czwartek, 11 sierpnia 2016

Rozdział 6

Hej! :) W końcu napisałem kolejny rozdział :) Trochę akcji, trochę wybuchów - tak jak zawsze :3 Miłego czytania ;)
***
            Był wczesny ranek, Hermiona obudziła się w swoim łóżku w Riddle Manor. Rozejrzała się wokół siebie. Była sama w pokoju. Draco musiał już pewnie wstać. Poleżała jeszcze z pół godziny, po czym weszła do swojej łazienki wziąć gorącą kąpiel. Na zewnątrz było zimno, więc to był dobry pomysł. Podczas kąpieli rozpamiętywała wczorajszy atak. Było tak blisko do śmierci Dumbledore’a. Nie pomyśleli o tym, żeby otoczyć wioskę, gdyby ktoś miał uciec, na przykład dyrektor, lub ministrowie. Na następne ataki niedaleko Hogwartu trzeba będzie ruszać większą armią, bo znając Dumbledore’a i ministerstwo, to Hogwart będzie obstawiony magicznymi żołnierzami i aurorami. Kiedy wyszła z łazienki, podeszła do wielkiej szafy. Wybór ubrań miała ogromny, więc nie wiedziała w co się ubrać. Po paru minutach zdecydowała się na czarne jeansy, ciepły, czarny sweter i wysokie, czarne kozaki. Chciała wyjść z pokoju, jednak poczuła pieczenie mrocznego znaku. Pobiegła więc do gabinetu Czarnego Pana, w którym zastała swoich przyjaciół. Czarny Pan przemówił.
-Mam dla was wszystkich misję – odrzekł chłodno – Każdy z was musi wywołać panikę w innych krajach. Hermiono, ty lecisz do Polski, Draco, ty do Francji, Aya do Niemiec, a Sarah do Szwecji – dodał, dając im do zrozumienia, że misja jest poważna.
Wszyscy pokiwali głowami na znak, że zrozumieli, po czym deportowali się w wyznaczone miejsca. Tylko Hermiona musiała skorzystać z czyjejś pomocy.
            Hermiona była podekscytowana, że w końcu coś się dzieję. Uwielbiała siać panikę i zabijać. Pragnęła tylko, by śmierciożercy w końcu objęli władzę. Drugą rzeczą, którą chciała, była śmierć Dumbledore’a, Pottera i Weasley’a. Jednak irytowało ją, że lot jest tak długi, ale co się dziwić, skoro Polska jest tak daleko on Anglii. Zanim chciała znowu na coś ponarzekać, poczuła twardy grunt pod sobą. Rozejrzała się wokół siebie i spostrzegła rozmawiającą ze sobą parę. Podeszła do nich i wycelowała w nich różdżką. Spojrzeli na nią ze zdziwieniem, jakby nigdy nie widzieli czarodzieja. Może to mugole?
-Zabieraj mi ten patyk z przed nosa albo oberwiesz! – krzyknął rudy mężczyzna.
Czarnowłosa tylko się zaśmiała, a następnie wyraźnie wypowiedziała „Avada Kedavra”. Z jej różdżki wystrzelił zielony promień, który ugodził mężczyznę w głowę. Spadł z ławki i już leżał martwy na podniszczonym chodniku. Kobieta krzyknęła z przerażenia, po czym podzieliła los chłopaka.
            Po kilku minutach chodzenia po Warszawie zauważyła ogromnie wysoki budynek, a pod nim masę ludzi. To idealny moment. Zginą wszyscy, to na pewno zasieje panikę.
-Confringo – szepnęła pod nosem, celując różdżką w szczyt budynku.
Po chwili rozległ się dźwięk wybuchu, a budynek zaczął się sypać. Tyle gruzu zleciało na niewinnych mugoli, a być może wśród nich byli jacyś czarodzieje. Odwróciła się i zobaczyła kilku mężczyzn w niebieskim stroju biegnących w jej stronę. Na jednym użyła Imperiusa, a mężczyzna natychmiast zaczął atakować kolegów, dając Hermionie czas na ucieczkę.
            Było już południe. Wiele dzielnic już płonęło. Nikt nie wiedział co się dzieję. Obok niej deportowało się kilkunastu czarodziei w czarnych strojach.
-Poddaj się, jesteś otoczona! – krzyknęli równocześnie.
Nie miała co zrobić, sama przeciwko jakiejś ogromnej grupie czarodziei? To był już koniec. Myślała tak, dopóki coś nie wybuchło. Zaczęły lecieć zielone promienie, czarodzieje ginęli. Zdezorientowana Hermiona nie wiedziała co robić, więc zaczęła miotać w polskich aurorów klątwami. Wkrótce potem podszedł do niej osiemnastoletni mężczyzna. Miał brązowe oczy i włosy. Nosił okulary, a w ręku miał różdżkę. Czarnowłosa wycelowała w niego różdżką.
-Kim jesteś? – zapytała groźnie.
-Mów mi Keshie – odpowiedział spokojnie – Co tu robisz? – zapytał.
Dziewczyna nadal nie opuszczała różdżki. Zastanawiała się, czy powiedzieć mu prawdę, czy skłamać. Może to być szpieg polskiego ministerstwa.
-Jestem tu na polecenie Czarnego Pana – odpowiedziała jeszcze groźniej, marszcząc brwi.
-No to nie będę wchodził ci w drogę. Powodzenia – odrzekł, po czym skierował się w stronę centrum.
To było dziwne. Nie wiedziała kim jest ten chłopak, ani dlaczego jej pomógł. Czy w Polsce także jest jakiś czarnoksiężnik, który atakuje ministerstwo i jakąś szkołę magii? Naprawdę dziwne. No ale cóż… Wszczęła panikę w całym mieście, więc chyba może wracać do domu. Tylko jak? Wcześniej pomógł jej jeden ze śmierciożerców, gdzie ona znajdzie śmierciożercę? No tak! Mroczny Znak! Podwinęła lewy rękaw, po czym przycisnęła do niego różdżkę. Sygnał został wysłany do Czarnego Pana, który wkrótce potem pojawił się obok Hermiony. Zaczął obserwować otoczenie. Był pod wrażeniem działań córki.
-Widzę że wszczęłaś panikę. A nawet zniszczyłaś część miasta – powiedział dumnie.
-Tak, tylko muszę wrócić do domu, jeszcze nie umiem się teleportować, więc wiesz… - odrzekła, krzywiąc się trochę.
            Po kilku minutach wraz z ojcem wrócili do Riddle Manor. Jeszcze nikt inny nie wrócił z misji, oprócz niej. Postanowiła pomóc Malfoyowi we Francji. Poprosiła ojca żeby deportował się z nią do Paryża. Zgodził się, a po piętnastu minutach stała już w centrum Paryża. To co tam zobaczyła zmroziło ją. Draco był właśnie aresztowany przez dwóch mężczyzn.
-Avada Kedavra! – krzyknęła bez zastanowienia, a promień ugodził jednego z nich w plecy.
Blondyn przyłożył pięścią w twarz drugiego i odwrócił się, by spojrzeć kto go uratował. Gdy już wiedział kto to, podbiegł do niej i pocałował ją namiętnie.
-Hermi, co tu robisz? Miałaś być w Polsce – powiedział, uśmiechając się szeroko.
-Ja już skończyłam misję, więc postanowiłam ci pomóc – odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.
Obydwoje ruszyli w stronę Wieży Eiffla. Mieli świetny plan, który wymyśliła Hermiona. Pogubili się w mieście, ale w końcu udało im się dotrzeć na miejsce. Weszli do jakiegoś budynku i weszli na dach. Wycelowali różdżkami w zabytek i na znak Hermiony wypowiedzieli formułę „Crepitusforti”. Po uderzeniu promienia, rozległ się ogromny wybuch, po czym Wieża Eiffla runęła. Wszyscy turyści i mieszkańcy byli przerażeni i zaczęli uciekać na wszystkie strony. Hermiona i Draco zaczęli miotać klątwami w uciekających ludzi. W końcu Hermiona użyła „Gasauirgae”, a z jej różdżki wystrzelił wielki strumień benzyny, który oblał większość ludzi, którzy nie mieli jak uciec. Draco wypowiedział formułę „Ignisdevirga”. Z jego różdżki wyleciał płomień, który trafił jednego z oblanych benzyną ludzi. Wybuch był niesamowity. Wszędzie zaczęło się palić, a mugolski rząd zaczął próbę ratowania ludzi. Draco chwycił Hermionę za rękę, po czym deportowali się z powrotem do Riddle Manor. Przywykła już do teleportacji, więc nie wymiotowała, ani nie miała żadnych mdłości. Do pokoju wszedł Czarny Pan.
-Udało się wam? – zapytał z wyraźną ciekawością.
-Tak. Wieża Eiffla zniszczona, centrum wybuchło, miasto płonie – odpowiedział dumnie Draco.
Cieszył się ze swojego czynu, oraz z tego że Hermiona uratowała go przed aresztowaniem. Co by wtedy zrobił? A co Hermiona by zrobiła gdyby jego ukochany nigdy nie wrócił? Załamała by się. Chwilę potem Pojawiła się Aya i Sarah, widocznie zadowolone z siebie. Czyli wszystko poszło prawidłowo.
            Godzinę później przyjaciele walczyli ze sobą na śnieżki w zaśnieżonym ogrodzie. Mimo że pod śniegiem, dalej wyglądał pięknie. Nastał w końcu zmierzch. Wszyscy byli zmarznięci, więc wrócili do środka. Wzięli od skrzata gorącą czekoladę i usiedli przy kominku. Rozmawiali o wszystkim o czym mogli. W końcu byli tak zmęczeni, że musieli pójść spać. To były ekscytujące ataki. Hermiona była szczęśliwa. Nareszcie mogła wyrwać się z domu, pozabijać mugoli, podpalić coś… Z nadmiaru wrażeń w końcu usnęła.
            Hermiona była pogrążona w głębokim śnie. Nagle coś mocno wybuchło, zrzucając ją z łóżka. Nie wiedziała co się dzieję. Wstała, wzięła różdżkę i spojrzała na zewnątrz przez dziurę w ścianie. Jacyś ludzie w szarych strojach szli w stronę posiadłości. Cała płonęła. W ich stronę leciały klątwy, jednak udawało im się je odbijać. Jakim cudem przełamali zaklęcia obronne.
-Poddajcie się! Nie macie żadnych szans przeciwko MSC! – krzyknął jeden z nich.
Co to do jasnej cholery jest MSC? Zaczęła strzelać w nich Avadami i innymi znanymi jej klątwami. Mruknęła w końcu „Confringo”. Z jej różdżki poleciał fioletowy promień, który spowodował ogromny wybuch. Kilkunastu czarodziejów zostało wysadzonych przez Hermionę. Nie wiedziała co się dzieję. Wokół posiadłości zaczęło deportować się wiele śmierciożerców. Z posiadłości wybiegł Draco. Zaczął miotać Avadami w żołnierzy. Obserwowała co robi. Nagle nastąpiło coś, co doprowadziło ją do załamania. Draco oberwał zielonym promieniem od jednego z czarodziei. Czarnowłosa upadła na podłogę i zaczęła krzyczeć.
            Po kilku minutach w końcu wstała, lecz za nią stało trzech mężczyzn, celujących w nią różdżkami. Usłyszała kogoś z tyłu. Mężczyźni obrócili się i padli martwi na podłogę. Do pokoju wszedł Czarny Pan.
-Nikt nie ma prawa cię skrzywdzić – krzyknął wściekle Tom.
Po chwili przez dziurę w ścianie przeleciał zielony promień, który ugodził czarnowłosą w tył głowy. Upadła martwa na podłogę. Czarny Pan zaczął krzyczeć i miotać klątwami w czarodziei. Chciał się zemścić, chciał zabić wszystkich.
            Hermiona spadła z łóżka. Wstała szybko, przebrała się w normalne ubranie i wzięła różdżkę. Chciała podbiec do dziury w ścianie by bronić Riddle Manor, jedna zorientowała się że nie ma żadnej dziury w ścianie. Znowu koszmar! Nikogo nie było w całym domu. Chciała wyjść do ogrodu przez salę balową i właśnie tam wszyscy byli. Ozdabiali ją wedle instrukcji Toma. Odwrócił się i uśmiechnął się do córki.
-Witaj Hermiono. Przygotowujemy salę do sylwestra – odrzekł z radością Tom.
-A no tak! Przecież niedługo sylwester! – krzyknęła z radością, podbiegając żeby pomóc – Kompletnie o tym zapomniałam – dodała szybko.
-Nic się nie stało. Możesz pomóc w ozdabianiu sali i przy muzyce – odrzekł spokojnie.
Czarnowłosa przytaknęła głową i podeszła do Blaise’a, który majstrował coś przy wieży stereo. Śmieszyło ją, że nie mógł sobie poradzić z ustawieniem muzyki.
-Może pomóc? – spytała pozytywnie czarnowłosa.
Blaise odskoczył nagle do tyłu. Hermiona nieźle go wystraszyła. Była szczęśliwa, że wreszcie może spotkać śmierciożerców których jeszcze nie zna.
-Byłoby świetnie! – odpowiedział Blaise, posyłając jej uśmiech – Spokojnie Draco, nie podrywam ci dziewczyny – dodał, śmiejąc się na widok miny przyjaciela.
Zielonooka wykonała kilka machnięć różdżką, a po chwili z głośników zaczęła grać muzyka. Zaskoczony Blaise podziękował Hermionie za pomoc i zaczął tańczyć w rytm muzyki, a czarnowłosa zaczęła się śmiać. Postanowiła teraz pomóc przy dekoracjach. Sarah i Aya już się tym zajmowały, lecz nie radziły sobie dobrze.
-Pomóc wam? – spytała miło, uśmiechając się.
-Przydałoby się, same nie damy rady – odpowiedziała Aya.
Czarnowłosa podeszła i nadmuchała balony używając zaklęcia „Inflahelium”. Balony same podfrunęły do sufitu. Przyjaciółki nie wiedziały, skąd Hermiona zna takie zaklęcia. Przynajmniej wykonają pracę znacznie szybciej. Kiedy one przypinały zasłony, drzwi do sali otworzyły się nagle. Spojrzały na nie, a tam zobaczyły jak Draco męczy się z wstawieniem stołów.
-Draco, użyj zaklęcia Transferquod – krzyknęła Hermiona – Tylko pomyśl o miejscu w które chcesz przenieść – dodała, ostrzegającym tonem.
Blondyn wycelował w stół i wypowiedział formułę, podaną przez Hermionę. Stół nagle pojawił się na środku sali balowej, a dziewczyny wróciły do przypinania zasłon.
            Następnego dnia miała być impreza sylwestrowa. Mieli przyjść Malfoyowie, Bellatrix i Rudolf Lestrange, McKeenowie i wiele innych śmierciożerców. Hermiona obudziła się w okolicach dwunastej. To chyba pierwszy raz, kiedy wstała tak późno. Zwykle z łóżka wychodziła najpóźniej o dziewiątej. Pośpiesznie pobiegła do łazienki, by wziąć długą, odprężającą kąpiel, nałożyć jakiś lekki makijaż i zrobić świetną fryzurę. Miała nadzieję że wszystko przebiegnie po myśli ojca. Nie chciała żeby jacyś nieproszeni goście przerwali imprezę. Byłoby to okropne…
            Po dwóch godzinach wróciła do pokoju, w celu wybrania stroju. Na razie chciała ubrać się luźno, a dopiero wieczorem planowała się przebrać na jakąś sukienkę czy coś w tym stylu. Wybrała jasne jeansy, czarną koszulkę, a na nią zarzuciła szary sweter. Zabrała różdżkę i zeszła do jadalni. Spotkała tam już wszystkich mieszkańców Riddle Manor. Zjadła kotleta schabowego z tłuczonymi ziemniakami i surówką, po chwili Tom wskazał jej krótkim ruchem ręki, że chce o czymś porozmawiać. Poszła więc z nim do salonu. Usiadła z nim na kanapie i spojrzała na niego z ciekawością.
-Co się stało? – spytała w końcu.
-Jak pewnie wiesz, dzisiaj jest impreza sylwestrowa – powiedział spokojnie, a czarnowłosa przytaknęła głową – Severus powiedział że jesteś świetna z eliksirów, więc zwracam się do ciebie – dodał krótko.
-O co dokładniej chodzi? – zapytała z jeszcze większą ciekawością.
-Otóż wśród nas jest szpieg. Rudolf Lestrange znalazł martwe ciało Gordona Mesht. A kilka godzin temu Lucjusz Malfoy spotkał go w ministerstwie. Ktoś używa eliksiru wielosokowego – mówił z opanowaniem – Musisz sporządzić truciznę i dolać ją do napoju Meshta. Lucjusz wręczył mu zaproszenie na imprezę, kiedy zobaczył że martwy śmierciożerca chodzi sobie spokojnie w ministerstwie – dodał.
-Mam trochę inny pomysł – odrzekła, po chwili zastanowienia – Sporządzę eliksir, przez który straci przytomność, a potem zamknę go w lochach i wyciągnę wszelkie informację – dodała, uśmiechając się szyderczo.
Czarny Pan zgodził się z córką, po czym zaprowadził ją do gabinetu Snape’a. Mistrz Eliksirów wypełniał jakieś dokumenty, ale w chwili, gdy drzwi zaskrzypiały, podniósł wzrok.
-Hermiono, Tom, cos się stało? – zapytał, zdziwiony widokiem Toma i Hermiony w jego gabinecie.
Voldemort podszedł do Severusa i szepnął mu coś do ucha. Ten wycelował różdżką w półkę z książkami, która po chwili przesunęła się w prawo. Za nią była ukryta część pokoju, w której znajdowały się szafki ze składnikami i stolik z kociołkiem, oraz przyrządy do warzenia eliksirów. Czarny Pan wyszedł, a panna Riddle podeszła do stolika i spojrzała na kociołek.
-A więc chcesz przygotować eliksir, który spowoduje zemdlenie? – zapytał retorycznie Snape – Osobiście polecam Eliksir Słodkiego Snu, albo Wywar Żywej Śmierci. Jeśli zdecydujesz się na to drugie, to tylko dwie krople – dodał, patrząc na siostrzenicę.
Czarnowłosa wzięła z szafki składniki, potrzebne do przygotowania Wywaru Żywej Śmierci. Dla niej wywar nie był trudny do wykonania, ponieważ warzyła go w szkole. Wlała piołun, dodała sproszkowany korzeń asfodelusa, zamieszała dwa razy w prawo, zmiażdżyła srebrnym sztyletem fasolę waleriany, dolała trzynaście kropel soku z tego korzenia i na koniec zamieszała w lewo i w prawo siedem razy. Wszystkie te czynności wykonała w ciągu godziny. Wlała eliksir do fiolki, którą schowała do kieszeni, po czym poszła wybrać strój na wieczorną imprezę. Założyła czarną sukienkę, czarne rajstopy i czarne buty. Zeszła do Sali balowej, gdzie Draco nalewał już napoje. Podeszła do miejsca oznaczonego imieniem Gordon Mesht i dolała do szklanki dwie krople Wywaru Żywej Śmierci. Teraz pozostało tylko czekać, aż Mesht postanowi napić się soku.
            Po godzinie sala balowa była już zapełniona. Muzyka grała, ludzie rozmawiali, a Czarny Pan wstał z krzesła przy środkowym stole.
-Witajcie moi drodzy. Cieszę się że zechcieliście przybyć na imprezę sylwestrową. Wznieśmy toast za nowy rok! – krzyknął, po czym wszyscy wznieśli szklanki i pociągnęli kilka łyków.
Tom i Hermiona obserwowali bacznie Gordona, który łapczywie wypił całą szklankę. Po krótkim momencie zrobił dziwny ruch głową i ześlizgnął się z krzesła. Osoby siedzące obok mężczyzny odskoczyły, a czarnowłosa wstała i podeszła do niego. Rzuciła na niego zaklęcie i ruszyła w stronę lochów. Kiedy była już na korytarzu usłyszała krzyk Czarnego Pana.
-Szpieg został unicestwiony!
Panna Riddle uśmiechnęła się i przyspieszyła krok. Po dwóch minutach zamknęła drzwi do jednego z pokoi lochów. Przywiązała szpiega do krzesła i podała mu Eliksir Wiggenowy. Mężczyzna po kilku minutach otworzył oczy i rozejrzał się wokół siebie. Przestraszył się.
-Kim jesteś i dlaczego użyłeś eliksiru wielosokowego? – zapytała, jak na razie spokojnie.
-Nazywam się Gordon Mesht! Naprawdę! – krzyczał z przerażeniem.
Czarnowłosa zaczęła chodzić w tę i z powrotem żeby potrzymać go trochę w napięciu. W końcu stanęła przed nim, przeszywając go morderczym spojrzeniem.
-Kłamiesz. Dam ci jeszcze jedną szansę. Kim jesteś? – spytała, tracąc powoli cierpliwość.
-Już ci powiedziałem! – nie dawał za wygraną.
Zielonooka wyciągnęła różdżkę i wycelowała w szpiega. Szepnęła „Crucio”, a mężczyzna zaczął krzyczeć w niebogłosy.
-To jak? Powiesz mi w końcu kim jesteś? – spytała, nie przerywając zaklęcia.
-Powie… Powiedziałem ci! – krzyczał najgłośniej jak potrafił.
Czarnowłosa przerwała klątwę, po czym wyciągnęła z kieszeni fiolkę z eliksirem czyszczącym skutki eliksirów. Chwyciła czarnowłosego za szyję i wlała mu eliksir do ust. Szpieg zaczął się trząść, a jego skóra trzęsła się i zmieniała powoli kolor. Po chwili przed nią stał całkiem inny mężczyzna.
-No proszę… Artur Weasley – powiedziała, uśmiechając się szyderczo – Ciekawe co zrobią zdrajcy krwi kiedy zobaczą swojego ojca martwego przed ich domem? Dobre pytanie, prawda? – pytała, celując w jego różdżką.
Nie czekając na odpowiedź wyszła w stronę sali balowej. Kiedy drzwi otworzyły się, wszyscy spojrzeli w jej stronę.
-Szpiegiem był Artur Weasley – powiedziała głośno.
Goście zaniemówili, a Czarny Pan udał się z córką do lochów. Otworzył drzwi z hukiem i spojrzał na zdrajcę krwi.
-Weasley! Czego tu szukałeś? GADAJ! – krzyczał wściekle.
Rudowłosy przeraził się, a Riddle wycelował w niego różdżką. Czarnowłosa chwyciła ojca, a on spojrzał na nią zdziwiony.
-Tato, może po prostu zostawimy go martwego przed ich ruderą? To byłby mocny cios – zaproponowała z szyderczym uśmiechem.

Czarny Pan uśmiechnął się i zaczął ciskać w rudowłosego zaklęciami. Klątwy leciały cały czas – Crucio, Sectumsempra, Fractureossis, Shussziehenstark i wiele innych. Mężczyzna ledwo się ruszał. W końcu Hermiona szepnęła „Avada Kedavra”, a z jej różdżki wystrzelił zielony promień. Czarnowłosa wraz z Tomem deportowała się nieopodal domu Weasley’ów. Zaklęciem przeniosła ciało Artura Weasley’a przed drzwi, po czym strzeliła zaklęciem wybucowym w garaż. Po kilku minutach drzwi od domu otworzyły się a stanęła w nich Molly Weasley, która nagle głośno krzyknęła, po czym upadła na ziemię. Płakała. Kilka chwil potem na zewnątrz wybiegła cała rodzina wraz z Potterem. To był piękny widok dla Toma i Riddle’ówny. W końcu kiedy się napatrzyli, deportowali się z powrotem na imprezę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz