrzała
na niego z ciekawością.
-Co się stało? – spytała w końcu.
-Jak pewnie wiesz, dzisiaj jest impreza sylwestrowa –
powiedział spokojnie, a czarnowłosa przytaknęła głową – Severus powiedział że
jesteś świetna z eliksirów, więc zwracam się do ciebie – dodał krótko.
-O co dokładniej chodzi? – zapytała z jeszcze większą
ciekawością.
-Otóż wśród nas jest szpieg. Rudolf Lestrange znalazł martwe
ciało Gordona Mesht. A kilka godzin temu Lucjusz Malfoy spotkał go w ministerstwie.
Ktoś używa eliksiru wielosokowego – mówił z opanowaniem – Musisz sporządzić
truciznę i dolać ją do napoju Meshta. Lucjusz wręczył mu zaproszenie na
imprezę, kiedy zobaczył że martwy śmierciożerca chodzi sobie spokojnie w
ministerstwie – dodał.
-Mam trochę inny pomysł – odrzekła, po chwili zastanowienia –
Sporządzę eliksir, przez który straci przytomność, a potem zamknę go w lochach
i wyciągnę wszelkie informację – dodała, uśmiechając się szyderczo.
Czarny Pan zgodził się z córką, po czym zaprowadził ją do
gabinetu Snape’a. Mistrz Eliksirów wypełniał jakieś dokumenty, ale w chwili,
gdy drzwi zaskrzypiały, podniósł wzrok.
-Hermiono, Tom, cos się stało? – zapytał, zdziwiony widokiem
Toma i Hermiony w jego gabinecie.
Voldemort podszedł do Severusa i szepnął mu coś do ucha. Ten
wycelował różdżką w półkę z książkami, która po chwili przesunęła się w prawo.
Za nią była ukryta część pokoju, w której znajdowały się szafki ze składnikami
i stolik z kociołkiem, oraz przyrządy do warzenia eliksirów. Czarny Pan
wyszedł, a panna Riddle podeszła do stolika i spojrzała na kociołek.
-A więc chcesz przygotować eliksir, który spowoduje
zemdlenie? – zapytał retorycznie Snape – Osobiście polecam Eliksir Słodkiego
Snu, albo Wywar Żywej Śmierci. Jeśli zdecydujesz się na to drugie, to tylko
dwie krople – dodał, patrząc na siostrzenicę.
Czarnowłosa wzięła z szafki składniki, potrzebne do
przygotowania Wywaru Żywej Śmierci. Dla niej wywar nie był trudny do wykonania,
ponieważ warzyła go w szkole. Wlała piołun, dodała sproszkowany korzeń
asfodelusa, zamieszała dwa razy w prawo, zmiażdżyła srebrnym sztyletem fasolę
waleriany, dolała trzynaście kropel soku z tego korzenia i na koniec zamieszała
w lewo i w prawo siedem razy. Wszystkie te czynności wykonała w ciągu godziny.
Wlała eliksir do fiolki, którą schowała do kieszeni, po czym poszła wybrać
strój na wieczorną imprezę. Założyła czarną sukienkę, czarne rajstopy i czarne
buty. Zeszła do Sali balowej, gdzie Draco nalewał już napoje. Podeszła do
miejsca oznaczonego imieniem Gordon Mesht i dolała do szklanki dwie krople
Wywaru Żywej Śmierci. Teraz pozostało tylko czekać, aż Mesht postanowi napić
się soku.
Po godzinie
sala balowa była już zapełniona. Muzyka grała, ludzie rozmawiali, a Czarny Pan
wstał z krzesła przy środkowym stole.
-Witajcie moi drodzy. Cieszę się że zechcieliście przybyć na
imprezę sylwestrową. Wznieśmy toast za nowy rok! – krzyknął, po czym wszyscy
wznieśli szklanki i pociągnęli kilka łyków.
Tom i Hermiona obserwowali bacznie Gordona, który łapczywie
wypił całą szklankę. Po krótkim momencie zrobił dziwny ruch głową i ześlizgnął
się z krzesła. Osoby siedzące obok mężczyzny odskoczyły, a czarnowłosa wstała i
podeszła do niego. Rzuciła na niego zaklęcie i ruszyła w stronę lochów. Kiedy
była już na korytarzu usłyszała krzyk Czarnego Pana.
-Szpieg został unicestwiony!
Panna Riddle uśmiechnęła się i przyspieszyła krok. Po dwóch
minutach zamknęła drzwi do jednego z pokoi lochów. Przywiązała szpiega do
krzesła i podała mu Eliksir Wiggenowy. Mężczyzna po kilku minutach otworzył
oczy i rozejrzał się wokół siebie. Przestraszył się.
-Kim jesteś i dlaczego użyłeś eliksiru wielosokowego? –
zapytała, jak na razie spokojnie.
-Nazywam się Gordon Mesht! Naprawdę! – krzyczał z
przerażeniem.
Czarnowłosa zaczęła chodzić w tę i z powrotem żeby potrzymać
go trochę w napięciu. W końcu stanęła przed nim, przeszywając go morderczym
spojrzeniem.
-Kłamiesz. Dam ci jeszcze jedną szansę. Kim jesteś? – spytała,
tracąc powoli cierpliwość.
-Już ci powiedziałem! – nie dawał za wygraną.
Zielonooka wyciągnęła różdżkę i wycelowała w szpiega.
Szepnęła „Crucio”, a mężczyzna zaczął krzyczeć w niebogłosy.
-To jak? Powiesz mi w końcu kim jesteś? – spytała, nie
przerywając zaklęcia.
-Powie… Powiedziałem ci! – krzyczał najgłośniej jak potrafił.
Czarnowłosa przerwała klątwę, po czym wyciągnęła z kieszeni
fiolkę z eliksirem czyszczącym skutki eliksirów. Chwyciła czarnowłosego za
szyję i wlała mu eliksir do ust. Szpieg zaczął się trząść, a jego skóra trzęsła
się i zmieniała powoli kolor. Po chwili przed nią stał całkiem inny mężczyzna.
-No proszę… Artur Weasley – powiedziała, uśmiechając się
szyderczo – Ciekawe co zrobią zdrajcy krwi kiedy zobaczą swojego ojca martwego
przed ich domem? Dobre pytanie, prawda? – pytała, celując w jego różdżką.
Nie czekając na odpowiedź wyszła w stronę sali balowej. Kiedy
drzwi otworzyły się, wszyscy spojrzeli w jej stronę.
-Szpiegiem był Artur Weasley – powiedziała głośno.
Goście zaniemówili, a Czarny Pan udał się z córką do lochów.
Otworzył drzwi z hukiem i spojrzał na zdrajcę krwi.
-Weasley! Czego tu szukałeś? GADAJ! – krzyczał wściekle.
Rudowłosy przeraził się, a Riddle wycelował w niego różdżką.
Czarnowłosa chwyciła ojca, a on spojrzał na nią zdziwiony.
-Tato, może po prostu zostawimy go martwego przed ich ruderą?
To byłby mocny cios – zaproponowała z szyderczym uśmiechem.
Czarny Pan uśmiechnął się i zaczął ciskać w rudowłosego
zaklęciami. Klątwy leciały cały czas – Crucio, Sectumsempra, Fractureossis, Shussziehenstark i wiele innych. Mężczyzna ledwo się ruszał. W
końcu Hermiona szepnęła „Avada Kedavra”, a z jej różdżki wystrzelił zielony
promień. Czarnowłosa wraz z Tomem deportowała się nieopodal domu Weasley’ów.
Zaklęciem przeniosła ciało Artura Weasley’a przed drzwi, po czym strzeliła
zaklęciem wybucowym w garaż. Po kilku minutach drzwi od domu otworzyły się a
stanęła w nich Molly Weasley, która nagle głośno krzyknęła, po czym upadła na
ziemię. Płakała. Kilka chwil potem na zewnątrz wybiegła cała rodzina wraz z
Potterem. To był piękny widok dla Toma i Riddle’ówny. W końcu kiedy się
napatrzyli, deportowali się z powrotem na imprezę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz